Detronizacja króla gór

Upadający król europejskich gór, lasów nizinnych i borów na wyżynach.

Dostojny i zdecydowany, świadomy i pewien swojej siły – Niedźwiedź brunatny.

Wspomina dziś dawne czasy, kiedy obszary jego panowania rozciągały się daleko poza górskimi szlakami. Rozpamiętuje dni, w których niedźwiedzie stopy wiodły go przez bezkresne puszcze i knieje.

I dzień, w którym to wszystko odebrał mu człowiek.

Wraca do chwili, gdy stoczył pierwszą, nierówną walkę z istotą z bronią w ręku. Prześladowcą i okupantem uderzającym na jego imperium, by w zawiści, żądzy zemsty i posiadania zdetronizować króla.

OPOWIEŚĆ O UPADKU NIEDŹWIEDZIEGO KRÓLESTWA:

Minęło wiele lat, wiosen i dni, w których prawowity władca i mocarz w brunatnym futrze panował nad borami porastającymi rozległe niziny, zielonych jeszcze wtedy europejskich krain. Przywykł on do pierwszego miejsca w kolejce po leśny miód, grzyby, nasiona i owoce, którymi w swojej hojności częstował las. W zimie, w cichej i ustronnej gawrze odnajdywał spokój i wytchnienie na które czekał cały rok.

Człowiek od zawsze chciał zająć jego miejsce. Wyrwać całe bogactwo puszczy z objęć potężnych niedźwiedzich łap. Zlikwidować konkurenta do leśnych skarbów i terenów.

Wojnę zaczął prędko.

Ludzie rozpoczęli ,,najazd” na zielone tereny. Pragnąc budować osady, wsie, a potem miasta, równali z ziemią leśne ostępy, drzewo za drzewem, ar po arze, hektar po hektarze, aż wreszcie lasy znikały w kilometrach kwadratowych. Dziś trudno wyobrazić sobie, że kiedyś miejsca w których stoją miasta, porastały tętniące życiem lasy i królował w nich niedźwiedź.

Wraz z wywożonymi z puszcz drzewami, zabijane były dzikie zwierzęta. Nie oszczędzano też miodu i innych dóbr lasu.

Naturalnych terenów i co za tym idzie zasobów pożywienia dla niedźwiedzi ubywało. Apetyt tych zwierząt zaś wcale nie gasł. Chcąc dobrze przygotować się do srogiej zimy, wyjadały wszystko co zastawały na swojej drodze, poważnie konkurując o pożywienie z ludźmi. Ci zaś obmyślali niecne plany i zasadzki na pozbycie się kudłatych głodomorów.

Gdy z upływem czasu ludzie nauczyli się uprawiać ziemię i hodować zwierzęta, niedźwiedź niezmiennie musiał poszukiwać jedzenia w lesie.

My zaś w swojej chciwości i zachłanności w dalszym ciągu plądrowaliśmy lasy, coraz bardziej uszczuplając jadłospis niedźwiedzi.

Obszary zielone trzebiono bez umiaru. Uniwersalna zasada, którą kierujemy się aż do dziś – ,,wszystko, albo nic”, utrudniała życie wielu istotom.

Podczas, gdy człowiek zagarniał pożywienie dla siebie, niedźwiedź pozostawał głodny. Ostatecznie postanowił zawalczyć o to, co zostało mu zabrane.

Jako, że osady ludzkie znajdowały się w pobliżu lasów, zwierzę bez problemu mogło zakraść się do zagrody z wołem czy owcami. Manewrowanie przednimi łapami nie sprawia tej osobistości problemów, tak więc w mgnieniu oka pochwytał ofiarę i siłą zawlekał ją do lasu.

Z racji tego, że zwierzę najadało się zdobyczą do syta, a wysokoenergetyczny posiłek pomagał mu w odkładaniu tłuszczu na zimę, incydenty powtarzały się.

Niedźwiedź nie gardził również plonami pól uprawnych, na których w złocistym słońcu błyszczały kłosy zbóż. Nie omijał również pasiek.

Stał się dla człowieka groźnym rywalem w walce o pożywienie.

Konkurenta postanowiono całkowicie wyeliminować z natury, tak samo zresztą jak wiele innych drapieżników europejskiej przyrody.

Wnet ze współzawodnictwa, zabijanie niedźwiedzi przeistoczyło się w przyjemność, kolekcjonerstwo, królewską i magnacką rozrywkę umilającą popołudniowe schadzki i gościny, a dla zwykłego plebsu możliwością na udowodnienie cnoty męstwa, siły i odwagi. Rozpoczęło się polowanie na niedźwiedzie – haniebny sport, którym do dziś pozostało.

Początkowo niedźwiadki zabijano podstępem, przy użyciu oszczepów, zwabiając zwierzę ku zapadni (wykopanemu dołowi, pokrytemu leśną roślinnością). Przynętą miała być uśmiercona koza czy bydlę. Gdy nieświadomy zasadzki niedźwiedź wpadł w dół, przebijano go kilkakrotnie ostrzem oszczepu.

Inny sposób na odebranie życia niedźwiedziowi, był jeszcze bardziej niegodziwy od poprzedniego.

Gdy tropiciele zorientowali się w sprawie położenia przygotowywanej przez misia zimowej gawry, oczekiwali na moment, w którym zwierzę zapadnie w sen. Następnie używając oszczepów, zabijali niespodziewające się ataku zwierzę, we śnie.

Zwierzęta, które w porę się przebudziły i zdążyły uciec przed napastnikami, nie kładły się już i nie zapadały powtórnie w sen zimowy. Wygłodniałe, sfrustrowane i poddenerwowane błąkały się po lesie aż do wiosny, rozpaczliwie poszukując pożywienia pod pokładami śniegu. W końcu, w akcie desperacji atakowały pobliskie gospodarstwa, a nawet ludzi. Rozbudzało to w ludzkich sercach jeszcze większą nienawiść i chęć pozbycia się rozjuszonej bestii w ramach zemsty.

Popularne były łowy z nagonką, do których angażowano psy gończe, osaczające zwierzę. Zdezorientowany i broniący się przed podgryzającą go i ujadającą wokół niego sforą psów miś, stawał się łatwym łupem.

W końcu zaczęto polować z bronią palną.

Pomimo upływu czasu, człowiek nie złożył broni przeciwko niedźwiedziom. Przedstawione problemy i konflikty są nadal aktualne, z racji ciągle kurczącej się przestrzeni do życia i niezmiennie wrogiego nastawienia człowieka do niedźwiedzia.

Wszystkie przedstawione sposoby i techniki polowań praktykowane są po dziś dzień (z wyjątkiem oszczepów).

Niedźwiedzie z pewnością nie zasłużyły na taki los. Ginęły masowo i nadal giną.

Pod koniec osiemnastego wieku, nasza niepohamowana zachłanność i niezdrowe zapędy do okazywania wyższości gatunkowej, doprowadziły niedźwiedzie i inne zwierzęta na skraj wyginięcia. Ubywało ich z dnia na dzień. Co chwilę z lasu wywlekano kolejne martwe zwierzę.  Polowano na samce i samice w każdym wieku. Nie oszczędzano nawet najmłodszych niedźwiadków.

Większość niedźwiedzi na nizinach wytępiono w latach trzydziestych dziewiętnastego wieku.

Futro i skóry z obdartych niedźwiedzi zawieszano na ścianach królewskich zamków, kładziono na podłodze pod łóżkiem, by spełniały rolę dywanów. Niektórzy się w nie ubierali. Czasem zwierzęta w całości wypychano, by ozdabiały korytarze posiadłości i świadczyły o męstwie Pana domu. Futro króla puszcz zaczęło wzbudzać nie lada zainteresowanie i popyt. Ludzie chcieli go posiadać. Pysznić się tym, że potężne zwierzę, które jednym uderzeniem łapy mogłoby powalić kilku mężczyzn naraz, może wisieć bezładnie na ścianie i służyć za podnóżek. Chełpić się niepokonaną bestią, dyndającą bezsilnie na ramionach. Rozpoczął się więc handel futrem niedźwiedzia, a zaraz za nim innymi częściami jego ciała – co jeszcze bardziej napędziło niosący mu koniec – mord.

Najgorsze były bezpodstawne wierzenia w uzdrawiające moce niedźwiedziego sadła czy żółci. Mięso z tych zwierząt leczyć miało potencję i wstydliwość. Znachorki sprzedawały niedźwiedzie oczy do zawieszania na szyi, które rzekomo odpędzały strachy i złe duchy.

Jak widać doskonała i ponadczasowa zasada – popyt rodzi podaż, wykorzystywana była już od dawien dawna.

Zaślepionym chęcią posiadania czegoś, można wcisnąć każdą bajkę, każdą niedorzeczną historię. Upychano więc konsumentom miliony talizmanów, maści i mieszadeł. W taki sposób zrodziła się absurdalna medycyna ludowa. Przenoszona z dziada na pradziada, stała się kwestią wiary w nigdy naukowo niepotwierdzone, prozdrowotne cechy niektórych przedmiotów i substancji. Trwa ona aż do dziś. Katastrofalna w swoich skutkach, pochłonęła i nadal pochłania setki niewinnych żywotów, doprowadzając gatunki na skraj wyginięcia.

Jaką tragedią jest zakończenie życia w imię czczych, pogańskich wierzeń, w imię czegoś tak bezsensownego?

Wkrótce łowy i gusła przestały wystarczać. Nie dawały już tak wielkiej satysfakcji jak kiedyś. Stały się nudzącą rutyną, szarą codziennością, którą człowiek zapragnął pokolorować. Obudziła się chęć świeżych doznań, poczucia nowego rodzaju emocji, dłużej trwającej adrenaliny i nietypowej rozrywki.

Ambicje i marzenia o poskromieniu bestii, zaczęły być konsekwentnie realizowane. Ujarzmienie i podporządkowanie sobie króla puszcz, miało przynieść ostateczne zwycięstwo człowiekowi.

Potężny, mocarny i budzący respekt władca zielonego królestwa, stał się nic nieznaczącym, włochatym cieniem, snującym się za postawną i pewną siebie sylwetką niedźwiednika*. Upokorzony i zniesławiony kołysał się w rytm szczękającego łańcucha, umocowanego ogromnym pierścieniem w jego własnym nosie.

Najbardziej poniżające stały się jednak czynności do wykonywania których zmuszał go człowiek.

W głupkowatym stroju, stojąc na dwóch łapach, godzinami zabawiał motłoch, tańcząc w takt figlarnej muzyki.

Występy z niedźwiedziami stały się jedną z największych atrakcji w przydrożnych knajpach, na ulicach miast, jarmarkach oraz targowiskach, dworach i zamkach. Jeszcze dziś ta tradycja obalana jest na Bałkanach.

Zabawy z oczekującymi na nagrodę za wykonanie sztuczki zwierzętami, urozmaicano często ich zabijaniem, przez nagłe ścięcie łba.

Dwory magnackie i królewskie słynęły również z niedźwiedziej straży, tresowanej i ubranej w zbroję.

Ku uciesze ludzi odwiedzających przydrożne knajpy, trzymano w nich niedźwiedzie, które zmuszano do picia alkoholu i upijano piwem z beczek. Do niedawna rozrywka ta była popularna na wschodzie, gdzie powstała kampania mająca na celu walkę przeciw tym poczynaniom, nazwana ,,misiu nie pij więcej”.

Powstawały cyrki. Na arenie obowiązkowo pojawiał się ubrany w kompromitującą sukienkę, bądź kolorowe galoty niedźwiedź. Jazda na rowerze, taniec na dwóch łapach, podskoki, bieganie na łapach przednich, fikołki, kręcenie i podrzucanie przedmiotami, kłanianie się, chodzenie po linie, balansowanie na piłce – to tylko nieliczne czynności, które batem wymuszał na nim człowiek. Do dziś wiele się nie zmieniło.

W słynnej Niedźwiedziej Akademii w Smorogonie (Białoruś) wytresowano tysiące młodych, wyłapywanych z lasów niedźwiedzi. I choć miejsce to pozostało historycznym, techniki cygańskiej tresury w niepamięć nie poszły. Są najbardziej skuteczne, a właściwie to są jedynymi skutecznymi metodami szkolenia tych zwierząt. Dzisiejsze cyrkowe niedźwiedzie ujarzmiane są w ten sam, zamierzchły sposób. Baty, rozżarzone pręty i węgle, przebite nosy, wyrywane zęby i pazury.

Do tresury pozyskiwano zwierzęta zgodnie z dzisiejszym kanonem. Najłatwiej uczy się posłuszeństwa osobniki najmłodsze. Po zabiciu niedźwiedzicy – matki, kilkumiesięczne niedźwiedziątka wykradano z gawry. Bardziej wyrośnięte młode wyciągano z lasu siłą. Wśród rozpaczliwego zawodzenia i niedźwiedzich lamentów, słychać było tylko rozdzieraną pazurami ziemię i korę drzew, których w przerażeniu chciały się złapać, do których chciały przylgnąć, byleby nie dać się wywlec.

Rarytasem były niedźwiedzie walki. Na przywiązanego do drzewa misia, napuszczano sforę agresywnych psów. Pozbawione zębów zwierzę nie miało szans na to by się bronić. W celu osłabienia ,,bestii” i odebrania jej szansy na wygraną, głodzono ją przez wiele dni. Wygrać miał obstawiany pies.

Do dziś walki niedźwiedzi z psami są nieocenioną atrakcją na wschodzie Europy. Ludzie kibicują swoim faworytom. NIE SĄ nimi zwykle niedźwiedzie.

Trudno to nazwać sprawiedliwą i wyrównaną bitwą. To raczej ustawione zawody, w których imię zwycięzcy znane jest wszystkim od początku. Niewiadomą jest tylko sposób w jaki z góry przegrany niedźwiedź zostanie znokautowany.

Przeciwnikiem niedźwiedzia bardzo często stawał się rozjuszony byk. Tutaj walka była bardziej emocjonująca, gdyż stanowiła większą niewiadomą od poprzedniej. O ile przed wyrosłym bydlęciem nie postawiono niedźwiedziątka, albo przed kilkumetrowym kudłaczem cielęcia. Sytuacja mogła się potoczyć w dwojaki sposób. Albo niedźwiedź rozpruwał buhaja, albo buhaj niedźwiedzia. Tak czy siak, rządni krwi widzowie zwykle dostawali to po co przyszli.

Z dawnych czasów zaczerpnięto również pomysł walk organizowanych między samymi niedźwiedziami. Dwa sfrustrowane samce w pojedynku na zębiska i łapy. Takiego spektaklu nie można przegapić. Koniecznie trzeba obstawić!

W naturze słabszy samiec wycofałby się i przeżył. W ciasnej klatce, ograniczającej ciała rywali metalowymi prętami, pozostaje tylko jedno wyjście – walczyć na śmierć i życie.

Walcząc o przetrwanie, szukając ostoi i spokoju, ostatnie dzikie niedźwiedzie zaczęły przemieszczać się w góry. Wygnańcom towarzyszyła nadzieja, że dla usatysfakcjonowanego triumfem człowieka, trudne do zdobycia i ubogie w pożywienie wzniesione tereny, nie staną się wystarczająco atrakcyjne, by o nie konkurować. Surowy klimat i jałowa ziemia, zniechęcą ludzi do tropienia i polowań.

Niestety, górskie ukojenie nie trwało długo. Niedźwiedzie szybko przekonały się, że ta cała wieloletnia pogoń i szarpanina nie jest już walką o terytorium, ale o łup, którym stały się one same.

Rozpoczęło się ostateczne starcie. Niedźwiedzie dalej ginęły i dalej były tresowane.

Pysznego człowieka nie satysfakcjonował fakt, że potężny władca puszcz i kniei ustąpił mu miejsca, oddalił się w ciszy i poddał. Człowiek postawił sobie jasny cel – wytrzebić do końca.

To co historią być powinno, niestety się nią nie stało. W zależności od kraju swojego występowania, niedźwiedzie brunatne również dziś, stawiają czoła problemom identycznym do tych z zamierzchłych czasów (które zostały przedstawione powyżej).

NIEDŹWIEDŹ DZIŚ:

Niedźwiedź brunatny zamieszkiwał kiedyś CAŁĄ EUROPĘ (prócz Irlandii i Islandii). Obecny był na całej powierzchni europejskich krajów. W wyniku eksterminacji całkowicie zniknął z terenów Litwy, Węgier, Mołdawii, Danii, Niemiec, Szwajcarii, Belgii, Holandii, Luksemburga, Wielkiej Brytanii i Portugalii.

W krajach europejskich w których jeszcze pozostał, pomimo iż zasięg terytorialny tych zwierząt zmniejszył się prawie 90 razy w porównaniu z zasięgiem historycznym, jego status określa się jako najmniejszej troski. OGÓLNA liczebność w Europie jest stabilna. STATUS TEN NIE STANOWI JEDNAK ODZWIERCIEDLENIA SYTUACJI TEGO GATUNKU W POSZCZEGÓLNYCH KRAJACH.

Historyczny i obecny zasięg gatunku był/jest  związany z obecnością dużych kompleksów leśnych i przedstawia się następująco:

Kolor jasnoszary – Dawny zasięg niedźwiedzia brunatnego w Europie

Kolor ciemnoszary – Obecny zasięg niedźwiedzia brunatnego w Europie.

Mapa idealnie obrazuje wpływ człowieka na wymieranie dzikiej przyrody. Jest to przerażające.

Niedźwiedzie w Polsce:

Niedźwiedź brunatny w Polsce był bardzo prześladowany. Pod koniec 19 wieku żyło tutaj dosłownie kilka osobników. I choć gatunek udało się przywrócić polskiej naturze, jego przyszłość nadal pozostaje niepewna.

Obecnie w  Ojczyźnie żyje około 200 osobników. Królują one na terenie Tatr, Beskidu i Bieszczad – gdzie populacja jest najliczniejsza. Ich liczba stopniowo wzrasta. Jednak zbyt wiele zagrożeń i przeszkód warunkowanych działalnością człowieka, negatywnie wpływa na jej odtwarzanie. Niedźwiedź brunatny w Polsce otrzymał status ,,BLISKI ZAGROŻENIA” i jest gatunkiem ściśle chronionym prawem.

Wszędobylscy ludzie

Niedźwiedź do życia potrzebuje przestrzeni i spokoju. Jeśli w pobliżu jego gawry, żerowisk, miejsc do wypoczynku pojawia się człowiek, zwierzę zaczyna odczuwać dyskomfort i traci poczucie bezpieczeństwa. Zwykle opuszcza takie tereny. Niepokojone obecnością ludzi niedźwiedzie, zmuszane są do dalszych wędrówek. Tracą coraz więcej miejsc, w których mogłyby wieść swój niedźwiedzi żywot. Jeśli nie mają dokąd pójść popadają z człowiekiem w konflikt.

1) Kurczenie się naturalnych siedlisk i ich fragmentacja

W parze z człowiekiem do lasu niemal zawsze kroczy piła motorowa i wjeżdża sprzęt ciężki. Uszczuplanie zasobów leśnych jest zawsze równoznaczne ze zmniejszaniem się powierzchni do życia dla zwierząt. Niedźwiedź jako największy drapieżnik lądowy Europy potrzebuje jej bardzo dużo, a co najważniejsze potrzebuje ciągłości lasu do przemieszczania się i poszukiwania pożywienia.

Dlatego nasze niedźwiedzie bardzo często migrują poza granice kraju. Ciągłość powierzchni leśnej pozostawionej na skrajach południowo – wschodniej Polski jest dla nich zbyt mała. Poza krajem jak wiemy, mogą zaś zostać ustrzelone.

Niewielkie fragmenty lasów poprzecinane polanami, polami uprawnymi, wsiami, miastami, drogami, kompletnie nie nadają się do życia dla niedźwiedzi. Musiały one opuścić nizinną część Polski, która z zielonej puszczy przeobraziła się w zieloną pustynię.

Zdjęcie satelitarne Polski. Doskonale obrazuje brak ciągłości lasów (ciemnozielony kolor), oraz niewielką ich powierzchnię.

Warunkiem niezbędnym do życia w lesie dla tego gatunku, jest istnienie różnorodności w roślinności oraz ukształtowaniu terenu. Niedźwiedź jest zwierzęciem wszystkożernym, do odłożenia tłuszczu na zimę musi jeść dużo, a jego dieta ma być urozmaicona. Rozpoczynając od owoców, przez miód, mrówki na ziołach i korzonkach kończąc. Gawra niedźwiedzia zaś musi być dobrze zlokalizowana. Najlepiej w cichym, nieuczęszczanym miejscu. W norach, szczelinach skalnych czy pod wykrotami drzew. Dlatego tak ważne jest, by nie ingerować w życie lasów zamieszkiwanych przez niedźwiedzie. Usuwanie przewróconych drzew, wyrównywanie terenów, obsadzanie ich jednym gatunkiem roślin po wcześniejszym wykarczowaniu starodrzewia, niszczenie runa leśnego podczas wywożenia drzew z lasu, likwidowanie starych sadów – dyskwalifikuje miejsce jako potencjalny dom dla misia. Poza tym zamęt jaki wprowadzają ze sobą leśne roboty, skutecznie odstrasza i płoszy wszelkie żyjące gatunki, na czele z niedźwiedziem.

Tak prowadzona gospodarka leśna, zaburza trwanie spokoju oraz bioróżnorodności w lesie i nie sprzyja ochronie Niedźwiedzia brunatnego w Polsce.

2) Rozbudowa dróg przecinających lasy, obiektów użytku publicznego oraz obiektów turystycznych, urbanizacja terenów występowania niedźwiedzia

Tam gdzie niknie las, tam w mgnieniu oka pojawiają się ludzkie dzieła.

Na drogach szybkiego ruchu, przecinających lasy zamieszkiwane przez niedźwiedzie dochodzi do wypadków komunikacyjnych, w których ofiarą śmiertelną staje się zwierzę podczas migracji. Wiadomo – w walce o przyszłość ginącego gatunku, każdy osobnik jest na wagę złota.

Szum przejeżdżających aut oraz światła uliczne odstraszają zwierzęta. W promieniu przynajmniej kilometra od drogi nie zamieszka żaden niedźwiedź. Znów zmniejsza się powierzchnia leśna i tak już niewielka, która potencjalnie mogłaby zostać wykorzystana do życia przez to zwierzę.

https://www.facebook.com/v2.3/plugins/post.php?app_id=249643311490&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2Fr%2FoVjM2wVZ10b.js%3Fversion%3D42%23cb%3Df3c0cc363293fb%26domain%3Dwimieniutychconiemowia.wordpress.com%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Fwimieniutychconiemowia.wordpress.com%252Ff1ba7cb9a8b3864%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Ftvn24pl%2Fphotos%2Fa.10150474906551485.365158.50063176484%2F10152068873056485%2F%3Ftype%3D3%26theater&locale=pl_PL&sdk=joey&width=552

Niedźwiedź został potrącony w okolicy byłego przejścia dla zwierząt. Więcej na ten temat, tutaj. 

Proces powstawania, a potem funkcjonowanie hoteli, pensjonatów, wyciągów narciarskich, kolejek krzesełkowych, linowych itp. zakłóca spokój zwierząt i odstrasza je. Inwestycje te przecinają istotne ,,niedźwiedzie szlaki” utrudniając misiom migrację oraz stwarzają podłoże do powstania poważnych konfliktów na poziomie człowiek – niedźwiedź. Przykładem takich chybionych pomysłów jest budowanie i wprowadzanie w życie tego typu obiektów chociażby w Parkach Narodowych np. w Tatrzańskim Parku Narodowym (Kolejka linowa na Kasprowy Wierch).

Rozbudowywanie wsi i miasteczek w pobliżu terenów zamieszkałych przez niedźwiedzie, odbiera zwierzętom spokój, miejsce do życia i żerowania oraz rodzi konflikty z powodu odmiennych interesów obu stron. Niedźwiedzie poszukując pożywienia często plądrują pasieki, pola uprawne, zdaża się, że wykradają pasące się na polanach owce. Przeszukując śmieci i odpadki kuchenne w pobliżu domostw, potrafią wyrządzić wiele szkód gospodarzom. W wyniku częstych spotkań z człowiekiem, może dochodzić do ataków ze strony zwierząt.

Rozwój infrastruktury i wszelkie procesy urbanizacyjne prowadzą do fragmentacji powierzchni zielonych i leśnych, a przez to do izolacji i podziału populacji niedźwiedzi. Nie mogą się już one ze sobą spotykać i krzyżować. Wpływa to bardzo negatywnie na pulę genetyczną całego gatunku, bowiem wprowadzanie nowych, świeżych genów warunkuje powstawanie zdrowych i silnych osobników, które są kluczem do jego przetrwania.

Obecność ludzi wiąże się z wieloma zachowaniami, które wywołują frustrację, niepokój, bądź nienaturalne zachowania niedźwiedzi:

Nieznajomość i nieprzestrzeganie przez ludzi zasad panujących w lasach i górach to nie lada problem. Staje się on poważniejszy zwłaszcza wtedy, gdy dotyczy terenów zamieszkałych przez misie, które nie podlegają ochronie ścisłej. Człowiek ma trudność z przestrzeganiem reguł ustanowionych w Parkach Narodowych. Zatem tereny nieobjęte ochroną prawną, nie wzbudzają chęci poczuwania się do obowiązku przestrzegania jakichkolwiek zasad.

Górskie szlaki turystyczne oraz leśne ścieżki pękają w szwach, wypełniają je turyści ignoranci, a niedźwiedzie na tym cierpią.

3) Śmiecenie – ŚMIECI I POZOSTAWIANA ŻYWNOŚĆ ZABIJAJĄ NIEDŹWIEDZIE. Nie tylko dlatego, że misie je zjadają. Przede wszystkim dlatego, że kojarzą je z ludźmi.

Sztandarowa zasada NIE ŚMIEĆ, nie została wprowadzona w życie jedynie ze względów estetycznych. Niedźwiedź instynktownie trzyma się z dala od ludzi. Jednak dla jedzenia zrobi wszystko. Wdrapie się na drzewo, zanurkuje, rozgrzebie mrowisko, bez względu na konsekwencje. Taki już jest, wiecznie głodny. Nie będzie polował i marnował cennej energii jeśli jedzenie jest pod nosem i w zasięgu jego łap. Zje wszystko co się do jedzenia nadaje i niczego nie zmarnuje.

To czego zapragnie stara się odebrać sposobem, bądź siłą jeśli sposób zawiedzie. Łatwo więc wywnioskować co mogłoby się stać, gdyby NA ŚCIEŻKACH LEŚNYCH czy GÓRSKICH SZLAKACH stanęły KOSZE NA ŚMIECI.

Błyskawicznie przybyłyby tam niedźwiedzie z całej okolicy i zdemontowały je w mgnieniu oka.

Zastanówmy się teraz, co mogłoby się wydarzyć, gdyby w takim miejscu przypadkowo pojawił się człowiek?

By niedźwiedź wyczuł resztki pożywienia i pachnące nim opakowania oraz papierki po produktach spożywczych, nie muszą one być składowane w ogromnej ilości, w koszu na śmieci.

Niedźwiedzie mają kapitalny węch, do tego są bardzo inteligentne. Połączenie zapachu znalezionego pożywienia czy śmieci z zapachem ludzkiej ręki, która odpadki na ścieżce pozostawiła, nie stanowi dla niedźwiedzia żadnego problemu. Szybko pojmuje to, kto rozrzuca po lesie jedzenie. Najprościej rzecz ujmując, gdy zostawiamy resztki żywności i śmieci w lesie czy w górach, niedźwiedź zaczyna kojarzyć swoje posiłki z obecnością człowieka.

Podąża więc jego tropem, podchodzi pod schroniska, domy lub zaczepia turystów na szlakach.

Zdjęcie opublikowano dzięki uprzejmości Pana Roba Ennalsa – tekst świetnie pokazuje nieświadomość społeczeństwa (jak i wtedy samego autora), odnośnie zagrożeń jakie niesie dla niedźwiedzi przyzwolenie na ich żywienie się śmieciami.

Zapoczątkowany przez nieodpowiedzialnego i niechlujnego człowieka proces habituacji niedźwiedzi, (utrata strachu przed człowiekiem, przyzwyczajanie się do jego obecności, kojarzenie żywności z człowiekiem) jest o tyle niebezpieczny, że stanowi zagrożenie dla obu stron. Niedźwiedź tracący naturalny instynkt strachu przed człowiekiem, wiedziony chęcią zdobycia pożywienia staje się potencjalnym zagrożeniem. Mimo tego, że jego intencją nie jest zabicie (człowiek nie widnieje na liście jako naturalny posiłek), lecz odebranie bądź wymuszenie oddania posiłku niesionego przez nas w ręce lub plecaku, zwierzę może zrobić wtedy krzywdę. Takie misie zostają albo odstrzelone, albo zamknięte w niewoli.

Pamiętam jak kiedyś na ścieżce w Tatrach spotkałam pewną Panią, która zamiast oburzać się ilością mijanych przez nas śmieci, zarzucała władzom Parku brak koszy na śmieci właśnie. Bo gdyby były, to przecież ludzie nie wyrzucaliby pod nogi…

Idealny obraz turysty – ignoranta. Leniwego, upośledzonego fizycznie, a zarazem mentalnie społeczeństwa, niezdolnego do najmniejszego wysiłku i trudu. Zniesienie pustych butelek, opakowań i papierków, to przecież wyzwanie na miarę olimpijczyka. Łatwiej wynieść pełne.

Mając na myśli ŚMIECI nie piszę jedynie o ,,części wierzchniej” naszego posiłku (opakowaniach, kartonikach, papierkach, butelkach), które pachną pozostałością żywności. Równie znaczące są resztki w postaci obierków, ogryzków czy kawałków, które upadły na ziemię. ZANIM SIĘ ROZŁOŻĄ pięć razy odnajdzie je niedźwiedź lub inne dzikie zwierzę. Stanowi to podłoże do rozpoczęcia niebezpiecznego dla nich, procesu habituacji.

Czasami, pozostawiane przez ludzi przedmioty mogą utkwić nawet na głowie zwierzęcia. Głodują one potem tygodniami i przeżywają traumę, nie mogąc pozbyć się niechcianego towarzysza, który utkwił zbyt mocno. Zaklinowane na szyi opony, garnki, słoiki, beczki mogą być przyczyną śmierci przez uduszenie, bądź zagłodzenie. Nikt nie chciałby tak umierać…

Historia misia z podlinkowanego filmu zakończyła się szczęśliwie, niestety nie zawsze tak jest.

Misie nęcone zapachem pokarmu potrafią zjadać pachnące nimi papierki czy opakowania, czego konsekwencją może być niedrożność przewodu pokarmowego, prowadząca do zgonu zwierzęcia. Niedźwiedzie, które zbliżają się zaś do ludzi, czekają jedynie dwa możliwe scenariusze: Odłowienie i zamknięcie w niewoli lub odstrzał.

Mówiąc wprost – osoby które nie zabierają ze sobą w plecaku niedokończonej żywności oraz śmieci wyprodukowanych w wyniku jej spożycia, podpisują na niedźwiedzie WYROK ŚMIERCI. Wcześniej czy później, sponsorują kulkę w głowę lub powolną śmierć w rozpaczy po utraconej wolności.

To samo dotyczy osób, które nie reagują na incydenty wyjadania żywności przez niedźwiedzie z koszy na śmieci w miastach, czy wioskach. Takie sytuacje powinny być jak najszybciej rozwiązane, poprzez zabezpieczenie bądź zamianę takich koszy na kontenery anty- niedźwiedziowe. Śmieci nie powinny walać się obok koszy, po ulicach miast i ogrodach.

By nie być gołosłowną, przedstawię kilka historii niedźwiedzi, które zakończyły się w opisany powyżej sposób.

O TYM, że śmieci zabijają niedźwiedzie przekonała się słowacka niedźwiedzica Ingrid. Przyprowadzała swoje dzieci do centrum słowackiego miasteczka, by najeść się z koszy na śmieci i rozrzuconych przez ludzi resztek pożywienia. Ilekroć wywożono ją do lasu, wracała. Przyzwyczaiła się do tego, że w pobliżu ludzi można napełnić nie tylko swój brzuch, ale i brzuszki dzieci. Odbierana jako potencjalne zagrożenie (mimo, że nigdy nikogo nie zaatakowała) została odstrzelona. Link do artykułu opisującego zdarzenie znajduje się poniżej.

Innym tragicznym przykładem jest Polska niedźwiedzica Magda, która swoje dzieci karmiła w koszach na śmieci pod Morskim Okiem, a nawet w schroniskowej kuchni! Znajdując resztki pożywienia najpierw na szlakach turystycznych, potem w pobliżu ludzi którzy ją dokarmiali, szybko wyspecjalizowała się w wykradaniu żywności i nauczyła, że tam gdzie ludzie, tam naje się do syta. Traktowana jako potencjalne zagrożenie, razem z dziećmi została odłowiona i zamknięta we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym. Stres i rozpacz z powodu sytuacji w jakiej się znalazła, spowodowały, że jej niedźwiedzie serce zatrzymało się.

Nie ma nic gorszego dla zdrowego, dzikiego zwierzęcia od utraty wolności. Z tęsknoty ku niej, potrafi ono umrzeć.

Przejmujący artykuł, opisujący tamten tragiczny dzień możecie przeczytać tutaj. WARTO!

W miejscach występowania niedźwiedzi, czasami stawiane są kosze – antyniedźwiedziowe. Mają one chronić zwierzęta przed śmiercionośnym procesem habituacji i zmusić je do poddania pomysłu stołowania się w nich. Jednak zdarza się, że i te przyciągają misie. Wśród nich trafiają się specjaliści od ich demontażu.

O tym, że w wyniku pozostawiania w lesie niedopałków papierosów, szkła, (nie wspomnę o celowym wypalaniu pól uprawnych), może wybuchnąć pożar zagrażający życiu stworzeń – w dzisiejszych czasach powinno się już właściwie nie wspominać. Niestety, wielu osobom ciągle brakuje zwykłej wyobraźni, rozsądku i odpowiedzialności…

Na terenach, na których żyją niedźwiedzie, naszym obowiązkiem jako gości jest sprzątanie po sobie i wracanie z tym wszystkim co napchaliśmy w plecaki do naszych domów. Nieważne czy to skórka z pomidora, od banana, karton po soku, czy papier po drożdżówce. ZASADA TA OBOWIĄZUJE ZWŁASZCZA WTEDY, GDY KOSZY NA ŚMIECI NIE MA.

4) Celowe dokarmianie Niedźwiedzi. Oczywiście zabronione.

W Kondratowej Dolinie pojawił się kiedyś mały niedźwiadek, któremu nadano imię Kuba.

Zauroczeni i nadgorliwi turyści odbierając jego obecność jako wołanie o pomoc, zaczęli go dokarmiać z okien schroniska. Zostawiali mu kanapki na szlakach. Nie wiedzieli wtedy jeszcze, jakie przyniesie to ze sobą konsekwencje. Myśleli, że ratują niedźwiedzia. Tymczasem pierwszym zrzuconym kawałkiem chleba – skazali go na śmierć.

Miś rósł, a z bezbronnego maleństwa powstał duży i silny niedźwiedź. Był coraz bardziej zuchwały, a do tego całkowicie zależny od ludzi. Nie potrafił samodzielnie zdobywać pożywienia. Wymuszał posiłki w coraz to bardziej nachalny sposób.

Przyszedł więc czas, gdy ludzie zaczęli bać się Kuby. Tego samego misia nad którym niegdyś się litowali. Teraz nie było już współczucia.

Nikt nie rozumiał tego, że właśnie w tym momencie żal powinien ogarnąć ich serca, ponieważ dla tego niedźwiedzia nie było już ratunku.

Kuba spotkał się z odrzuceniem. Nie rozumiał tego. Karmili i już nie karmią, dlaczego? Jak mam się teraz najeść? Zaczął się frustrować. Aż w końcu jego frustracja sięgnęła zenitu.

Wystrzeliła kula…

Tak zakończył żywot maleńki niegdyś niedźwiedź Kuba.

Być może został osierocony. Prawdopodobnie był głodny i wyczerpany.

Ale czy nie miałby większej szansy na przetrwanie, gdyby wtedy nie dostał pierwszego kawała chleba? Gdyby odszedł i nie wrócił? Byłby przecież skazany na naukę samodzielności i mógł samodzielność osiągnąć. Ona zaś zagwarantowałaby mu bezpieczeństwo i niezależność, będącą warunkiem przetrwania każdego dzikiego zwierzęcia. Miał realną szansę na przeżycie.

Tymczasem ludzie spisali go na straty. Nauczyli Kubę, że pożywienie może spadać z nieba. Zapomnieli jednak dodać, że to nie prawda, że w naszym świecie nic nie spada z nieba…

Oswoili, porzucili, zabili i nie poczuli się do odpowiedzialności.

O czym mówi ta historia?

O tym, że prawdziwa miłość do niedźwiedzi nie ujawnia się w ich dokarmianiu.

Niedźwiedziowi nie wolno spoufalać się z człowiekiem, a człowiekowi z niedźwiedziem.

Dlatego nie zostawia się dla niego kanapek na szlakach, ani też nie zrzuca ich z okien schroniska.

5Zakłócanie spokoju w lasach zamieszkiwanych przez niedźwiedzie:

Uprawianie sportów w lasach takich jak: biegi, kolarstwo, rajdy motorami crossowymi i quadami, zapuszczanie się głęboko w las: zbieranie grzybów, jagód. Wszystkie te czynności stresują niedźwiedzie. Prócz niepokojenia zwierząt w ich nielicznych już w naszym kraju ostojach, tego typu aktywności mogą wymuszać na zwierzętach zachowania agresywne. Robią to w celu samoobrony, bądź obrony młodych. Osobniki które dopuściły się ataku podlegają zwykle odstrzałowi lub odłowowi.

a) Uszczuplanie zasobów pokarmowych niedźwiedzi – zbieractwo:

Zbieranie borówek, grzybów i innych darów runa leśnego zmniejsza dostępność naturalnego pożywienia dla niedźwiedzi, które w okresie jesiennym szczególnie intensywnie żerują. Aby przeżyć zimę muszą zgromadzić odpowiednią ilość tłuszczu. Bezpośrednio przed ułożeniem się do snu zimowego, największy procent ich diety stanowią właśnie owoce lasu. Niedźwiedź, który nie spożyje odpowiedniej ilości pokarmu na jesieni, może nie przeżyć zimy. Czasem w celu zdobycia pożywienia zapuszcza się zbyt blisko ludzkich siedzib. Tam zwykle czeka na niego śmierć. Dodatkowo zbieracze leśnych skarbów, na terenach występowania niedźwiedzia narażają się na bliskie spotkania z drapieżnikiem, który poszukuje tych samych smakołyków.

Na terenach objętych ochroną całkowitą, z tych powodów istnieje zakaz zbierania wszelkiej roślinności. Ma ona służyć gatunkom tam chronionym. Nie wszystkie jednak ostępy leśne podlegają protekcji.

b) Zakłócenie spokoju zimą, niepokojenie niedźwiedzi w gawrach

Sen zimowy niedźwiedzia jest czymś zupełnie innym niż hibernacja jeża czy susła, która u tych ostatnich jest stanem odrętwienia. Miś po prostu zapada w głęboki sen. Ze stanu odrętwienia jest w stanie wybudzić jedynie wzrost temperatury. Z głębokiego snu zaś, każdy obco – brzmiący dźwięk czy hałas. Leśne roboty (piły motorowe, traktory), zbieracze poroży jeleni, polowania i nagonki, obecność psów, turystyka i narciarstwo uprawiane w lesie, skutery śnieżne, sporty zimowe, celowe lub przypadkowe spacery wokół niedźwiedzich gawr: z psami, przechadzki umilane głośnym śmiechem bądź rozmowami – są w stanie wyrwać misia ze snu. NIE WSPOMINAJĄC JUŻ O FAJERWERKACH I PETARDACHodpalanych w lasach, na terenach zamieszkiwanych przez niedźwiedzie lub w ich pobliżu. Sylwestrowa noc to prawdziwe przekleństwo niedźwiedzi brunatnych i innych dzikich zwierząt.

Las powinien być ostoją dzikiej przyrody. Nie powinniśmy traktować go jako miejsce rozrywki czy łamania zasad. Domowe zwierzęta plątające się po lesie bez kotroli stanowią poważne zagrożenie dla gatunków chronionych. Płoszą je samą swoją obecnością, ranią i zabijają polując na nie. Hałas emitowany przez różnego rodzaju sprzęt i maszyny wywołuje w lesie prawdziwą panikę, która może dla zwierząt skończyć się tragicznie. Poczynając od wypadków komunikacyjnych na nagłych zgonachw wyniku stresu kończąc.

Niepokojenie NIEDŹWIEDZI zimą skutkuje ich wybudzaniem się. Czując się zagrożone opuszczają one wybraną przez siebie gawrę, do której często już nie powracają. Sytuacje takie mogą nieść ze sobą bardzo tragiczne skutki, zwłaszcza jeżeli spłoszona zostanie niedźwiedzica matka.

Zima jest okresem nie tylko niedźwiedziego spoczynku, ale i czasem narodzin młodych. Pozostawione w gawrze na mrozie i bez opieki giną. W norze niedźwiedzica nie zaryzykuje obroną maluchów, ponieważ jest świadoma swojej bezbronności. Gdy w pobliżu gawry pojawia się człowiek, miejsce które do tej pory było azylem niedźwiedziej rodziny, staje się pułapką bez wyjścia. Niedźwiedzica woli pozostawić młode, uciec i dać sobie szansę na wydanie na świat oraz odchowanie kolejnego miotu za rok.

Gdybyśmy spotkali tę samą samicę kilka miesięcy później, spacerującą z młodymi wśród drzew, w ich obronie byłaby skłonna zrobić wszystko.

Skąd taki schemat zachowania tych zwierząt zimą?

Niedźwiedzi ród nie zapomniał nigdy swojej krwawej historii. Śnieg nasiąknięty krwią pobratymców nigdy dla nich nie stopniał. Podstępne polowania na niedźwiedzie w gawrach, praktykowane były na całym świecie. W niektórych krajach niestety aż po dziś dzień. Śpiące, niczego nieświadome w sypialniach misie, napadano i dźgano oszczepami do ostatniego uderzenia serca. Gawra okazywała się zbyt mała, aby niedźwiedź mógł wykorzystać swoją fizyczną przewagę i zwyciężyć w walce o życie. Stawała się pułapką.

Po dziś dzień, instynktownie pamięć zdarzeń z tamtych lat, jakby przekazywana z pokolenia na pokolenie generuje te same zachowania zwierząt – z gawry ratuje jedynie ucieczka.

Co roku jakiś procent młodych niedźwiedzi zamarza w pozostawionych przez spłoszone matki legowiskach. Czasem niedźwiedzice rozpaczliwie próbują przenosić swoje młode w inne miejsca, by zapewnić swojej rodzinie spokój aż do nadejścia wiosny. Niestety, podczas tych wędrówek młode również zamarzają.

W Polsce taki przypadek odnotowany został w Bieszczadach:

Dorosłe, wybudzone niedźwiedzie tracą wiele energii na odnalezienie kolejnego, bezpiecznego schronu. Niektórym nie udaje się już zapaść w sen zimowy po raz drugi. Głodne, sfrustrowane i złe szukają pożywienia. W środku zimy graniczy to jednak z cudem. Zdeterminowane sytuacją w jakiej się znalazły, podejmują najbardziej ryzykowne decyzje. Podchodzą pod ludzkie osiedla i zagrody, by w desperacji, niezależnie od konsekwencji zaspokoić swój głód. Podbierają więc gospodarzom owce, bydło, czy drób, włamują się do pomieszczeń, plądrują spichlerze, pasieki, pola uprawne, wysypiska śmieci.

Historia wielu wybudzonych zimą niedźwiedzi skończyła się dla nich tragicznie.

d) Polowania w lasach zamieszkiwanych przez niedźwiedzie.

Nic tak nie przeraża niedźwiedzia jak wystrzały z broni palnej i szczekające psy myśliwskie. Miś ucieka co sił w nogach, nawet za cenę pozostawienia w gawrze młodych.

Odnotowano przypadki, w których niedźwiedzie zostały rzekomo przypadkowo postrzelone podczas polowania. Takie zwierzęta nie odzyskują już zwykle całkowitej sprawności fizycznej, ajeśli obrażenia okażą się być poważniejsze mogą nawet umrzeć.

c) Fajerwerki i petardy odpalane w lasach, Parkach Narodowych lub w ich pobliżu są szczytem nieodpowiedzialności i ignorancji. Zawsze wiążą się z ogromnym prawdopodobieństwem wybudzenia niedźwiedzi ze snu zimowego. Tego rodzaju wybuchy kojarzą się zwierzętom z wystrzałami z broni palnej i traktują je jako śmiertelne niebezpieczeństwo. Uciekają z gawr. Nie mogąc ponownie zapaść w sen zimowy, poszukują pożywienia w pobliżu ludzi i popadają z nimi w konflikty. Mniej odważne cierpią głód i z wycieńczenia zaczynają chorować. Niektóre nie dotrwają do wiosny. Pozostawione przez matki w gawrach młode zamarzają.

Zastanówmy się, czy pięć sekund pirotechnicznego kiczu jest warte życia tych wspaniałych stworzeń.

I nie tylko w sylwestra…

9) Nieumiejętność zachowania się w obecności niedźwiedzia, nieprzestrzeganie zasad.

Niedźwiedź nie jest mordercą. Nie czai się w pobliskich zaroślach aby nas pożreć i NIE NALEŻY tak o nim myśleć. Jednocześnie nie jest pluszowym misiem, którego można sobie oswoić.

Kiedy już będziemy tego świadomi, połowa sukcesu za nami.

Osobiście na koncie mam spotkanie z niedźwiedzicą prowadzącą trójkę młodych, z młodym samcem pasącym się na polu z owsem, dwójką dorosłych niedźwiedzi pałaszującą borówki w kosodrzewinie. Ani jeden nie próbował mnie zaatakować.

Spotkanie z niedźwiedzicą i jej młodymi.

Ataki na ludzi (szczególnie w Europie) należą do rzadkości i zdarzają się wyłącznie wtedy, gdy naruszane jest poczucie bezpieczeństwa niedźwiedzia, bądź gdy niedźwiedź jest ,,ofiarą dokarmiania”. Jeśli już do takiej sytuacji dojdzie, marny los spotyka nie tylko człowieka, ale i atakującego misia, który zwykle zostaje odstrzelony.

Dlatego w ochronie niedźwiedzi brunatnych tak ważne jest odpowiedzialne i świadome wędrowanie po lasach. Takim zaś stanie się dopiero po uprzednim zaznajomieniu z podstawowymi ZASADAMI, jakie obowiązują nas przy spotkaniu z tym zwierzęciem.

Połowa turystów zapytana o to jak powinno wyglądać nasze zachowanie w obecności niedźwiedzia, nie odpowie prawidłowo. Podczas gdy wszyscy powinni to wiedzieć.

Na szlakach turystycznych w miejscach występowania niedźwiedzi brunatnych, aż roi się od znaków informacyjnych dotyczących zasad postępowania w trakcie zwiedzania. ZACZNIJMY JE CZYTAĆ! Być może kiedyś to my spotkamy niedźwiedzia i będziemy żałować, że tego nie zrobiliśmy!

Prawdziwym niedźwiedzim utrapieniem staje się to, że ludzie nie respektują zasad i nie przestrzegają zakazów panujących w tych miejscach.

Śmieceniem i pozostawianiem resztek żywności, zachęcamy misia do odwiedzin. Nie wspominając o celowym dokarmianiu zwierząt.

Chodząc po szlakach nocą czy wędrując poza szlakami, sami prosimy się o spotkanie z kudłaczem. Są i tacy, co do niedźwiedzi celowo podchodzą żeby zrobić im zdjęcia. Ci pazury w plecach mają zagwarantowane.

Niedźwiedź nie lubi towarzystwa człowieka i zwykle sam odchodzi. Wystarczy, by podczas wędrówek rozmawiać z drugą osobą, bądź jeśli jesteśmy sami podśpiewywać sobie. Zwierzę wtedy zostaje poinformowane o naszej obecności, nie zostanie zaskoczone i ma czas na to żeby odejść.

Czasami jednak zdarza się, że całkiem przypadkiem i nie z naszej winy, znajdziemy się razem z brunatnym w tym samym miejscu i w tym samym czasie.

Istnieją wtedy DWIE podstawowe zasady: do niedźwiedzia nie należy podchodzić, ani przed nim uciekać.

Ważne też, by niedźwiedzia nie zaskoczyć. Miś nie może się poczuć zagrożony. Odległość w której teoretycznie powinien czuć się bezpiecznie, to minimalnie 200 metrów. Jeśli z takiej odległości damy niedźwiedziowi o sobie znać – odezwiemy się spokojnym, ale stanowczym głosem, zwierzę nie powinno zaatakować. Samo zdecyduje czy odejść, czy kontynuować swoje sprawy.

Największym błędem jaki możemy zrobić, gdy niedźwiedź znajduje się kilka kroków przed nami to: spanikować. Wszelki gwałtowny ruch i wypływająca z naszej strony panika w postaci krzyków, sprowokuje misia do pogoni za nami. Niedźwiedzie są świetnymi biegaczami, pływakami i rewelacyjnie wspinają się po drzewach – logicznie rzecz biorąc, nie mamy żadnych szans na to żeby uciec, więc po prostu tego nie róbmy. Wycofujmy się powoli i cicho do tyłu, mając zwierzę ciągle na oku. Jeśli niedźwiedź nas wcześniej nie zauważył, postarajmy się wycofać na bezpieczną odległość i ewentualnie wtedy dać mu o sobie znać, spokojnym tonem głosu.

Jeśli miś się przestraszył, stanął dęba, porykuje, zdaje się być poirytowanym, wycofujmy się spokojnie do tyłu, obserwując jego ruchy. Możemy podnieść spokojnie ręce do góry i opanowanym głosem do niego przemawiać. Nigdy nie patrzmy mu w oczy, ponieważ może odebrać to jako wyzwanie.

Przy spotkaniu z niedźwiedziem – wycofuj się spokojnie, unieś ręce, opuść głowę, jednocześnie obserwując ruchy misia.

Jeśli niedźwiedź nie odpuszcza, podchodzi do nas lub szarżuje, powinniśmy rzucić na bok cały swój ekwipunek i ułożyć się w pozycji embrionalnej: podkurczyć nogi, by chroniły nasz brzuch, głowę położyć na klatkę piersiową, ręce zaś spleść na karku. W takiej pozycji udając martwego poczekać, aż zwierzę odejdzie.

Gdy niedźwiedź atakuje – pozycja embrionalna.

Gorzej jeżeli natrafimy na niedźwiedzia ,,synantropa” – dokarmianego przez ludzi. Taki może nam łatwo nie odpuścić.

Z moich osobistych doświadczeń podczas pracy z niedźwiedziami wnioskuję, że bardzo dobrą obroną przed nachalnym niedźwiedziem jest gaz pieprzowy. Podczas wędrówek w miejscach wiadomego występowania drapieżników, każdy powinien go mieć. Co ważne, musi to być specjalny gaz pieprzowy do obrony przed zwierzętami – bardziej stężony i mający zasięg nawet do 10 metrów. We wszystkich ośrodkach dla niedźwiedzi, w których pracowałam, używano właśnie takiego sprzętu. Skutecznie dawał on do zrozumienia niedźwiedziowi, że do człowieka nie należy podchodzić.

Na rynku dostępnych jest wiele preparatów do samoobrony przed zwierzętami.

Potraktowany gazem, zdezorientowany niedźwiedź powinien się wycofać, a przejęty tym co się wydarzyło dwa razy zastanowić nad tym, czy warto w przyszłości wchodzić człowiekowi w drogę.

Gaz wywoła kilkugodzinny dyskomfort związany ze szczypaniem i łzawieniem oczu oraz odwracalne zaburzenia widzenia u zwierzęcia.

Można też zaopatrzyć się w sprzęt do samoobrony emitujący jakiś głośny, nieprzyjemny dźwięk.

Tak można odstraszyć niedźwiedzia, jednocześnie nie robiąc mu krzywdy.

Urządzeń do samoobrony używać należy jednak z rozsądkiem i tylko w sytuacjach podbramkowych, gdy zwierzę nie pozostawia nam wyboru. Nigdy nie powinniśmy celować do niedźwiedzia, który zupełnie nie jest zainteresowany naszą obecnością, bądź który sam się wycofuje.

Gdyby w listopadzie 2007 roku trójka turystów przechadzająca się po Tatrzańskim Parku Narodowym wiedziała jak należy postąpić, zapewne nie posunęłaby się do brutalnego czynu utopienia i ukamienowania jednorocznego niedźwiedzia brunatnego.

Opis sprawy, tutaj.

W miejscu występowania niedźwiedzi to my jesteśmy gośćmi, nigdy o tym nie zapominajmy. Dajmy sobie wzajemną przestrzeń do życia i nie wchodźmy sobie w drogę.

10) Kłusowanie na niedźwiedzie

W Polsce na szczęście nie jest powszechne, ale nie można też całkowicie wykluczyć jego występowania. Niedźwiedzie często padają ofiarą wnyków zakładanych na inne zwierzęta.

11) Zmiany klimatyczne:

Mają ogromny wpływ na niedźwiedzie życie i nie mówię tym razem o Niedźwiedziach polarnych. Wahania temperaturowe zimą, całoroczne gwałtowne zmiany pogody wprowadzają zwierzęta w dezorientację. Niedźwiedzie przystosowane są do przesypiania przynajmniej 4 miesięcy w roku. W tym celu odkładają na zimę tłuszcz. W międzyczasie budzą się co jakiś czas, aby rozprostować kości i opróżnić pęcherz oraz jelita, po czym kładą się do snu ponownie. Gdy robi się im zbyt ciepło nie mogą spać, gdyż organizm nawołuje do pierwszo – wiosennych posiłków. Wychodząc z gawry niedźwiedź nie zastaje jednak wiosny, lecz bliżej nieokreśloną porę roku, która po kilku tygodniach znów zamienia się w zimę. Takie sytuacje zaburzają procesy metaboliczne i fizjologiczne funkcjonowanie organizmu zwierzęcia. Może to w konsekwencji skutkować schorzeniami narządów wewnętrznych, wycieńczeniem organizmu, a nawet śmiercią. W takich warunkach ciężko jest również wychować młode. Matki wybudzając się ze snu zimowego tracą energię, która powinna być wykorzystywana do produkcji mleka. Niektóre dorosłe osobniki, sfrustrowane sytuacją wędrują w poszukiwaniu pożywienia, które zimą dostępne jest jedynie w pobliżu ludzi. Wtedy też najczęściej dochodzi do napaści ze strony niedźwiedzia na zwierzęta gospodarskie czy spichlerze.

Brak opadów i wysokie temperatury doprowadzają do pożarów lasów, podczas których zagrożone jest życie wielu zwierząt. Początkiem Maja 2018 roku z tego powodu płonęły lasy Tatrzńskiego Parku Narodowego.

Relacja, tutaj.

NIEDŹWIEDZIE POLSKI NALEŻĄ DO POPULACJI KARPACKIEJ, KTÓRA OTRZYMAŁA STATUS NARAŻONEJ NA WYGINIĘCIE.

 

Niedźwiedzie wschodniej części Europy: (Ukraina, Białoruś, Rosja) i inne Państwa wschodu.

Państwa wschodu nazywane są często krajami niedźwiedzi, zwłaszcza Rosja. Właściwie tylko tam Niedźwiedź brunatny występuje jeszcze licznie i ma ogromne obszary do dyspozycji. Nizinne lasy Rosji są jego prawdziwym królestwem. Rosja jest domem dla największej ilości niedźwiedzi brunatnych europejskich. Ich liczbę szacuje się na około 30 tysięcy. Nazwa ,,kraj niedźwiedzi” podpięta do Ukrainy i Białorusi ma już znaczenie tylko historyczne. Obecnie niedźwiedzie żyją na tych terenach nielicznie i tylko przy granicach z Rosją (Białoruś – około 100 osobników), Polską, Rumunią i na ciągnącym się od nich paśmie Karpat (Ukraina – około 200 osobników).

W Rosji Niedźwiedź nie jest objęty żadną egzekwowaną formą ochrony gatunkowej. Panuje tam wolna amerykanka zarówno w kwestii polowań na te zwierzęta, jak i trzymania ich w niewoli. Ogólnie populacja niedźwiedzi brunatnych rosyjskich jest duża, jednak niestabilna i ma tendencję spadkową. Niektóre subpopulacje są zaś zagrożone wyginięciem (podgatunki niedźwiedzia brunatnego żyjące na konkretnych terenach).

Na tle pozostałych Państw Europy, Rosja się nie zmienia. Dosłownie zastygła pomiędzy postępem zachodu, a zaściankiem azjatyckiej części naszego globu. Otwarcie mundialu 2018 ,,za pomocą” tańczącego z piłką na murawie – MISIA, jest tego doskonałym przykładem. Najbardzej niepokojące jest jednak to, że cały świat się na to zgodził. Nie było protestów, a Rosjanie pokazali, że z niedźwiedzia można dalej robić przedmiot rozrywki. Bo przecież potężny Naród potrafi i może wytresować bestię. 90% społeczeństwa nie widzi w tym nic złego, ponieważ podczas imprezy na taką skalę, cierpienie zwierzęcia nie znaczy nic. Kolejny raz zło wyrządzone niemej istocie, ukryte jest pod pozytywnymi emocjami szaleństwa i zabawy. W naszym świecie chyba nigdy cel, nie przestanie uświęcać środków.

Dla tych, którzy potrafią dostrzec więcej niż sensację, czy powód do śmiechu, ten miś stał się głosem tysięcy zniewolonych niedźwiedzi ze wschodu, które błagają o wolność. W każdym uderzeniu jego łap, w każdym ruchu jego ciała,wyczuwalny jest smutek. Tylko ślepy tego nie widzi…

Państwa wschodu są pionierami w wykorzystywaniu Niedźwiedzi brunatnych w rozrywce, nielegalnym handlu, w medycynie ludowej. Kłusownictwo jest na porządku dziennym (polowanie na niedźwiedzie w gawrach), a problem śmiecenia i dokarmiania niedźwiedzi tak powszechny jak wszędzie stojące, rosyjskie banie.

1) Wykorzystywanie niedźwiedzi w cyrkach

Dzikie zwierzę zawsze takim pozostanie. Niedźwiedź dodatkowo jest drapieżnikiem, więc w sytuacjach ocenionych przez niego jako zagrażające życiu, nie cofnie się przed niczym. Potrafi rozpruć brzuch jednym uderzeniem łapy, złamać kark jednym kłapnięciem szczęki. Dlatego pierwszym etapem przygotowania niedźwiedzia do pracy w cyrku, jest pozbawienie go możliwości samoobrony – czyli WYRWANIE MU PAZURÓW i ZĘBÓW. Ewentualnie zakładanie kagańców i wywiązywanie łap podczas tresury.

Proces wyrywania zębów i pazurów, (ponieważ jest to działalność nielegalna) dzieje się to bez nadzoru weterynaryjnego. Jeśli zaś z nim to weterynarz jest solidnie opłacany, ponieważ należy go przekupić, by nie puścił pary z ust. Chyba, że działania są prowadzone w Państwach całkowitego bezprawia, wtedy nie trzeba nawet nikogo przekupywać. Zabieg ten wykonywany w warunkach niesterylnych, pokątnie, ,,na żywca” prowadzi często do śmierci zwierzęcia z bólu, wykrwawienia lub późniejszego zakażenia ran. Przeważnie dotyczy niedźwiedziątek lub bardzo młodych niedźwiedzi. Proces tresury bowiem, należy rozpocząć od najmłodszych lat. Dorosłego niedźwiedzia okiełznać nie ma szans.

Skąd biorą się w cyrku małe niedźwiedzie? Zwykle z natury. Na wschodzie często dochodzi do zimowych polowań na niedźwiedzie w gawrze. Wykonywane są one na ZLECENIE. Ktoś potrzebuje małego niedźwiedzia do cyrku, składa zamówienie, wykonawca morduje niedźwiedzicę podczas snu zimowego, wykrada młode i sprzedaje. Misie sprzedawane są na terenie kraju gdzie wykonano zbrodnię oraz poza jego granice.

Warunki jakie oferuje się niedźwiedziom w cyrkach, mają ogromne konsekwencje zdrowotne. Niedźwiedź w naturze sam reguluje swoją dietę. Jej skład zależny jest od pory roku i miesięcy. W niewoli nikt nie jest w stanie zapewnić misiowi tak urozmaiconej diety. Zwykle jest ona jednostronna i nieodpowiednia, co skutkuje chorobami przewodu pokarmowego (niewydolność wątroby, trzustki), chorobami metabolicznymi (cukrzyca), niewydolnością nerek. Obniża to znacząco komfort życia niedźwiedzia.

Niektóre misie tracą nawet sierść. Poniżej przykład cyrkowego niedźwiedzia, który jak niedźwiedź wyglądać przestał…

Stopy nie są dostosowane do metalowego podłoża (klatka). W naturze pokonują one tysiące kilometrów, stąpając po miękkim runie leśnym. Brak ruchu prowadzi do otyłości. Niedźwiedzie w niewoli często chorują na stany reumatoidalne i zwyrodnieniowe stawów. Mają problemy z chodzeniem.

Występy, tłumy, przewożenie z miejsca na miejsce, to wszystko jest dla dzikiego zwierzęcia ogromnie stresujące. Niemożność podejmowania własnych decyzji, zamknięcie, izolacja od środowiska naturalnego i ograniczenie ruchu wprowadzają zwierzę w zaburzenia psychiczne. Pojawia się stereotypia (powtarzanie tych samych czynności i ruchów), depresja, niechęć do życia.

Najgorsza jest zdecydowanie tresura. Jak wygląda?

Brutalnie. Ponieważ ma na celu wyuczenie zwierzęcia strachu przed człowiekiem. Wtedy zwierzę chcące uniknąć bólu, staje się posłuszne trenerowi i obiera skojarzoną z danym przedmiotem bądź gestem postawę. NIE MA INNEJ DROGI do wymuszenia na dzikim zwierzęciu posłuszeństwa.

STANIA NA DWÓCH NOGACH uczy się poprzez kilkutygodniowe trzymanie niedźwiedzi na krótkiej smyczy, która wymusza na nich postawę stojącą. Jeśli próbują one oprzeć się przednimi łapami o podłoże, dostają batem po nosie. Niedźwiedź po takiej lekcji, widząc trenera z batem uniesionym do góry na arenie, będzie momentalnie stawał na wznak. Postawę stojącą w jego pamięci i mięśniach wyrobił również czas, ponieważ zwierzę podczas nauki stało bardzo długo…

Często widzimy na zdjęciach niedźwiedzie przyodziane w sukienki i tańczące w rytm muzyki. Niedźwiedzi TANIEC jest okupiony ogromnym bólem, który sprawia zwierzęciu każdy krok. Gdy miś potrafi już stać na tylnych kończynach, przeprowadza się go przez tor na którym rozrzucone są żarzące się węgle. Płonące stopy w desperacji zaczynają podskakiwać, w tle zaś rozbrzmiewa muzyka. Okaleczony fizycznie i psychicznie niedźwiedź po kilku miesiącach takich szkoleń, słysząc muzykę automatycznie tańczy, próbując ratować swoje stopy. Brzmi abstrakcyjnie?

Nie bardziej niż bajki opowiadane przez cyrkowców: ,,wzmacniamy wyuczone postawy smakołykami, zwierzęta są z nami zżyte i dlatego nas słuchają”.

Zadajmy sobie jedno, proste pytanie: W jaki sposób przekonać niedźwiedzia do tańca smakołykiem? Prośbą? Misiu zatańcz a ja dam Ci cukierka?

Niedźwiedź to nie pies poszukujący kontaktu z człowiekiem. Konkretne zachowania można na nim wymusić tylko siłą. Już sześciomiesięczne niedźwiedzie potrafią zwalić człowieka z nóg.

Zadziwiające jest to z jakim zapałem łykamy opowieści w które chcemy wierzyć, ponieważ są dla nas wygodne.

Kolejny przykład – ROWER.

Miś na rowerze. Przebrany za klauna, z którego nieszczęścia wszyscy dookoła się śmieją. On jednak nie może zejść z roweru i powiedzieć: ,,To nie jest śmieszne”.

Ponieważ jest z nim bardzo mocno ,,związany”. Emocjonalnie i dosłownie – niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu.

Wiele rzeczy jest przez widzów niedostrzegana. Iluzja cyrkowa robi świetną robotę. Nie widzimy tego co dzieje się za kurtyną, czy w trakcie przygotowań do występów. Nie widzieliśmy tresury i tego jak zwierzę dostało się do cyrku. Widzimy tylko piękny produkt końcowy. Podkreślmy słowo PRODUKT, ponieważ tak właśnie traktowane jest w cyrku dzikie zwierzę.

Czy widok niedźwiedzia z kagańcem świadczy o tym, że jest on szczęśliwy? Że nie dzieje mu się krzywda? Że wykonuje polecenia dobrowolnie? W takim razie po co mu kaganiec? Po co trenerowi bat skoro tak bardzo kocha go niedźwiedź?

Odpowiedź jest prosta jak budowa cepa.

Po to żeby jego rozdarty i umęczony podopieczny, z nienawiści nie rozerwał go na strzępy.

Kanony i schematy związane z tresurą niedźwiedzi opisane powyżej, nie dotyczą jedynie misiów występujących w cyrkach wschodu. Niestety życie cyrkowych misiów wygląda bardzo podobnie w każdym zakątku naszego globu. Przybliżyć tu należy historię niedźwiedzia Baloo, przygarniętego przez ogród zoologiczny w Poznaniu, gdzie trafił w opłakanym stanie. Zwierzę ma wyrwane pazury, problemy stawowe, a przez nieodpowiednią dietę zepsute zęby. Ma dopiero kilka lat.

https://www.facebook.com/v2.3/plugins/post.php?app_id=249643311490&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2Fr%2FoVjM2wVZ10b.js%3Fversion%3D42%23cb%3Df8f49fb8bb9bc8%26domain%3Dwimieniutychconiemowia.wordpress.com%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Fwimieniutychconiemowia.wordpress.com%252Ff1ba7cb9a8b3864%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2F1475315479348773%2Fphotos%2Fa.1477092899171031.1073741828.1475315479348773%2F1760988810781437%2F%3Ftype%3D3%26theater&locale=pl_PL&sdk=joey&width=552

Choć wszyscy bezsprzecznie uważamy, że najlepszym rozwiązaniem byłoby przywrócenie misia naturze, problem tkwi w tym, że w praktyce jest to niemożliwe. Niedźwiedzie trzymane długotrwale w niewoli, nie potrafiłyby przeżyć samodzielnie w środowisku naturalnym. Nie wspominając już o dyskwalifikacji z powodu probemów zdrowotnych. Szukając obecności człowieka, stanowiłyby potencjalne zagrożenie oraz stawałyby się łatwym łupem dla kłusowników i myśliwych. Dlatego jedyną pomocą dla tego typu zwierząt jest tworzenie dla nich sanktuariów.

Wciąż ogromna ilość niedźwiedzi czeka na ratunek. I choć nie można oddać im wolności w znaczeniu przestrzennym, dosłownym, można wyzwolić je z niewolniczej pracy. Od przymusu wykonywania sztuczek, przebywania na arenie i męczących podróży. DLA NIEDŹWIEDZIA KTÓRY CAŁE ŻYCIE SPĘDZIŁ W KLATCE I NAMIOCIE CYRKOWYM – TO JEST WŁAŚNIE WOLNOŚĆ.

Więcej na temat Baloo i jego historii, przeczytacie tutaj.

2) Zawody: Walki niedźwiedzi z psami, walki pomiędzy niedźwiedziami

Kilka lat temu świat obiegła szokująca informacja o tym, jak producent znanej na całym świecie karmy dla zwierząt ROYAL CANIN sponsorował na Ukrainie walki niedźwiedzi z psami. Wtedy też wiele osób dowiedziało się w ogóle o istnieniu takich ,,eventów”. Tak, takie rzeczy się dzieją i wielokrotnie mają przyzwolenie od tych siedzących na najwyższych stołkach.

Po wpadce firma przepraszała za branie udziału w wydarzeniu i zapewniała, że sytuacja się już nigdy więcej nie powtórzy. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj.

Imprezy polegają na wystawieniu przywiązanego na łańcuchu niedźwiedzia grupie psów, które podgryzają i atakują tego pierwszego. Aby szanse były ,,wyrównane” przeciwnikiem psów staje się zwykle młody, mało doświadczony niedźwiedź. Zwierzęta zwykle są pozbawione zębów i pazurów. Nie potrafią się więc zbytnio bronić, zwłaszcza że warczące pyski pojawiają się z każdej strony. Widowisko napełnia kieszenie organizatorów, a żądnych przemocy i brutalnej rozrywki widzów satysfakcją. Wygrywa właściciel, którego pies pokąsa i wymęczy niedźwiedzia najbardziej. Przyznawany jest mu specjalny puchar, honorujący pierwsze miejsce. Zaiste duma rozpiera właściciela, którego pies został ogłoszony pogromcą… niedźwiedzia na łańcuchu.

Czasem żywe niedźwiedzie, przywiązane na łańcuchu stanowią przynętę dla rozwścieczonych psów myśliwskich, które doskonalą na nich swoje umiejętności. Następnie, po wyuczeniu ich agresywności i taktyki ataków na zniewolonym niedźwiedziu, wykorzystywane są podczas polowań na dzikie misie. Kolejny przykład na to, że myślistwo jest bardzo ściśle związane z umiejętnością wyłączania w sobie człowieczeństwa.

Bardziej krwawe i brutalne w swoim przebiegu okazują się być walki dwóch niedźwiedzi. Opierają się na zakładach bukmacherskich, w których obstawia się swojego faworyta. Napuszczane są na siebie dwa sfrustrowane sytuacją, wcześniej szczute i głodzone niedźwiedzie. Zwykle samce, ponieważ to u nich agresja podczas sytuacji stresowych osiąga zenitu. Są też silniejsze od samic.

Niedźwiedzie w naturze są samotnikami, spotykają się ze sobą jedynie podczas okresu godowego. Wtedy ich celem jest zdobycie samicy. Samce walczą między sobą. Niedźwiedzie jednak nie rzucają się z tak zwaną ,,motyką na słońce” i szacują swoje szanse w walce. Kalkulując swoje możliwości z możliwościami przeciwnika, są w stanie stwierdzić jakie mają szanse na wygraną. Wycofują się pozostawiając samicę mocniejszemu i zwykle większemu rywalowi. W naturze mają możliwość ucieczki, mogą odejść ponieważ nie ogranicza je tam krata czy mur stojących gapiów. W niewoli, w klatce, na arenie, czy ringu, gdy czują się zagrożone, osaczone i nie mają dokąd uciec, postawione zostają jedynie przed wyborem walki – NA ŚMIERĆ I ŻYCIE.

Słabszy który w środowisku naturalnym oddałby zdobycz walkowerem, by ratować swoje życie, w konfrontacji z silniejszym od siebie niedźwiedziem w niewoli, zwykle zostaje zabity. W najlepszym wypadku pozbawiony połowy pyska.

Ludzie dobierając ze sobą niedźwiedzie do walki, nie są w stanie sparować ich w taki sposób, by wyrównać ich szansę na wygraną. Z drugiej strony, nie chcą tego robić. Przecież w tych zawodach chodzi o to, żeby polała się krew, żeby któryś z niedźwiedzi upadł bezładnie na ziemię. Inaczej nie byłoby zabawy.

Stawiać w sytuacji bez wyjścia, wymuszać pożądane zachowania, bawić się kosztem cierpienia innych – to przecież ludzka natura w całej swojej okazałości.

STIVI – niedźwiedź przebywający obecnie w Bear Sanctuary w Prisztinie, który stracił wzrok i część zębów w wyniku konfrontacji z drugim, silniejszym samcem.

Niedźwiedzie biorące udział w wyżej opisanych wydarzeniach pochodzą oczywiście z natury (nielegalny handel zwierzętami), oraz przetrzymywane są w katastrofalnych warunkach (żeby nie było zbyt łatwo i pięknie).

3) Niedźwiedzie w przydrożnych restauracjach

W Rosji, na Ukrainie i Białorusi, nikogo nie dziwi widok niedźwiedzia trzymanego ku uciesze gości w klatce. Całe jego życie opiera się na spoglądaniu na świat spomiędzy metalowych krat. Innego życia nie zna. W upalne dni męczy go spiekota od której nie może uciec, w ulewy zaś deszcz przed którym nie może się schować. Zimą przemarza na kość pozostawiony na metalowym dnie klatki. W klatce zaś tak mało miejsca, że nie może nawet swobodnie rozciągnąć swoich mięśni. Stopy zaczynają mu już przywierać do podłoża na którym stoi. Czekanie i czekanie. Nic się nie zmienia. Próbuje zabić nudę kołysaniem się na boki, ruszając się w dół i w górę, aż w końcu staje się to jego nawykiem. Po kilku latach nie może już chodzić z powodu problemów z kośćcem. Po kilkunastu latach zaś, depresja i niechęć do życia każą mu już tylko leżeć w bezruchu i czekać na śmierć.

Tymczasem do wyzwoleńczej, upragnionej śmierci jeszcze bardzo dużo… czekania.

Najgorsi są chyba turyści i goście, którzy podchodzą do misia szturchając patykiem, drażniąc, śmiejąc się i wrzeszcząc, pstrykając zdjęcia i kręcąc filmy. Wrzucają do klatki resztki ze swoich talerzy, śmieci, dla zabawy poją wódką i piwem.

Co gorsza właściciele takich zwierząt nie czują się odpowiedzialni za ich cierpienie. Uważają, żemają się świetnie. Nie widzą nic złego ani w uwarunkach utrzymania zwierząt, ani w ich pojeniu alkoholem. Na usta ciśnie się tylko jedno słowo: TRAGEDIA:

UPIJANIE NIEDŹWIEDZI na wschodzie stało się wręcz tradycją. W internecie roi się od prześmiewek na temat alkoholowych praktyk z udziałem zwierząt. Jest to jednak bardziej przykre niż śmieszne. Głodne i spragnione zwierzęta zjadają wszystko to, czym zostają poczęstowane. Od alkoholu uzależniają się tak jak ludzie. Chorują, doprowadzane do skraju szaleństwa.

Jakiś czas temu na Ukrainie stworzono znaną kampanię pod tytułem ,,Misiu nie pij więcej”, która miała na celu wypowiedzenie wojny upijaniu niedźwiedzi restauracyjnych. Dziś wiele organizacji angażuje się już w odbieranie misiów właścicielom i umieszczanie ich w sanktuariach, w których zapewnione będą miały one lepsze warunki i spokój. Niestety jeszcze nie udało się dotrzeć do wszystkich cierpiących niedźwiedzi. Akcje ratunkowe ciągle trwają. Rosja natomiast jest krajem w którym nie są prowadzone wcale.

4) Nielegalny handel żywymi zwierzętami.

Wyobraźmy sobie, że w Polsce jesteśmy w stanie kupić sobie niedźwiedzia. Żywego, osobistego misia. Historia raczej niemająca nic wspólnego z rzeczywistością. Na szczęście.

Istnieją jednak kraje, gdzie ludzie uznają to niemal za normę. Na przykład Rosja. Tam wszystko jest możliwe i choć teoretycznie nielegalne, w praktyce wykonalne.

Rosjanin może posiadać niedźwiedzia w ogródku, w mieszkaniu, chodzić z nim po mieście na smyczy, wsiadać do metra czy tramwaju. Normalka. Skąd go wziął? Nikogo to nie obchodzi. Wszyscy wokół będą tylko robić zdjęcia i zachwycać się maleństwem.

Niedźwiedzie zdobywa się i sprzedaje na zamówienie, dzięki działalności kłusowniczej. Gdy zimą na świat przychodzą małe misie, a matka pogrążona jest w zimowym śnie, nadchodzi czas nielegalnych łowów. Dla ,,zawodowych tropicieli niedźwiedzi” niedźwiedzica stanowi wtedy łatwy łup. Niedźwiedziątka zostają sprzedane do cyrków czy osób prywatnych, matka zaś poszatkowana na kawałki, by zasilić biznes medycyny ludowej.

Młode niedźwiedzie odgrywają rolę zabawki kupionej na urodziny dla dziecka, żywego trofeum kolekcjonera zwierząt egzotycznych, cyrkowego klauna, a nawet psa stróżującego.

Czytając komentarze do filmiku, który zamieściłam poniżej łapałam się za głowę, niedowierzając ogromowi ludzkiej nieświadomości. Przeważało w nich słowo: ,,SŁODKIE”. Kiedy już wiemy, że przedstawiony w filmie miś stracił prawdopodobnie matkę w wyniku nielegalnych polowań, a za kilka lat wyląduje w klatce bądź na sznurku ponieważ zacznie stanowić zagrożenie oraz, że nie wróci na wolność z powodu utraty strachu przed człowiekiem, przestajemy odczuwać przyjemność z oglądania filmiku. Już nie jest słodko.

Gdy misiu przestaje być rozczulającym niedźwiadkiem i zaczyna być niebezpieczny, trafia do klatki bądź na łańcuch. Nikt go już wtedy nie przytula i nie głaszcze, nie spędza z nim czasu. Zostaje osamotniony i rzucony w kąt. Najgorsze jest to, że bez możliwości powrotu na wolność. Niedźwiedź tego nie rozumie, dopadają go więc momenty frustracji.

Zabawiono się jego kosztem. Dla kilku lat uciechy człowieka, bezpowrotnie odebrano mu wszystko to, co posiadał jako urodzony w gawrze dziki niedźwiedź.

Z kolei zamieszczony poniżej film przedstawia misia, który został przywłaszczony przez pewną rosyjską rodzinę jako niedźwiadek, a następnie trafił na łańcuch. Uchwycono moment w którym atakuje karmiącą go kobietę.

Film ten obrazuje dwie rzeczy:

  1. Niedźwiedź jest zwierzęciem które powinno żyć na wolności. W niewoli jest nieszczęśliwy, a wpadając w furię może człowieka zabić.
  2. Pokazuje sposób w jaki jedzenie może na człowieku wymuszać niedźwiedź, uzależniony od dokarmiania przez ludzi.

Niedźwiedzie często trzymane w złych warunkach, źle żywione, żyjące w ciągłym stresie, zapadają na choroby psychiczne i fizyczne. Ich życie staje się udręką, której nikt nie dostrzega. Zamiast przyczynić się do wzrostu populacji niedźwiedzi na wolności, stają się kolejną zmarnowaną szansą gatunku. Uzależnione od ludzi, nigdy już nie zaznają smaku prawdziwego, niedźwiedziego życia, ponieważ nikt nie nauczył ich na czym ono powinno polegać.

Więcej szokujących zdjęć tutaj.

5) Nielegalny handel częściami ciała dzikich zwierząt

Ludzie od zarania dziejów obmyślali sposoby na szybkie wzbogacenie się.

Tak, by zbytnio się przy tym nie namęczyć, ale osiągnąć swój cel.

Wiemy, że aby zdobyć ogromną rzeszę klientów wystarczy mieć dobry plan i siłę przekonywania. Trzeba tylko złapać się czegoś, co uchodzi za ludzką słabość. Czegoś, po co bez zastanowienia sięgnie każdy człowiek.

Nie od dziś wiadomo, że dla zachowania lub odzyskania zdrowia zrobimy wiele. Gdy nie pomaga jedno lekarstwo, będziemy próbować wszystkiego innego co podsunie się nam pod nos, aż do skutku. Kiedy medycyna konwencjonalna rozkłada bezsilnie ręce, zaczynamy sięgać po leki naturalne.

W dawnych czasach funkcjonowało praktycznie tylko ziołolecznictwo.

Kiedy znalazł się więc jeden błyskotliwy śmiałek, który na rynek wprowadził całkowitą nowość, tłumy rzucały się do jego drzwi, aby ją wypróbować i zdobyć.

Obmyślił on plan sprzedawania części ciał zwierząt, jako uniwersalne lekarstwo na wszelkie dolegliwości. Ludzie zaczęli sięgać po niedźwiedzie sadło, jego woreczek żółciowy, oczy… oraz członki wielu innych gatunków zwierząt. Kupowali od snujących opowieści znachorów i przydrożnych kupców. Potem informacje i produkty przekazywane były z pokolenia na pokolenie. Tak zrodziła się fatalna w swoich skutkach MEDYCYNA LUDOWA, która doprowadziła i doprowadza różnych przedstawicieli dzikich gatunków na skraj zagłady.

Jeśli łupem padnie samica a młode niedźwiadki nie zostały zabrane przez kłusowników, czeka je śmierć głodowa obok oskórowanego, pozbawionego łap lub woreczka żółciowego ciała niedźwiedzicy matki.

Niestety nie wszystko zabija czas. Choć tradycja sięga średniowiecznego sposobu myślenia, nie umarła aż po dziś dzień. Wierzenia w uzdrawiające właściwości sadła niedźwiedziego nie należą do przeszłości. Sama spotkałam osoby, które przyznały że leczą się, bądź leczyły tłuszczami zwierzęcymi (i nie tylko). Obsmarowują swoje ciało i piją mikstury, zamiast jak na postępowego człowieka przystało – pójść do lekarza.

Tysiące dzikich zwierząt traci co roku swoje życie w imię pogańskich wierzeń.

Nauka zaprzecza istnieniu jakichkolwiek prozdrowotnych czy leczniczych właściwości części ciał zwierząt, wykorzystywanych w medycynie niekonwencjonalnej. Poza tym są to praktyki nielegalne, szczególnie jeśli mówimy o gatunkach dzikich.

O uzdrawiających mocach niedźwiedziego sadła, wspomagającej potencję niedźwiedziej żółci, można przeczytać na wielu stronach internetowych (w tym polskich). Można znaleźć też archiwalne strony na których osoby sprzedawały, bądź nakłaniały do kupna części ciała niedźwiedzi pochodzące z Ukrainy i Białorusi.

Chce się rzec – Średniowiecze i ciemnogród. Ignorancja i zaścianek.

Minęło tak wiele czasu, a my nadal stoimy w miejscu. Niczego się nie uczymy, nie zdobywamy więcej wrażliwości, nie mamy więcej empatii i ciągle brakuje nam zwyczajnego człowieczeństwa – takiego z którego moglibyśmy być dumni.

Wschód w dalszym ciągu nie zaprzestał sprzedaży niedźwiedzich członków i bezustannie znajduje nowe sposoby na przemycanie ich poza granice swoich krajów. Choć ciągle walczy się z tą nielegalną praktyką zarobkową, biznes ten nie umrze dopóki nie znikną chętni do zakupu klienci.

Oby nie umarł tylko dlatego, że na świecie zabraknie dzikich zwierząt.

Do biznesu medycyny ludowej dorzucić trzeba jeszcze jedną, bardzo podobną formę wzbogacania się. Handel częściami dzikich zwierząt, które uważane są za rarytas kulinarny bądź kolekcjonerski.

Za dzieło sztuki z najwyższej półki. Trzeba tutaj podkreślić grubą kreską słowo UWAŻANE, ponieważ trend ich posiadania wyznacza cena, nie zaś estetyczna czy smakowa wartość. Jeżeli produkt jest absurdalnie drogi, oznacza to, że nie może zostać nabyty przez większość. Jest to zwykle wystarczający argument, który popycha nabywców do kupna przedmiotu.

To bowiem sposób na udowodnienie swojej wyjątkowości, oraz nietuzinkowości swojego życia i gustu. Takie produkty zasilają tylko największą śmietankę, najzamożniejszych i najważniejszych. Tych dla których mieć wszystko i żyć drogo jest ważniejsze od mieć wartości moralne i żyć z szacunkiem do życia innych.

Kilka lat temu na granicy Rosji i Chin przechwycono ponad 200 łap niedźwiedzi brunatnych, przewożonych w kołach samochodu. Łatwo wyliczyć, że ofiarą padło ponad 50 niedźwiedzi. W Chinach ich łapy uważane są za kulinarne arcydzieło. Rosyjscy kłusownicy mieli zarobić tysiące, Chińczycy drugie tyle. Plan zaś spalił na panewce, ponieważ łapy zostały skonfiskowane. Nasuwają się jednak pytania. Ile razy wcześniej udało im się je przemycić? Ile razy zrobił to ktoś inny? Jak wiele razy się to jeszcze powtórzy? I Ile czasu pozostało ginącym gatunkom?

6) Polowania organizowane przez biura

Jak wiadomo polowania na niedźwiedzie są nadal tematem aktualnym. Wiele współczesnych misiów ginie z rąk kłusowników i myśliwych, by w formie wypchanej zaopatrzyć pokój trofeów i wzmagać kolejne chore ambicje, zapędy oraz pragnienia – kolekcjonerów i zbieraczy zwierzęcych łbów.

Kilka lat wstecz organizacja International Fund For Animal Welfare, wpłynęła na rosyjski rząd, który zakazał legalnych polowań na niedźwiedzie w gawrach podczas snu zimowego. Nie zmieniło to jednak wiele. Wciąż są tacy, którym nie przeszkadza działalność wbrew prawu. Kłusownictwo na wschodzie jest bardzo powszechne, bo tylko polowania zimowe gwarantują pozyskanie młodych niedźwiedzi i ułatwiają odstrzał dorosłych.

Paradoks goni paradoks. Wśród grona myśliwych coraz częściej panuje motto – ,,nie można polować u nas, zdobędziemy trofeum gdzie indziej. Wybiliśmy nasze misie, to pojedziemy teraz strzelać tam, gdzie jeszcze żyją…”

Myśliwi z Europy zachodniej i środkowej, na wschodzie mogą bez problemu spełnić się i zabić niedźwiedzia. Kto nie może na to zwierzę polować w swoim kraju, jedzie do Rosji. ISTNIEJĄ FIRMY I BIURA ORGANIZUJĄCE POLOWANIA NA NIEDŹWIEDZIE I INNE ZWIERZĘTA, DLA OBCOKRAJOWCÓW. Strony internetowe pękają od ofert FIRM, czy osób prywatnych zapraszających na odstrzał. Na stronie można znaleźć nawet cennik, który układany jest w zależności od dodatkowych atrakcji oraz udogodnień podczas pobytu i sezonu. Zupełnie jak wakacyjne oferty w biurach podróży, tylko pod tytułem: ,,Przeżyj niezapomniany urlop zabijając niedźwiedzie.’’ Niepojęte jest to, że ludzie naprawdę z tego korzystają. Niewiarygodne do jakich absurdów dochodzimy. Ten biznes się kręci i staje się niestety coraz bardziej popularnym.

Czasem siedzę i zastanawiam się nad tym co kieruje tymi ludźmi? Co by odpowiedzieli gdybym zapytała – DLACZEGO? PO CO?

Czy nie lepiej pojechać, zrobić zwierzętom zdjęcia w naturze, wywołać i powiesić na ścianie?

Przychodzi mi wtedy do głowy wiele domniemanych odpowiedzi…

,,Dzień dobry, jestem Kowalski i moim największym marzeniem jest zabicie niedźwiedzia, wypchanie go i postawienie w korytarzu obok kominka”, a może ,,Wydałem dużo kasy, żeby udowodnić kumplom, że jestem prawdziwym kozakiem”, a może samemu sobie? albo ,,Zabijanie to moja pasja”, ,,hmmm… nie posiadam jeszcze niedźwiedzia w swojej kolekcji”,, Lubię podróżować i przywozić z wypraw trupy’’.

Ktoś, gdzieś napisał na stronie: ,,To jest przepiękna możliwość obcowania z naturą i cudowne emocje”.

Według mnie, najlepiej pasuje do tego jednak: ,,Jestem niedowartościowanym, ograniczonym gościem, z deficytami emocjonalnymi i wrodzonym brakiem empatii, który próbuje udowodnić całemu światu że tak nie jest”.

Rodzinne zdjęcie do albumu…

Pozostałe problemy, które przedstawiłam opisując niedźwiedzie w naszym kraju są obecne również na wschodzie.

Przypadki wypłoszonych niedźwiedzic z gawr i pozostawionych w nich młodych, zdarzają się każdej zimy. Do najczęstrzych przyczyn w Rosji należą: wyrąb drzew i inne prace wykonywane przez ludzi w lesie oraz wałęsające się bez kontroli psy.

Jeśli chodzi o ilość śmieci w lasach, czy dokarmianie niedźwiedzi, to zdecydowanie ROSJANIE biją wszystkich na łeb – swoją GŁUPOTĄ.

Oglądając niżej zamieszczony filmik ,,trochę” przeciera się oczy ze zdumienia. Człowiek zastanawia się, dosłownie – co Ci ludze mają w głowach?

Mną targały właściwie tylko dwa rodzaje emocji: wściekłość w stosunku do tych strasznych ignorantów siedzących w fotelach samochodu i żal, ponieważ wiem, że te misie nie pożyją długo… W końcu ktoś nie odpali im kanapki tylko kulkę w głowę.

 

Niedźwiedzie Bałkanów: (Rumunia (tu żyje najwięcej niedźwiedzi około 6000), Serbia, Bułgaria, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Macedonia, Albania, Kosovo – kilkaset osobników w każdym kraju).

Zanim organizacja Four Paws nie rozpoczęła walki o niedźwiedzie w tych krajach, ulice, transport publiczny i plaże pełne były Niedźwiedników*. Prowadzali oni swoje wytresowane niedźwiedzie na grubej linie, umocowanej metalowym kolczykiem w nosie zwierzęcia. Misie robiły sztuczki, tańczyły, zabawiały turystów. Przydrożne restauracje posiadały zwierzęta w klatkach, osoby prywatne w nielegalnych, przydomowych mini zoo. Kłusownictwo kwitło.

Albania została wzięta pod lupę całkiem niedawno. W 2016 roku uratowano pierwsze niedźwiedzie. Do tej pory nie udało się jeszcze ocalić wszystkich.

Niedźwiedzie Albanii są obecnie nazywane ,,NAJSMUTNIEJSZYMI MISIAMI EUROPY”.

Zdjęcia oraz filmik obrazującyce tragiczny los albańskich niedźwiedzi możecie zobaczyć klikając tutaj lub na poniższe zdjęcie.

1) Kłusownictwo:

Wszystkie poniżej opisane aktywności związane są z prężnie działającym kłusownictwem. Aby wykorzystać niedźwiedzia do celów zarobkowych, należy tresować go od najmłodszych lat. Pozyskanie zatem niedźwiedziątka, zawsze wiąże się z zabiciem jego matki.

Młodym misiom wyrywa się pazury i zęby. Tresuje z udziałem przemocy, która ma na celu wymuszenie odpowiednich zachowań i czynności u zwierzęcia.

2) Tańczące niedźwiedzie i inne formy ,,ulicznej turystyki”

Zawód niedźwiedznika był bardzo popularnym w historii. Poskramiacze niedźwiedzi zabawiali na ulicach tłumy. Tańczące w rytm muzyki kudłate olbrzymy, kontrolowane uciskającym w nosie łańcuchem, były nieodzowna częścią przydrożnych jarmarków i targowisk. Umiały grać na trąbkach, maszerować jak żołnierze, salutować człowiekowi. Nieposkromiona niegdyś bestia, ta która jednym uderzeniem łapy potrafiła zabić, została skruszona, przywarta do muru, zmuszona do poddaństwa i służby człowiekowi, wbrew swojej woli. Jakaż duma targała treserami prowadzącymi niedźwiedzie na łańcuchach.

Przez wiele lat Bałkany skrupulatnie pielęgnowały tradycję ,,niedźwiednictwa”. Dlatego wykorzystywanie niedźwiedzi w ulicznej turystyce, przetrwało tam po dziś dzień. W Albanii na przykład, niedźwiedzie są na plażach, na chodnikach, w tramwajach. To jedna z największych atrakcji turystycznych tych rejonów. Z małymi misiami wszyscy robią sobie zdjęcia, z dorosłych zrobiono zaś klauny.

Nikogo nie stać na chwilę refleksji nad umęczonym i zniewolonym życiem.

Trauma która zapisała się w głowie niedźwiedzia, pozostanie tam do końca jego marnych dni. Wyrwany z objęć zabitej matki, zamknięty w klatce, męczony przez turystów i ich dzieci. W ciągłym stresie i chęci ucieczki. Kiedy pierwszy raz ugryzł w obronie własnej, na znak sprzeciwu, bo przecież inaczej tego powiedzieć nie potrafił, wyrwano mu pazury i zęby. Wykrwawiał się godzinami, nie miał sił, umierał, ale przeżył. Nie wiadomo czy z tego powodu cieszyć się, czy płakać. Dalej było już tylko gorzej. Tresura go nie oszczędziła, tysiące zadanych batów, miliony dni głodu, wiele przestanych dni i nocy, prąd, rozżarzone węgle pod stopami, przebity i zakolczykowany nos. Wszystko po to, by odrzucił wszelki bunt i stał się w pełni posłuszny człowiekowi. Potem znowu tłumy na ulicach, wrzawa i huk, twardy asfalt, na koniec dnia klatka i bochenek chleba. I tak codziennie, aż do końca.

Nie trudno się domyślić, że życie takich niedźwiedzi jest dalekie od życia którym być powinno.

Tańczące na ulicach, wykonujące wszelakie sztuczki nie mogą być szczęśliwe. Ich mimika i ciało wiele nam nie mówią, gdybyśmy jednak spostrzegli ich duszę zapragnęlibyśmy uwolnić je wszystkie. Bolą je okaleczone stopy, nos, pysk, stawy. Najbardziej jednak uwierają rany zadane psychice.

W Rumunii po dziś dzień istnieje tradycja, która wzięła swoje korzenie z czasów tańczących niedźwiedzi. Na ulice wychodzą ludzie ubrani w niedźwiedzie skóry. Ma to na celu odpędzenie złych duchów na Nowy Rok. Tych czarnych, mrocznych wspomnień nie wrzucono do wielkiego wora historii, o której powinno się zapomnieć. Postanowiono je czcić i powielać, tylko w bardziej ,,nowoczesny sposób”. Dziś nie tańczą już żywe niedźwiedzie, dzisiaj tańczą ich skóry.

Skóry zabitych zwierząt odpędzające demony, wiedźmy i duchy…

W Bułgarii, problem tańczących na ulicach niedźwiedzi został rozwiązany przez Organizację Four Paws. Stworzyła ona Sanktuarium dla tych zwierząt – Belista Sanctuary, gdzie niedźwiedzie w warunkach zbliżonych do naturalnych, mają zapewniony spokój, bezpieczeństwo oraz odpowiednią dietę, opiekę weterynaryjną i dożywotnie życie.

Z problemem ulicznej, niedźwiedziej turystyki wciąż walczy się jeszcze w Albanii.

Zwierzęta które zostały wychowane przez ludzi, wytresowane i wykorzystywane w jakikolwiek sposób, nie mają szans na powrót na wolność. Nie wiedząc jak żyć, podchodziłyby do ludzi i byłyby łatwym łupem dla kłusowników.

3) Niedźwiedzie restauracyjne

Na Bałkanach, niedźwiedzie w klatkach można było spotkać wszędzie. Dziś tę gehennę przeżywają jeszcze misie w Albanii. Młode, pozyskane po zabiciu matki sprzedaje się restauratorom, osobom prywatnym, właścicielom stacji benzynowych lub do prywatnych mini zoo. Przetrzymywane są w fatalnych warunkach, w metalowych klatkach, czasem bez zadaszenia, bez stałego dostępu do wody. Karmione resztkami ze stołu i stresowane aktywnością turystów, chorują oraz mają problemy psychiczne.

Nie ma żadnej możliwości, by takie niedźwiedzie przywrócić naturze.

Za sprawą Four Paws w Kosovie, Austrii i Niemczech, powstały Sanktuaria dla tego typu zwierząt, gdzie misie mają warunki zbliżone do naturalnych, korzystając z dostępu do drzew oraz basenów z wodą.

Klatka w której przez wiele lat żyła niedźwiedzica Kassandra. Dziś przebywa w Bear Sanctuary w Prisztinie.

4) Sprzedaż części ciała niedźwiedzi

Niedźwiedzie które stają się niepotrzebne, czyli nie przynoszą oczekiwanych zysków – są zabijane. Dotyczy to misiów, które nie nadają się dłużej do wykorzystywania w turystyce: są stare i słabe, bądź po prostu wyrosły i nie wprowadzają już zachwytu swoją figlarnością.

Właściciel nie podejmie się ,,dokładania” do interesu, a uśmiercając zwierzę dodatkowo zarobi na sprzedaży jego skóry, łap czy głowy. Taki sam los czeka ciało zabitej przez kłusownika matki, której młode zostało odebrane, a następnie sprzedano.

Amatorów niedźwiedzich cząstek jest niestety wielu, a żeby odtańczyć tradycję w Rumunii, należy w skórę misia się przyodziać i nie może być ona sztuczną…

Tak oto niedźwiedź oddaje swoje cenne, niepowtarzalne życie w imię mamony i czczych tradycji, których nie rozumie. Dla wymęczonego niewolą i tresurą niedźwiedzia, być może jest to jakaś forma wybawienia, odkupienia, zakończenia cierpienia. Dla samicy, która w gawrze piastowała swoje młode – utracona nadzieja. Szczęście odchowania wolnych dzieci, które przepadło na zawsze.

Problemy niedźwiedzi Bałkanów (Albanii) przedstawia krótki filmik:

Prócz problemów przedstawionych powyżej, bałkańskie niedźwiedzie zmagają się również ze wszystkimi problemami niedźwiedzi w Polsce.

NA TERENACH KRAJÓW BAŁKAŃSKICH ŻYJĄ TRZY POPULACJE NIEDŹWIEDZI: DYNARSKA – zamieszkująca Góry Dynarskie (Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Serbia, Czarnogóra, Kosovo, Albania, Macedonia) oraz góry Pindos (Albania i Grecja), BAŁKAŃSKA – Góry Riła, Piryn i Rodopy (Południowo – zachodnia Bułgaria, oraz część północno – wschodnia Grecji), a także KARPACKA: żyje w Karpatach, w tym w Karpatach Rumunii. POPULACJA BAŁKAŃSKA, DYNARSKA ORAZ KARPACKA OTRZYMAŁY STATUS NARAŻONE NA WYGINIĘCIE. Niedźwiedzie w samej Rumunii zakwalifikowano jako najmniejszej troski.

Słoweńskie Niedźwiedzie:

Niedźwiedzie Słowenii należą do narażonej na wyginięcie populacji Dynarskiej, jednak w samej Słowenii ich status jest pewny i stabilny. Słowenia jest jedną z nielicznych krain, w której niedźwiedź brunatny na nowo i prawdziwie rozpoczyna swoje królowanie. Szacuje się, że w tym małym powierzchniowo kraju żyje ponad 500 – 700 niedźwiedzi. Oczywiście i tu historia mówi o tysiącach wybijanych stworzeń. Czarne chmury nie ominęły tamtejszych kudłaczy, ale w przeciwieństwie do pozostałej europejskiej ludności, Słoweńcy w porę przyszli po rozum do głowy.

Dziś nie wyobrażają sobie lasów bez tych wspaniałych stworzeń i nie mają zamiaru popadać z nimi w konflikt.

Wdrożone zostały odpowiednie rozwiązania i działania mające na celu podniesienie świadomości społecznej oraz liczebności niedźwiedzia brunatnego, przy minimalizacji zagrożeń wynikających z obu stron. Wiedza tamtejszego społeczeństwa na temat gatunku jest na wysokim poziomie. Niedźwiedzie okupują lasy Słoweńskich Alp Dynarskich, a ich liczba stale rośnie. Kraj ten jest wspaniałym dowodem na to, że wśród niedźwiedzi da się żyć, a pomiędzy ludźmi i zwierzętami odnaleźć nić porozumienia, umiejętność akceptacji i wzajemnego szacunku.

By nie było jednak zbyt pięknie, poruszyć należy temat myślistwa. Niestety co roku w Słowenii odbywa się otwarty sezon na misia. Wtedy to żądni trofeów myśliwi, wyruszają z bronią w las…

Niedźwiedzie w Chorwacji:

Należą również do populacji Dynarskiej. Najwięcej osobników spotyka się wokół Parku Narodowego Plitwickie Jeziora oraz w regionie Gorski Kotar. Liczebność populacji jest zbliżona do populacji słoweńskiej. W przeszłości niedźwiedzie w tym kraju ginęły w ogromnej ilości z rąk kłusowników. Stawały się ofiarami wnyków oraz strychniny wkładanej do przynęt. Wykorzystywano je również w turystyce. Dziś Chorwackie misie borykają się z problemami niemal identycznymi do tych jakie dotykają niedźwiedzie w Polsce. Na szczęście w naszym kraju, w dobie globalnego ocieplenia lasy nie płoną tak często jak w krajach śródziemnomorskich, a odstrzałów niedźwiedzi jeszcze nie zalegalizowano…

Niedźwiedzie w Grecji:

Niedźwiedzie w Grecji żyją dziś już tylko w dwóch oddzielnych populacjach. Bałkańskiej – zamieszkującej granicę z Bułgarią (Góry Rodopy) oraz populacji zamieszkującej Góry Pindos (populacja Dynarska). Szacuje się, że na wolności żyje ich około 400. Populacja bałkańska liczy tylko kilkadziesiąt sztuk. Niedźwiedź w Grecji jest ściśle chroniony prawem. Mimo tego wciąż zagraża mu działalność kłusownicza. Misie giną we wnykach, są trute bądź zabijane z broni palnej. Wchodzą w konflikt z hodowcami zwierząt gospodarskich.

Grecja również w swej historii zaliczyła smutny etap tańczących na ulicach niedźwiedzi. Dziś w tym kraju istnieje wspaniała organizacja ARCTUROS walcząca o przyszłość gatunku.

Prowadzą oni sanktuarium dla niedźwiedzi, które na terenie kraju wykorzystywane były w turystyce, cyrkach oraz tych które utrzymywane były w klatkach, w niewoli. Oprócz tego zajmują się oni ochroną środowiska naturalnego w którym żyją niedźwiedzie i edukacją społeczeństwa. Hodują, rozprowadzają oraz tresurą Psy rasy Greek Sheperd Dogs, w celu ograniczenia konfliktów pomiędzy hodowcami owiec a niedźwiedziami. Psy skutecznie bowiem odstraszają misie i bronią stada. Dzięki temu spada odsetek niedźwiedzi zabijanych przez hodowców w akcie zemsty za skradzioną trzodę.

O hodowli rasy, tutaj.

Problemy takie jak: fragmentacja środowiska, karczowanie lasów, wypadki komunikacyjne z udziałem niedźwiedzi, zakłócanie spokoju zwierzętom i inne, które spotykamy również w naszym kraju, są obecne w Grecji. Zmiany klimatyczne zaś, podobnie jak w innych krajach Bałkanów objawiają się głównie poprzez samoistnie wybuchające pożary lasów. Jak można się domyślić ginie w nich wiele zwierząt, w tym niedźwiedzie.

Niedźwiedzie na Słowacji i w Czechach:

Karpacka populacja niedźwiedzi brunatnych jest narażona na wyginięcie. W Czechach odnotowuje się jedynie kilka osobników, które czasami migrują poza granicę Słowacji. Czeski naród nie może się poszczycić swoją własną populacją tych dużych drapieżników. Czeskie misie pozostały dziś jedynie w niewoli. Żyją w pozostawiających wiele do życzenia warunkach.

Słowacka populacja niedźwiedzi liczy około 1000 osobników i podlega corocznym odstrzałom. Czasami łupem myśliwych padają misie pochodzące z innych krajów, w tym z Polski, co negatywnie wpływa na populację zamieszkującą nasz kraj. Niedźwiedzie niestety nie znają granic.

Słowackim kudłaczom towarzyszą również te same problemy co niedźwiedziom w Polsce.

Niedźwiedzie w Austrii i we Włoszech:

Populacja niedźwiedzi w Austrii jest niewielka i objęta ścisłą ochroną gatunkową. Ma jednak tendencję wzrostową. Misie skupiają się głównie w dwóch odseparowanych od siebie populacjach. W Alpach, przy granicy ze Słowenią i Włochami oraz w części Alp zlokalizowanych w centrum kraju, gdzie niedźwiedź został reintrodukowany.

Problemy jakie dotykają tam gatunek są identyczne z tymi w Polsce, aczkolwiek jego ochrona stoi na dość wysokim poziomie.

We Włoszech niedźwiedzie zamieszkują Park Narodowy Abruzzo i jego okolice, czyli centralną część Gór Apenińskich. Ich populację szacuje się na około 100 osobników i jest większa od populacji niedźwiedzi zamieszkujących Austrię. Druga, niewielka i oddzielna populacja żyje w centralnych Alpach w prowincji Trento. Jej przyszłość jednak pozostaje pod wielkim znakiem zapytania. Tamtejsze niedźwiedzie nieustannie wchodzą w konflikt z mieszkańcami pobliskich miejscowości, którzy domagają się odstrzału niedźwiedzi. Misie we Włoszech borykają się z problemami identycznymi do problemów niedźwiedzi w Polsce i objęte są ścisłą ochroną gatunkową.

Smutna historia dotyczy niedźwiedzi Szwajcarii, które zostały całkowicie wytrzebione, nawet w tamtejszych Alpach. Zdarzenie sprzed kilku lat opisane w poniższym artykule dowodzi, że Szwajcarzy niedźwiedzi w swoim kraju mieć nie chcą i nie potrafią zaakceptować ich obecności.

Przypomnę, że niegdyś ten wspaniały drapieżnik zamieszkiwał tereny całej Europy. Dziś jego zasięg na mapach znaczy się kropeczkami.

Idziemy do przodu z techniką, szkoda, że nie potrafimy pokonywać swoich mentalnych ograniczeń. Poukładane jak w szwajcarskim zegarku życie górskiego ludu, pokrzyżowało nagłe pojawienie się niedźwiedzia. Został on reintrodukowany razem z kilkoma innymi misiami we Włoszech i nieoczekiwanie przeszedł na stronę szwajcarską. Postanowiono więc go zabić. Wojna totalna wymierzona w gatunek, który wcale złych zamiarów nie miał. No cóż, niektórzy tolerują jedynie owce i krowy.

https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/786618,Szwajcaria-jedyny-niedzwiedz-zyjacy-na-wolnosci-zostal-zastrzelony

WEDŁUG IUCN NIEDŹWIEDZIE POPULACJI APENIŃSKIEJ ORAZ ALPEJSKIEJ OTRZYMAŁY STATUS KRYTYCZNIE ZAGROŻONYCH.

Niedźwiedzie we Francji i Hiszpanii:

Cała Francja, a w ubiegłym wieku również francuskie Alpy zostały całkowicie ,,pozbawione” niedźwiedzi. Podbierając sobie coraz to większe tereny – ludzie uniemożliwili niedźwiedziowi niezależną egzystencję. Ten, by ułatwić sobie życie zaczął wykradać ludziom owce.

Tak we Francji rozpoczęła się nigdy niezakończona wojna totalna wymierzona przeciw niedźwiedziom. Zabijano ich tysiące, bez opamiętania, w szale nienawiści, w chęci eksterminacji gatunku. Wymagano respektowania od nich zasad wprowadzanych przez ludzi, jednocześnie nie szanując praw którymi rządzi się dzika przyroda.

Tak, na terenie Pirenejów, w dwóch osobnych populacjach ostało się dziś tylko około 20 niedźwiedzi (koło dziesięciu przy granicy z Hiszpanią w centralnych Pirenejach i koło dziesięciu przy granicy z Hiszpanią we wschodnich Pirenejach). Porównując tę liczbę do ilości zwierząt sprzed 40 lat (pięć sztuk) wydaje się ona całkiem spora. Mimo to, zaostrzający się ciągle konflikt między niedźwiedziami a francuzami hodującymi owce, nie wróży tym pierwszym świetlanej przyszłości. Hodowcy ciągle domagają się odstrzału zwierząt.

Dla niedźwiedzi, pomimo że w górach brakuje miejsca. Są tam traktowane jako niepotrzebne zło. Mimo programów reintrodukcji wprowadzonych przez rząd oraz najszczerszych chęci miłośników dzikiej przyrody do ochrony gatunku, mało prawdopodobnym jest, by przy takim nastawieniu ze strony ludności zamieszkującej te tereny, niedźwiedź z Pirenejów miał jakiekolwiek szanse na przetrwanie.

Niedźwiedzie brunatne we Francji są krytycznie zagrożone wyginięciem, a z roku na rok jest ich coraz mniej. Pomimo, że są gatunkiem chronionym ściśle prawem, co jakiś czas znajduje się postrzelonego, martwego misia. Ich sytuacja wydaje się być najpoważniejsza, a uchronienie gatunku prawdziwym wyzwaniem.

W Hiszpanii niedźwiedzie żyją w górach Kantabrii, przechodząc przez granicę z Francją widywane są również w Pirenejach. Populację Kantabryjską budują dwie małe, oddalone od siebie o 50 km grupy. Eliminuje to możliwość wymiany genetycznej między nimi. Liczebność tych ssaków szacuje się na mniej niż 60 zwierząt w zachodniej części gór i około 20 osobników na ich wschodzie. W Pirenejach odnotowano zaledwie 5 osobników. Problem nielegalnych odstrzałów, zakładanie na niedźwiedzie wnyków, podrzucanie im owiec i mięsa zatrutego strychniną, to niestety ciągle popularne praktyki uprawiane przez lokalną społeczność Hiszpanii. Toczy się tam podobnie jak we Francji, wojna z niedźwiedziami, której końca nie widać. Hiszpańskie niedźwiedzie otrzymały status – krytycznie zagrożonych wyginięciem.

ZATEM POPULACJA PIRENEJSKA I KANTABRYJSKA NIEDŹWIEDZI BRUNATNYCH JEST KRYTYCZNIE ZAGROŻONA WYGINIĘCIEM.

Niedźwiedzie w krajach Skandynawskich: (Norwegia, Finlandia, Szwecja).

Populacja Skandynawska otrzymała status – ostatniej troski. Pomimo tego, że nie należy do najliczniejszych jest stabilna i ciągle rośnie. Niedźwiedzie występują tam również na terenach nizinnych, co w dzisiejszych czasach na terenie Europy należy do rzadkości. Zwierzęta te zamieszkują całą Finlandię i jest to niemal jedyny kraj Europy, gdzie pierwotny zasięg niedźwiedzi nie uległ zmianie (nie skurczył się). Spotyka się je również w środkowej i północnej Szwecji oraz w Norwegii (tylko przy granicy, ze Szwecją). Szwedzi mogą pochwalić się populacją tych zwierząt dochodzącą do ponad 3000 osobników. Ponad 1000 żyje w Finlandii i nieco powyżej 100 w Norwegii.

Kraje Skandynawskie monitorują populację tych dużych drapieżników bardzo skrupulatnie, poprzez obroże GPS. Czy wpływa to pozytywnie na ochronę gatunku? To raczej kwestia sporna. Tropienie niedźwiedzi daje wiele informacji na temat życia i problemów gatunku, kontroluje też jego zasięg i poczynania. Skutecznie jednak utrudnia życie niedźwiedziom i może zmniejszyć jego komfort. Zdarzają się również przypadki śmiertelne, kiedy niedźwiedź zawiśnie gdzieś na obroży. Jeśli obwód naszyjnika nie zostanie też dobrze wyliczony, obroża może wrastać w skórę szyi, a nawet udusić zwierzę. Znane są takie przypadki.

Kraje Skandynawskie po dziś dzień nie zrezygnowały z polowań na misie, mówimy tutaj głównie o Finlandii i Szwecji, gdzie robi się to corocznie. Kiedy zaś niedźwiedź wpada w konflikt z hodowcami owiec czy bydła, bez sentymentów zostaje skazany na śmierć. Ten problem dotyczy szczególnie Norwegii, pomimo iż zwierzę to jest objęte w tym kraju ochroną gatunkową.

W Szwecji i Finlandii ludzie nauczyli się żyć obok niedźwiedzi. Zamieszkują one zalesione okolice wsi i miast. Tak już jest od wieków i nikogo to nie dziwi. Najbardziej misie ukochali sobie Szwedzi, którzy obserwując proces eksterminacji niedźwiedzi w Finlandii, postanowili nie pójść tą samą drogą. Po dziś dzień znane są mądre słowa Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk: ,,Sprawą honoru naszego kraju, jest niedopuszczenie do wymarcia tych interesujących zwierząt i ich ochrona.” Finowie wysiłki ochrony gatunku podjęli nieco później.

Niedźwiedzie Łotwy i Estonii:

Populacja północno – wschodnia niedźwiedzi uznawana jest za największą w Europie i oprócz wyżej wymienionych Państw, obejmuje ona jeszcze Rosję i Białoruś. Otrzymała status najmniejszej troski, choć doskonale wiemy już jak wygląda sytuacja niedźwiedzi w dwóch ostatnich wymienionych krainach.

Dużo lepiej przedstawia się ona w Estonii. Wydaje się, że świadomość tamtejszego społeczeństwa i rozumienie konieczności ochrony gatunku, stoją na zadowalającym poziomie.

W Estonii żyje prawie 800 niedźwiedzi, a ich populacja ciągle rośnie. Okazuje się, że nawet w tak małym kraju mogą pomieścić się za równo misie jak i ludzie. Ciemna strona medalu to coroczne polowania na te zwierzęta.

Sytuacja Łotewskich niedźwiedzi wygląda już nieco inaczej. Podlegają one ochronie restrykcyjnej, ponieważ żyje ich tam tylko kilkadziesiąt. Borykają się one z problemami podobnymi do problemów niedźwiedzi w Polsce.

Na Litwie zwierzęta te pojawiają się jedynie sporadycznie, podczas migracji.

W przeszłości niedźwiedzie Europy były intensywnie zwalczane i zgodnie z prawem, mogli zabijać je wszyscy, bez względu na rodzaj motywacji. Każdy powód był dobry. Gatunek traktowany jako wysokiej szkodliwości, miał zostać wyeliminowany całkowicie.

Niedźwiedź brunatny europejski przetrwał po dziś dzień tylko dlatego, że kilku światłych ludzi postanowiło poświęcić życie jego protekcji. Za ich wstawiennictwem zaczęły powstawać ustawy o ochronie gatunku. Zakazy dotyczące polowań i wyłapywań.

Mimo to, dla niektórych populacji pomoc pojawiła się zbyt późno. W krajach w których udało się go ocalić, raz wyparty w góry nigdy na niziny nie powrócił. Tereny wyżynne są dziś praktycznie jedynymi na których można spotkać niegdysiejszego władcę lasów i puszcz.

Krzywd mu wyrządzonych przez wieki nie wynagrodzimy. Ale analizując je, możemy zapobiegać kolejnym – nowym i tym ciągle przerabianym.

Obecnie przysługuje mu już tylko tytuł króla gór. I bez wątpienia w nich włada. Nam pozostaje jedynie to uszanować i ustąpić – tak jak on kiedyś wspaniałomyślnie ustąpił NAM.

Pamiętajmy o jego królewskich przywilejach i o tym, że w górach jesteśmy GOŚĆMI.

Niech nigdy więcej nie przyjdzie nam do głowy pozbawiać go jego prawowitych terenów i życia. Niech tam króluje. Oby jak najdłużej.

*Niedźwiednik: Osoba posiadająca wytresowanego niedźwiedzia, prezentującego uliczne sztuczki. Nazwa mocno zakorzeniona w historii.

art. Maria Kuczkowicz – W imieniu tych, co nie mówią

Reklamy

Jak Ty możesz pomóc Słoniom azjatyckim

W jaki sposób przyczyniać się do ochrony Słonia azjatyckiego

  1.  Zaprzestań chodzenia do cyrków i odradzaj innym. Zarówno w cyrkach zagranicznych jak i krajowych, dzikie zwierzęta poddawane są drastycznym i brutalnym tresurom, które poprzedza bardzo wczesny proces izolacji od matki. Odbywa się to w celu wyuczenia ich posłuszeństwa i sztuczek. Kupujący bilety sprawiają, że biznes ten jest ciągle opłacalny, a rodzące się w niewoli młode zwierzęta skazywane na dożywotnią niewolniczą pracę. Poza tym nigdy nie jesteśmy pewni, czy występujące na arenie stworzenie nie pochodzi z nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami. W takim przypadku wydaliśmy podwójny wyrok: na matkę, która została zabita i jej dziecko odebrane środowisku naturalnemu. Pamiętaj, że wspierając tego typu rozrywki dobrze bawisz się tylko Ty, zwierzęciu fundujesz piekło. Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 14 -26.
  2. Oszczędzaj papier! Drewno jest głównym surowcem do jego produkcji. Przeznaczaj zużyty na makulaturę i w miarę możliwości kupuj produkty papiernicze pochodzące z odzysku (zeszyty, papier do drukarki, notesy makulaturowe, papier toaletowy, do drukowania ulotek, plakatów i zdjęć, papier do pakowania prezentów – można je znaleźć w internecie). Nieustanne karczowanie lasów na potrzeby międzynarodowego przemysłu drzewnego, przyczynia się do ciągłego kurczenia powierzchni leśnych, stanowiących środowisko naturalne słoni azjatyckich. Stało się to powodem uznania tego gatunku za zagrożony wyginięciem. Brakuje dla niego miejsca na wolności. Drewno z Azji trafia również do Polski i nie wykluczone, że z lasu godzinami wyciągał je umęczony azjatycki słoń. Paradoksem sytuacji tych zwierząt jest to, że w wielu krajach azjatyckiego kontynentu w dalszym ciągu tresuje się je i wykorzystuje, jako tania siła robocza do wyciągania pni drzew z lasów (dewastowania ich własnego środowiska). Podczas ciężkiej fizycznie pracy, narażane są na utratę zdrowia fizycznego i psychicznego. Wielokrotnie też, umierają z wyczerpania. Pamiętajmy, że nawet jeśli przestaną istnieć cyrki i turystyka wykorzystujące te zwierzęta, słonie nie mają szans na powrót ku wolności bez lasów.
  3. Drukuj dwustronnie, na cienkim papierze. Podejmuj się tej czynności tylko wtedy, gdy jest to naprawdę potrzebne. Wykorzystaj kartkę papieru do ostatniego wolnego miejsca. Zwłaszcza gdy nie korzystasz z papieru z odzysku. Jeśli posługujesz się papierem ekologicznym, oszczędzanie drzew i energii będzie jeszcze bardziej efektywne.
  4. Kupuj polskie wyroby z drewna (np. meble), ale tylko takie, które są Certyfikowane (np. certyfikat FSC). Dopiero wtedy mamy pewność, że drewno z którego produkt powstał, nie pochodzi z gospodarki rabunkowej, a zostało pozyskane w sposób legalny – ze zrównoważonych gospodarstw leśnych.
  5. Wstaw w stopce maila prośbę o rozważenie konieczności jego drukowania. Zachęci to odbiorcę do eko przemyśleń.
  6. Nie kupuj nowych książek. Dzisiaj prasę, wszelkie dzieła naukowe i literackie można czytać bądź kupić w sieci (E – prasa, E – książki). Jeśli zaś koniecznie chcemy coś mieć – fizycznie, wybierajmy książki i prasę drukowane na makulaturze, kupujmy rzeczy używane, wypożyczajmy materiały z biblioteki, wymieniajmy się z innymi.
  7. Ograniczaj lub zaprzestań spożywania ryżu i cukru trzcinowego. Faktem jest, że ogromne plantacje ryżu i trzciny cukrowej, pochłaniają hektary powierzchni leśnych, odbierając tym samym naturalne środowisko życia i żerowania słoni azjatyckich. Zwierzęta nie mając się gdzie podziać i wyjadając rolnikom uprawy przeznaczane na międzynarodowy handel, padają ofiarą frustracji i gniewu ludzi, którzy wybijają słonie całymi rodzinami. Z ograniczeniem cukru na pewno pójdzie na zdrowie!
  8. Możesz wesprzeć organizacje sadzące drzewa w Azji. http://www.bring-the-elephant-home.org. W ten sposób pomagasz odzyskać słoniom azjatyckim naturalne środowisko w którym żyją.
  9. Pisz listy do turystycznych agencji, rządowych agencji azjatyckich państw, do biur podróży, z prośbą o wzmożenie rozwoju i zwiększenie nacisku na turystykę proekologiczną, przyjazną dzikim zwierzętom, bardziej naturalną. Wyraź dezaprobatę dla turystyki wykorzystującej dzikie zwierzęta w Azji.
  10.  Wspieraj lokalną ludność azjatycką kupując (nawet przez Internet) pamiątki i wyroby produkcji ręcznej, pochodzenia naturalnego, lecz nie zwierzęcego (obrazy, figurki, odbicia stóp słoniowych, papierowe szafki na biżuterię, pojemniki itp.). Najlepiej by produkty papierowe, tworzone były z kału słonia (ekologiczne i wspierające inicjatywę zachowywania lasów dla zwierząt azjatyckich). Można je również kupić przez internet np. przez organizację ,,Elephant Parade”, wspierającą ochronę słonia azjatyckiego, poprzez sprzedawanie produktów alternatywnych takich jak: ,,słoniowy papier”, kolorowe figurki słoni, czy gipsowe słoniki do własnoręcznego pomalowania (http://www.elephantparadewebshop.com/ep/accessories/ paper-products). To bardzo oryginalny prezent dla kogoś, a jednocześnie mała cegiełka budująca lepszą przyszłość dla słoni azjatyckich. Wspomagając finansowo tubylców i wspierając wytwórnie papieru z kału słoniowego, zmniejszasz prawdopodobieństwo czerpania dochodów z pracy słoni na ulicy, oraz pomagasz rozwijać się programowi redukcji wycinki drzew na papier, którego ideą jest przywracanie słoniom lasów. Odsyłam do rozdziału ,,Surin Project – w imieniu trąb słoniowych” akapit 41-44.
  11.  Jeśli jesteś turystą w kraju azjatyckim, unikaj słoniowych show’ów i nie płać słoniom żebrzącym na ulicy za kilka żałosnych sztuczek, czy możliwość nakarmienia słonia trzciną cukrową. Nigdy nie wiesz na co mahout przeznaczy zarobione pieniądze. Bardzo dobrym wyjściem z sytuacji, będzie zakupienie w pobliskim sklepie bananów lub innych owoców i podanie słoniowi na ziemię, pod trąbę. W ten sposób będziesz pewien, że Twoje pieniądze zostały dobrze zainwestowane oraz pokażesz mahoutowi i innym turystom, że prawdziwie interesuje Cię dobro wygłodzonego zwierzęcia. Może nawet ich zawstydzisz i dasz do myślenia? Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 27.
  12. Nigdy nie korzystaj z przejażdżek czy trekkingów słoniowych. Tak samo jak wszelkie pokazy cyrkowe, wiążą się one z wcześniejszą tresurą słonia. Poza tym, prawdopodobnie razem z innymi zwiedzającymi, będziesz przyczyną nadmiernego obciążenia słonia. Bardziej satysfakcjonującym jest pokonanie zielonej dżungli pieszo, a większą frajdą zwiedzanie miasta tuktukiem! Polecam! Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 11-13.
  13. Kraje azjatyckie kuszą przeróżnymi ofertami turystyki słoniowej. Większość zwierząt trzymana jest w złych warunkach, wykorzystywana do trekkingów, pracy w polu, na ulicy, czy showów. Jeśli Tobie marzy się bliski kontakt ze słoniem, wybierz odpowiedzialnie. Postaw na ekologiczną formę turystyki słoniowej. Naturalną i nieinwazyjną dla słonia. Najlepiej wesprzeć jakąś dobrą organizację, zajmującą się ochroną Słonia Azjatyckiego. Przekazując pieniądze dla organizacji, wspierasz ochronę gatunku i masz możliwość obcowania z nim, oraz obserwowania go w jego naturalnym środowisku. Korzyść obustronna. A może nawet skusisz się na kilkutygodniowy wolontariat? Polecam ,,Surin Project” http://www.elephantnaturepark.org/enp/en/21-surin-project-weekly-volunteer oraz http://www.surinproject.org/, lub inne projekty organizacji ,,Save elephant Foundation” http://www.saveelephant.org/, jak np. Elephant Nature Park http://www.elephantnaturepark.org
  14.  Nigdy nie kupuj produktów pochodzących ze słoniowych części ciała (lub innych dzikich zwierząt), czy też towarów podejrzanych. Prawdopodobnie zostały one zdobyte w wyniku działalności kłusowniczej. Azja jest największym dostarczycielem nielegalnych surowców pochodzenia zwierzęcego. Należy się wystrzegać nabywania tego typu artykułów w każdym kraju, nawet jeśli pochodzić one będą ze zwierząt hodowlanych. Kupujący towar, nakręcają proces hodowli i zniewalania zwierząt które powinny żyć na wolności. Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 36-45.
  15. Nie kupuj obrazów i malunków tworzonych przez słonie. Zawsze wiąże się to z tresurą.
  16. Opowiadaj o problemach słoni i o tym jak im pomóc – uświadamiaj innych!
  17. Zostań Wolontariuszem! 🙂

 DSC_0136             

Działania prowadzone na rzecz ochrony Słonia Azjatyckiego

1. Wprowadzanie zakazów wycinki drzewa z lasów azjatyckich (nie obejmuje wszystkich krajów).
2. Zakładanie wytwórni papieru ze słoniowego kału.
3. Działalność organizacji sadzących drzewa w Azji.
4. Tworzenie Parków Narodowych na terenach naturalnego występowania słoni azjatyckich (nie na wszystkich terenach i nie we wszystkich krajach Azji).
5. Kłusownictwo na słoniu azjatyckim dziko żyjącym jest nielegalne (zakaz słabo przestrzegany, w większości przypadków brak ponoszonych konsekwencji).
6. Zakaz wywożenia produktów ,,odsłoniowych” z krajów azjatyckich (kość, skóra, mięso), niestety na terenie samej Azji handel tymi produktami jest legalny.
7. Zakładanie organizacji wolontariackich i broniących praw słonia azjatyckiego. (uświadamianie turystów o brutalności tresury, ukazywanie prawdy o cyrkach, trekkingu i żebraniu na ulicy, produktach słoniowego pochodzenia, wspomaganie ludności lokalnej, zapewnianie słoniom żyjącym w niewoli warunków zbliżonych do naturalnych).
8. Zakładanie szpitali, parków i ośrodków rehabilitacyjnych dla słoni starych, chorych, rannych, po traumatycznych przeżyciach i wyniszczonych pracą.

DSC_0004

art. Maria Kuczkowicz

Jak Ty możesz pomóc Żółwiom morskim Karetta

Jak przyczyniać się do ochrony Caretta caretta 

W Polsce:

  1. Staraj się nie używać plastikowych toreb, butelek itp. Nie tylko nad morzem. Ale ogólnie – w życiu. Być może segregujesz śmieci, nie palisz i nie rzucasz pod nogi reklamówek, ale na całym świecie żyją miliardy ludzi, a wiemy – ilu ludzi, tyle sposobów myślenia i przekonań. Składujemy miliony ton odpadków, z czego olbrzymia część może trafić do rzek, a dalej do mórz i oceanów. Żółwie morskie (i inne zwierzęta) często mylą dryfującą w wodzie reklamówkę ( lub inne przedmioty z tworzyw sztucznych) z ich naturalnym pożywieniem (żółwie Caretta np. z meduzami). Połknięta reklamówka, która nie może zostać wydalona z przewodu pokarmowego, prowadzi do zatkania przewodu pokarmowego, dalej wycieńczenia organizmu zwierzęcia i śmierci. Używanie toreb wielorazowego użytku, po pierwsze jest bardziej korzystne dla naszej kieszeni, a po drugie pomaga w walce ze straszliwą epoką plastiku. Pamiętajmy, że popyt rodzi podaż. Dopóki plastik będzie cieszyć się zainteresowaniem klienta, (niezależnie od tego czy jest za darmo czy nie) jego produkcja będzie rosła. Jeśli zainteresowanie zacznie spadać, produkcja przestanie się opłacać. Uniwersalna zasada. Zacznijmy zmiany od SIEBIE.
  2. Nigdy nie śmieć. Wydaje się oczywiste. Niestety, wystarczy rozejrzeć się wokoło, żeby  zrozumieć, że dla wielu ta prosta i logiczna zasada, wydaje się być zbyt wymagającą i nie zrozumiałą. Nie ma ogólnego wyobrażenia i świadomości społecznej na temat losu wyrzucanych pod nogi śmieci. Wrzucona do rzeki np.opona (nie wspominając o plastiku) potrafi się z jej prądem przemieszczać. W ogromnym procencie to, co dostaje się do rzek, potem nagle pojawia się ,,w dziwnych okolicznościach” w morzach, siejąc po drodze zniszczenie oraz śmierć. Zapraszam do obejrzenia zdjęć w rozdziale “Pułapki czyhające na żółwie Caretta”. Tam zobaczycie co potrafi zrobić, na przykład niepozorna reklamówka czy butelka, niegroźne krzesło, nieszkodliwy leżak – ogromnemu żółwiowi morskiemu.
  3. Wyrzeknij się morskiej ryby, ewentualnie wybieraj ryby z hodowli. Niestety na świecie ciągle dominuje tradycyjny połów ryb – z nieoznakowanymi dla innych zwierząt morskich sieciami (urządzeniami akustycznymi i świecącymi) – które mogłyby ostrzegać je przed przypadkowym zaplątaniem. Nie od dziś wiadomo, że sieci rybackie pochłaniają miliony istnień mórz i oceanów. W ich oczkach życie tracą nie tylko NADMIERNIE poławiane – ryby, ale i setki ,,przypadkowych” nieszczęśników, między innymi żółwie morskie. Poza tym masowe połowy napędzane przez rybołówstwo przemysłowe, doprowadzają do dramatycznego spadku ilości ryb, które stanowią pożywienie również dla zwierząt morskich – między innymi żółwi.Ja zachęcam do odmówienia sobie ryb morskich – nie tylko ze względówempatycznych, ale i zdrowotnych. Wielokrotnie mrożone i rozmrażane ryby, które dostępne są w sklepach, prócz białka nie dostarczają nam zbyt wielu substancji odżywczych. Białko można znaleźć też w innych produktach. Natomiast tak wysokiej zawartości metali ciężkich, dioksyn i innych substancji chemicznych jak w mięsie rybim – nie ma chyba w żadnym innym produkcie. JEDNAK MAM TEŻ PROPOZYCJĘ DLA TYCH, KTÓRZY Z MIĘSA RYBIEGO NIE ZREZYGNUJĄ. Zawsze wybierajcie ryby – nie zagrożone wyginięciem – lista WWFu http://ryby.wwf.pl/poradnik/  (połowy zrównoważone). A najlepiej ryby z hodowli.

Jeśli spędzasz wakacje na terenie wiadomego występowania karetta (sprawdzaj):

  1. Wybieraj możliwie takie morskie środki transportu, które nie są dla niego potencjalnie niebezpieczne. Na  wycieczki poznawcze oraz poszukiwawcze w celu obserwacji karetta, doskonałym pomysłem będzie rower wodny czy ponton. Będziesz mógł delektować się prywatnością i spokojem, czego nie zapewnią Ci zatłoczone i rozwrzeszczane statki i łodzie turystyczne. Poza tym zapewnia to delikatny wysiłek fizyczny, który dodatkowo wpływa na zdrowie poprzez wdychanie świeżego morskiego powietrza 🙂. Oprócz tego, w każdym momencie możesz urządzić sobie kąpiel, bądź zrobić przerwę na nurkowanie. Być może Twoja wielkomyślność zostanie nagrodzona i wspaniały mieszkaniec morza, jakim jest Caretta caretta pozwoli Ci z sobą popływać..?
  2. Pamiętaj, aby wystrzegać się dań zawierających żółwiowe mięso i jaja. Nie prawdą jest, że Twoja odmowa i tak niczego nie zmieni. Właśnie przez tysiące osób myślących w ten sposób, populacje zagrożonych gatunków bez przerwy się kurczą. Żółwie morskie zabijane są masowo, ponieważ stanowią atrakcję kulinarną dla turystów. Można na tym dobrze zarobić. Na miejsce każdego ,,zjedzonego” żółwia trafia kolejny. Obecnie wszystkie gatunki żyjących żółwi morskich są zagrożone wyginięciem.
  3. Podczas urlopu nad morzem zrezygnuj z z ryb morskich i innych owoców morza serwowanych w lokalnych knajpach i restauracjach. Połowów przybrzeżnych ryb – zaopatrujących nadmorskie lokale, często dokonuje się przy użyciu harpunów. Te niejednokrotnie dotkliwie ranią inne morskie stworzenia w tym żółwie. Przybrzeżne sieci rybackie stanowiące drugi sposób połowów tradycyjnych – przybrzeżnych, są bardzo niebezpieczną pułapką dla żółwia karetta, która potrafi uwięzić go pod wodą prowadząc do utonięcia zwierzęcia. W najlepszym wypadku zaplątane płetwy żółwia ulegają martwicy i zwierzę staje się kaleką, niezdolną do samodzielnego życia.
  4. Sprzątaj po sobie na plaży. Wrzucaj śmieci do… kosza. Jeśli nie ma go w pobliżu, zabierz je ze sobą. Nie ważą dużo! Gdy zobaczysz cudze śmieci nic Ci się nie stanie jeśli sprzątniesz również i te, albo po prostu upomnisz ,,sąsiadów zaśmiecaczy”. Śmieci pozostawione na plaży stanowią pułapkę dla młodych zmierzających do morza (butelki, torebki). Te, które zostaną zawleczone do wody, zjadane są przez pomyłkę przez dorosłe żółwie. W jednym i drugim przypadku oznacza to śmierć.
  5. Przestrzegaj zakazów i nakazów dotyczących plaż chronionych! Nigdy nie wchodź na takie plaże po zmroku. Jest to czas gniazdowania Caretta caretta, których nie wolno wtedy płoszyć i niepokoić. Na takich plażach są wyznaczone trasy przemieszczania się i leżakowania, nigdy ich nie przekraczaj! Nie przemieszczaj i nie niszcz zabezpieczeń gniazd żółwiowych!
  6. ,,W pobliżu plaż (kempingi, hotele) w okresie gniazdowania żółwi (od kwietnia do października) i po godzinie 22.00, powinno ograniczyć się bądź zrezygnować z oświetlenia. Każde dodatkowe źródło światła z wyłączeniem księżyca i gwiazd, dezorientuje samice i młode sprawiając, że zaczynają podążać w złym kierunku. Nie hałasuj – hałas płoszy składające jaja samice.”
  7. Na teranie występowania żółwi morskich, używaj tylko tej części plaży (leżakowanie, wbijanie parasoli, zabawy w piasku), która znajduje się bardzo blisko morza (max. 5 metrów od morza), nawet jeżeli nie jest to plaża chroniona i oznakowana. Żółwice wybierają różne plaże do założenie gniazd, nie koniecznie wiadome nawet dla organizacji chroniących. Zawszejednak składają one jaja  w tylnej części plaży, aby zapobiec wymywaniu gniazda przez fale morskie. Usadawiając się wyżej, możesz uszkodzić gniazdo i przerwać niezbędny do inkubacji jaj dostęp promieni słonecznych.
  8. Nigdy nie zostawiaj ani nie przemieszczaj na plaży dużych obiektów (tj. leżaków, stolików, kamieni, kawałków gałęzi i pni drzew) oraz nie pozostawiaj budowli z piasku. Po spędzonym na plaży dniu, należy wszystkie duże obiekty, śmieci oraz piaskowe budynki usunąć.Pozostawione na plaży będą stanowić przeszkodę dla dorosłych żółwi, a pułapki dla młodych zmierzających do morza.
  9. Najlepiej w ogóle nie używać parasoli przeciwsłonecznych na plażach gniazdowanych przez żółwie. Na niektórych plażach występuje całkowity zakaz korzystania z tego rodzaju sprzętu.
  10. Na plażach usytuowanych na obszarach występowania żółwi bezwzględnie zabrania się parkowania pojazdów!
  11. Na tych samych plażach powinno się zrezygnować z wszelkich gier polegających na użyciu piłki i innych latających obiektów.
  12. Jeśli zauważysz młode wykluwające się z jaj bądź wędrujące przez plażę, nie przenoś ich. Możesz ewentualnie usuwać przeszkody z ich drogi i nadzorować podróż do morza. Młode muszą wzmocnić i rozwinąć mięśnie przed oceaniczną podróżą.
  13. Jeśli zauważysz na plaży rannego, osowiałego żółwia, nie reagującego energicznie na obecność człowieka, bądź unoszącego się po powierzchni  morza, niezwłocznie powiadom o tym organizację chroniącą żółwie morskie, straż morską lub też inny organ porządkowy, który z pewnością będzie wiedział jakie podjąć dalsze kroki.
  14. Zostań wolontariuszem !!! 🙂

ż

Działania prowadzone na rzecz ochrony Caretta caretta

  1. Akcje uświadamiające dla rybaków i akcje uświadamiające dla turystów w hotelach, na plażach, oraz statkach turystycznych, a także rozdawanie ulotek informacyjnych turystom na temat tego, co jest zagrożeniem dla żółwi i czego nie należy robić na terenach ich występowania, oraz jak się zachować w sytuacjach spotkań z żółwiem.
  2. Regulacje prawne zezwalające na obserwację żółwi caretta caretta z łodzi turystycznych i łodzi ze szklanym dnem, ale tylko wtedy, gdy: Wokół obserwowanego żółwia nie  pływa więcej niż 2 łodzie, co pozwala żółwiowi swobodnie odpłynąć. Jeśli żółw znajdzie się na dnie łodzi, łódź wyłączy śruby.
  3. Polowanie na żółwie morskie oraz wykopywanie ich jaj jest karalne (niestety nie dotyczy to wszystkich krajów np. Chin).
  4. Obejmowanie ochroną coraz większej ilości plaż (wprowadzanie ograniczeń i zasad korzystania z plaży, patrolowanie plaży, zakaz budowania hoteli).
  5. Tworzenie Morskich Parków Narodowych, morskich patroli nocnych.
  6. Wprowadzenie ograniczeń czasowych odlotów i wylotów samolotów (do 22.00).
  7. Tworzenie organizacji „wolontariackich” na rzecz ochrony Caretta Caretta:
  • Prowadzenie Ośrodków rehabilitacyjnych.
  • Ochrona gniazd na plażach.
IMG_2873

Żółwiowe gniazda chronione na plaży Laganas – Zakynthos

art. Maria Kuczkowicz

Tysiące problemów gigantów Azji

Majestatyczne i piękne. Od tysięcy lat przemierzały tropikalne lasy Azji południowo-wschodniej, ciesząc się niekończącą przestrzenią i nieograniczoną wolnością.
Dziś, wolność łagodnego giganta jest mu nieustannie odbierana, a jego środowisko naturalne nieubłaganie się kurczy.

Niegdyś powierzchnia leśna, pokrywała całą Azję południowo – wschodnią. W celach urbanizacyjnych człowiek stopniowo rozpoczął wylesianie. Szukał łatwego i taniego sposobu na pozyskiwanie drzewa z lasu. Najbardziej opłacalnym robotnikiem okazał się słoń. Odtąd masowo był zniewalany i brutalnie tresowany do pracy.

Przewiązany łańcuchami, z człowiekiem na grzbiecie trzymającym hak w ręku, zmuszany był i nadal jest do niewolniczej pracy – wyciągania pni drzew z lasu.

Najpierw wlecze za sobą ścięty pień drzewa, po czym wykłada go przy użyciu trąby na przyczepę ciężarówki. Obciążenie zwykle nie jest dopasowane do możliwości słonia. Wieloletnia, wyniszczająca praca w lesie skutkuje chorobami kończyn i kręgosłupa. Niedostateczna i niepełnowartościowa dieta oraz brak wody w ciągu dnia, doprowadzają do skrajnego wycieńczenia zwierzęcia. Fizjologia przewodu pokarmowego słonia, pozwala mu na całkowite strawienie i wchłonięcie do krwi bardzo małej ilości substancji odżywczych, pochodzących z jednorazowo pobranego pokarmu. Dlatego, aby zaspokoić swoje dzienne zapotrzebowanie energetyczne i odżywcze, słonie w naturze pobierają pokarm praktycznie w ciągu całej doby. Całodzienna praca w lesie związana jest z wieloma godzinami głodówki i ubogim jadłospisem.

Nad zwierzęciem nikt się nie lituje. Obowiązuje zasada – do ostatniego pnia. Zapadające się w błocie nogi słoniowe często odmawiają posłuszeństwa, wtedy swoją rolę odgrywa hak. Trzymany w ręku bezlitosnego i chciwego człowieka stanowi narzędzie zadające ogromny ból, zmuszające do mobilizacji ostatnich sił. Niebezpieczna praca w lesie zabiera słoniom zdrowie, czasem niesie nawet śmierć. Wielokrotnie zdarza się, że słoń podczas pracy upada i już nie wstaje.

Clip maker Roland Andrijauskas, travel photographer. http://www.rollindust.com

W taki sposób słonie zostały wciągnięte w fatalny dla siebie w skutkach, proces karczowania lasów azjatyckich. Paradoksalnie stały się swoim  przekleństwem, niszczycielami własnego leśnego domu. Wrażliwe i pełne uczuć zwierzę, sterowane egoistycznymi interesami i potrzebami człowieka. Za pewne ból i rozpacz targały jego sercem, gdy własnym ciałem wyrywał konary prastarych drzew, będących jego schronieniem i żywicielem. Ale strach przed zadającym ból hakiem, przywołującym traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, nie pozwalał przeciwstawić się oprawcy. Ciągle przed oczyma widział swoją umierającą matkę. Słyszał swój przeraźliwy krzyk, wołanie o pomoc. Ciągle czuł tysiące łańcuchów, lin i haków, które zadawały ten sam przenikliwy ból jak wtedy, gdy brutalnie wywlekali go z lasu.

Hak oprawca, broń mahouta, zmuszająca słonia do bycia posłusznym

Hak oprawca, broń mahouta, zmuszająca słonia do bycia posłusznym.     Fot. Maria Kuczkowicz

Powierzchnia terenów leśnych stopniowo się kurczyła, zupełnie tak samo jak liczba dzikich słoni, dla których zaczęło brakować miejsca w ich naturalnym środowisku. Tysiące zniewolonych zwierząt chcąc nie chcąc, stawało się totalnie zależnymi od ludzi. Z miesiąca na miesiąc pojawiało się coraz więcej miast, coraz więcej powierzchni gospodarczych opanowywanych przez człowieka. Drewnem intensywnie handlowano z innymi państwami, zarabiając na tym dobre pieniądze. W końcu powierzchnia terenów leśnych, w niektórych krajach azjatyckich, skurczyła się do tego stopnia, że państwa zaczęły wprowadzać całkowity zakaz wywozu drzewa z lasu. W samej Tajlandii od roku 1900 do 1989 wykarczowano 70% całkowitej powierzchni leśnej tego kraju. Mimo tego, w dalszym ciągu istnieją miejsca, w których pozyskiwanie drzewa z lasu jest legalne, oraz miejsca, w których nie unika się wycinki nielegalnej. Krajami azjatyckimi nieprzerwanie karczującymi lasy, są: Indie, Birma, Laos, Kambodża, Chiny, Borneo.

Wprowadzenie zakazu wycinania lasów, nie rozwiązało problemów i nie zatrzymało napływających kłopotów słonia Azjatyckiego, wręcz przeciwnie. W momencie pojawienia się zakazu, liczba kłopotów i problemów zaczęła szybko wzrastać i spadać na nie bardzo gwałtownie.
Teraz słonie straciły nie tylko dom ale i pracę, która zapewniała wyżywienie. Na potrzeby zaistniałej sytuacji, w Tajlandii powstała organizacja przywracająca zwierzęta naturalnemu środowisku ,, Elephants reintroduction foundation”. Szybko jednak przekonała się, że obecna ilość lasów Tajlandzkich ( 30%), nie zapewni schronienia dla nieograniczonej ilości zniewolonych słoni. Dalsza opcja wypuszczania ich na wolność stała się niemożliwa. Dla wielu mahout’ów* utrzymanie słonia przestało być opłacalne. Wiele słoni wylądowało na ulicy Azjatyckich miast, jak bezdomne psy. Zaczęły poznawać smak głodu, niedostatku, samotności i braku domu. Nie przynosząc dochodu rodzinie, stały się tylko nie potrzebnym, bezużytecznym balastem i wydatkiem.

Inni posiadacze zwierząt, zaczęli znajdować alternatywne sposoby czerpania z nich dochodu. I tak zrodziła się turystyka, w której rolę główną zaczął odgrywać słoń.

Słoń w cyrku, grający w piłkę nożną.

Kilkuletni słonik pracujący w cyrku.      Fot. Maria Kuczkowicz

Turyści jadący na słoniu

Turyści jadący na słoniu.   Fot. Maria Kuczkowicz

Dziś występuje niezliczona ilość form turystyki słoniowej, jaką może zadowolić się nieświadomie żerujący na nieszczęściu słonia turysta. Podstawową i najbardziej popularną jej formą jest tzw. trekking na słoniach, albo najprościej rzecz ujmując, jazda na słoniach. Ta atrakcja turystyczna organizowana jest paradoksalnie, w niektórych Parkach Narodowych czy na ulicach miast oferujących zwiedzanie starych świątyń, jak ma to miejsce np. w starej stolicy Tajlandii – Ayutthayi. Turyści za sowitą opłatą mogą z wysokiej platformy, wsiąść na umocowane na grzbiecie przegrzanego i przeciążonego zwierzęcia krzesło, a potem już tylko delektować się zwiedzaniem.

Platforma do wsiadania na słonie w Ayutthayi.

Platforma do wsiadania na słonie w Ayutthayi.   Fot. Maria Kuczkowicz

Turyści wyruszający na zwiedzanie Ayutthayi

Turyści wyruszający na zwiedzanie Ayutthayi.  Fot. Maria Kuczkowicz

Naturalnym środowiskiem słoni azjatyckich są wilgotne lasy tropikalne, gdzie roi się od jezior, rzek i wodospadów. Słonie kilka razy dziennie zażywają chłodzących kąpieli i kryją się przed słońcem, pod rozpościerającymi się nad nimi koronami drzew. Nagrzany cement i beton podnosi temperaturę otoczenia, słoń nie ma się gdzie schować, nie ma gdzie ochłodzić, w dodatku na jego grzbiecie zapięte jest olbrzymie krzesło, na którym przesiaduje kilku zadowolonych, osłaniających się parasolem i wachlujących twarze turystów.

Na swoim grzbiecie słoń może dźwigać maksymalnie do 100 kg. Samo krzesło waży już kilkadziesiąt… Słoń pomimo swoich rozmiarów oraz wrażenia olbrzymiego i silnego zwierzęcia, również posiada ograniczone możliwości dźwigania i noszenia, to żywy organizm, który nie jest nie zniszczalny. Jego kręgosłup jest bardzo wrażliwy oraz podatny na uszkodzenia i przeciążenia. Dodatkowo miejsce w którym kładzie się krzesło jest najbardziej delikatną częścią słoniowego kręgosłupa. U słonia Azjatyckiego wyrostki kolczyste kręgów piersiowych są bardzo uwypuklone na zewnątrz, co tworzy jego charakterystyczną zaokrągloną sylwetkę i karpiowaty grzbiet, dlatego wyrostki te a szczególnie ich końce, są ubogo osłonięte mięśniami i bezpośrednio stykają się z krzesłem. Narażone są na stłuczenie, odgniecenie, odpryski, a nawet złamania.

IMG_0137        IMG_0502 Jedno krzesło i dwoje dorosłych ludzi to już ponad 100 kg, ile kg niesie słoń gdy ma na grzbiecie 5 osób?    Fot. Maria Kuczkowicz

Następnie turyści mogą wybrać się do cyrku na przeróżne pokazy i show’y słoniowe. Bardzo podobną formą turystyki, choć zaliczoną do odrębnej jest tzw. żebranie słoni na ulicy. Od nieograniczonej ilości sztuczek i trików, pokazywanych przez zwierzęta można dostać oczopląsu. Rozpoczynając od stawania na głowie, spacerowaniu na dwóch kończynach, tańcu na piłce, graniu w piłkę nożną, w kosza, gry logistyczne i planszowe, na malowaniu obrazków i graniu na instrumentach kończąc.

Słoń wrzucający piłkę do kosza.

Słoń wrzucający piłkę do kosza.   Fot. Maria Kuczkowicz

Sztaluga z obrazkiem namalowanym przez słonia.

Sztaluga do malowania, dla słoni.   Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń w kompletnie nie naturalnej pozycji ciała. Kręcący kołem Hula hop na trąbie.

Słoń w kompletnie nie naturalnej pozycji ciała. Kręcący kołem Hula hop na trąbie.   Fot. Maria Kuczkowicz

Oficjalny, sponsor występów cyrkowych w Tajlandii - firma produkujaca piwo oraz wodę ,,CHANG

Oficjalny, sponsor występów cyrkowych w Tajlandii – firma produkujaca piwo oraz wodę ,,CHANG”.   Fot. Maria Kuczkowicz

Oglądający turyści zachwycają się umiejętnościami zwierząt, radośnie klaszczą, śmieją się, dobrze bawią, korzystają z okazji zrobienia sobie zdjęcia na słoniowej trąbie. Widzą szczęśliwego słonia, który bawi się tak samo dobrze jak widownia i czerpie z wykonywania sztuczek ogromną przyjemność. Ba! wykonuje je dobrowolnie. Trzeba jednak być totalnie zaślepionym, nie mieć żadnej wyobraźni i świadomości, by nie wiedzieć, że takie zachowania dzikiego niegdyś zwierzęcia, są kompletnie nie związane z jego naturą. Ukryty bądź często widoczny ostry hak, uciskając odpowiednie, wrażliwe miejsce na ciele słonia, wymusza pożądaną pozycję i ruchy. Ludzie się doskonale bawią, a słoń jest terroryzowany i szantażowany ostrym narzędziem, przypominającym o torturach podczas nauki.

Każda zmiana położenia haka, wywołuje pożądaną reakcję słonia.

Każda zmiana położenia haka, wywołuje pożądaną reakcję słonia.   Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń w tak ogromnym stopniu obawia się bólu, że wystarczy delikatne muśnięcie jego skóry końcówką haka, bądź ustawienie go przed oczami słonia, by ten wykonał zadanie.

Słoń w tak ogromnym stopniu obawia się bólu, że wystarczy delikatne muśnięcie jego skóry końcówką haka, bądź ustawienie go przed oczami słonia, by ten wykonał zadanie.   Fot. Maria Kuczkowicz

Doskonale widać w jaki sposób człowiek za pomocą haka steruje słoniem.

Doskonale widać w jaki sposób człowiek za pomocą haka steruje słoniem.   Fot. Maria Kuczkowicz

Zdjęcie na słoniowej trąbie.

Zdjęcie na słoniowej trąbie.   Fot. Maria Kuczkowicz

Za kurtyną cyrkową kryje się okrutna rzeczywistość, celowo przysłaniana magią i czarem wspaniale wykonywanych i pokazywanych przez słonia umiejętności, których wyuczyła go bezlitosna tresura. Tresurze poddawany jest każdy słoń mający współpracować z człowiekiem. Nieważne jakie będą jego obowiązki, czy będzie pracował w lesie, czy jako słoń trekkingowy czy cyrkowy. Każdego słonia trzeba złamać. Tresurę należy rozpocząć od najwcześniejszych lat. Rozpoczyna się ona izolacją od matki. Niezależnie od tego czy jest to słoń, którego rodzice byli już wcześniej zniewoleni, czy zwierzę dzikie wyłapane z lasu, tresura zawsze przebiega w taki sam, brutalny sposób.

Matka nigdy nie odda malca dobrowolnie, dlatego przy procesie izolacji w niewoli, przywiązuje się jej łańcuchami wszystkie 4 kończyny do stabilnych przedmiotów, tak aby nie mogła się ruszyć. Często umocowuje się również głowę. Następnie robi się to samo z młodym. Potem wciąga się go bezpośrednio do przyczepy ciężarówki, albo przywiązuje do obcej, doświadczonej samicy, która zmuszona do wykonania rozkazu wprowadzi go tam. Po tej czynności słonie się rozdziela, a małego skrupulatnie unieruchamia łańcuchami w przyczepie. Ostatnią czynnością procesu izolacji, jest wywiezienie młodego w ciche i odludne miejsce (najczęściej las), by cały proces tresury mógł zostać przeprowadzony z dala od nieświadomych niczego, nakręcających biznes turystów. Całemu zdarzeniu towarzyszy przeraźliwy krzyk zrozpaczonego i przerażonego słoniątka, żałośnie nawołującego matkę, oraz odgłosy jęczących łańcuchów i skrzypiących prętów przyczepy, które napina i w które uderza próbujący się wydostać malec.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Proces izolacji słoniątka od matki, w celu rozpoczęcia tresury.

Dzikie słonie pozyskiwano głównie w latach, gdy rozpoczynano proces urbanizacyjny, kiedy ludzie nie potrafili ich jeszcze hodować. Jednak w niektórych krajach azjatyckich, w dalszym ciągu nieprzerwanie, trwa tradycja wychwytywania młodych z dżungli. Przeważają tu państwa wciąż masowo pustoszące tereny zielone (Birma, Laos, Kambodża). Dzikiej słonicy matki, jak można się domyślić, nie da się poskromić, więc jedyną możliwością aby odebrać jej dziecko, jest odebranie jej życia. Najczęściej robi się to z broni palnej, ponieważ jest to najszybszy i najłatwiejszy sposób. W przeszłości stosowano bardziej prymitywne rozwiązania, takie jak: trucie samicy (ale ryzykowali wtedy zatruciem malca), zapędzenie jej w dół i zatłuczenie maczetami, oraz inne, jeszcze bardziej nieludzkie sposoby.

Najgłówniejszym etapem tresury jest tzw. ,,przełamanie duszy słonia“. Polega ono na zamknięciu malca w ciasnej, zrobionej z drewnianych prętów klatce i przewiązaniu go linami oraz łańcuchami, w celu całkowitego unieruchomienia. Następnie zadaje się ból oraz rany (dosłownie bije słonia) ostrą częścią haka, po całym ciele zwierzęcia (nawet w środku ucha) do momentu, aż słonik nie przestanie się bronić i krzyczeć. Gdy opadnie z sił oznacza to, że jego dusza została przełamana a on jest gotowy do tresury właściwej. Przełamywanie, w zależności od waleczności słoniątka, trwa kilka godzin, czasem dni. Bardzo dużo młodych wyczerpanych i sparaliżowanych strachem, procesu tego nie przeżywa umierając w męczarni. Te które przetrwają, będą przeżywać kolejne dni piekła. Podczas przełamywania słoń musi zapamiętać, że hak w ręku człowieka posiada nieograniczoną możliwość zadawania bólu, a nie wykonywanie poleceń oznacza karę.

Hak - główne narzędzie służące do wszystkich etapów tresury, oraz wymuszania posłuszeństwa na słoniu.

Hak – główne narzędzie służące do wszystkich etapów tresury, oraz wymuszania posłuszeństwa na słoniu.

Author Edwin Wiek, founder of Wildlife Friend Foundation Thailand.

http://www.wfft.org/

Po torturach w zamknięciu, nadchodzi czas na kolejny poziom torturowania, a mianowicie tresurę właściwą. Ma ona nauczyć słonia reagowania na uciskający hak, poprzez obieranie odpowiednich pozycji ciała lub zachowań. Jeśli widzimy na przykład siedzącego na głowie słonia, powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że nie jest to jego pozycja naturalna, a jeśli zobaczymy tańczącego słonia, musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie jest to jego naturalne zachowanie. Nasuwa to wniosek, że musiał się tego w jakiś sposób nauczyć. W jaki?

Wyobraź sobie, że przez każdą zagiętą kończynę, nienaturalnie wygiętą część ciała, przebiega napięta, naciągnięta lina wymuszająca pozycję zwierzęcia. Równocześnie używane są haki, które przypominają o posłuszeństwie i uciskają najbardziej wrażliwe miejsca na ciele tj. wnętrze ucha, nasada ucha, skronie, oczodół, pachwiny, pachy, nasada trąby od strony wewnętrznej, dolna część szyi, kark. Czynności te są powtarzane do momentu, aż zwierzę nie zacznie kojarzyć pozycji ciała z uciskanym punktem na ciele.

baby_elephant_training_ringlinghttp://www2.peta.org/site/MessageViewer?em_id=113703.0&printer_friendly=1

Najczęstsze miejsce działania haka - wrażliwa nasada ucha slonia.

Najczęstsze miejsce działania haka – wrażliwa nasada ucha slonia.   Fot. Maria Kuczkowicz

Słonie mają doskonałą pamięć. Pamiętają twarze osób i związane z nimi przeżycia oraz cierpienie, które zadaje ręką człowieka hak. Bardzo szybko zapamiętują też sposób w jaki należy unikać tego cierpienia. Strach przed tresurą jest tak silny, że większość słoni już po kilku dniach zaczyna wykonywać polecenia i zadania wymagane od niego.

Wnioskiem jest, że wykonywanie na arenie, na ulicy czy na scenie sztuczek, oraz bezgraniczne posłuszeństwo, nie jest wynikiem chęci niewinnej zabawy i obdarowania człowieka wielkim zaufaniem oraz sympatią, ale jest wynikiem chęci uniknięcia bólu.

Autor: Maria Kuczkowicz

Te krótkie filmiki doskonale przedstawiają, sposób w jaki hak kontroluje każdy ruch zwierzęcia.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Strach i ból podczas tresury, potrafi zmusić zwierzę do robienia wszystkiego…

Słoń jest zwierzęciem dzikim, nigdy nie pozostanie udomowionym. Tylko przemoc i brutalność człowieka mogą doprowadzić do ,, przełamania jego duszy”, zmuszenia go do życia według ludzkich zasad. W naturalny sposób, nigdy nie zdecydowałby się na współpracę z człowiekiem. Słoń po tak niewyobrażalnie tragicznych przeżyciach, nigdy też nie będzie szczęśliwy w jego towarzystwie. Każdy widok haka i ludzkich twarzy, przygania okropne wspomnienia z tresury. Takie zwierzę przenigdy nie obdarzy człowieka zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa. Jedyną więzią emocjonalną, która go przy nim będzie trzymać i każe mu być posłusznym, jest niepojęty strach, nie pozwalający na sprzeciw.

Pamiątką po tresurze mogą być: blizny, szramy, poszarpane uszy, często są to ropnie, infekcje skórne, otłuczenia, a nawet ślepota, niedosłuch bądź całkowita utrata słuchu, uszkodzenia lub porażenia mięśni trąby.

Ropień z powodu rany kłutej, zadanej hakiem.

Ropień z powodu rany kłutej, zadanej hakiem.  Fot. Maria Kuczkowicz

Cyrki i pokazy wykorzystujące dzikie zwierzęta, istnieją i funkcjonują na całym świecie. Większość słoni występujących w takich cyrkach, to właśnie zagrożone wyginięciem słonie Azjatyckie, które łatwiej i bezpieczniej niż słonie Afrykańskie poddają się tresurze. Niejednokrotnie takie możliwości rozrywki organizowane są również w Polsce. Istnieją Polskie cyrki mające w posiadaniu dzikie zwierzęta, między innymi słonie. Należy pamiętać, że zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach, tresura wszystkich zwierząt dzikich wygląda tak samo. W cyrkach podróżujących zwierzę skazane jest dodatkowo na stres, który jest związany z ograniczeniem ruchu z powodu przebywania w ciasnym pomieszczeniu, z transportem, ze  zmianami warunków klimatycznych oraz utrzymania. Handluje się nim jak starą zabawką, przewozi z kraju do kraju, z miejsca na miejsce, ale przede wszystkim odbiera jego ojczyźnie i środowisku naturalnemu.

Podsumuję wszystkie etapy tresury krótkim klipem:

Author: Patcuvie from Youtube

W Azji na ulicach wielkich miast, spotyka się tzw. Słonie żebrzące. Przykładem takich miejsc w Tajlandii może być Bangkok czy Pattaya – najbardziej komercyjne miasta. ,,Mahuci” wykorzystują swojego podopiecznego do żebrania o pieniądze albo pożywienie. Niewątpliwie zrobi on większe wrażenie na turyście, niż siedzący w zakamarkach ulic jęczący i wyciągający dłonie żebrak. Słonik pokazuje szereg wyuczonych, zniewalających sztuczek, takich jak: ukłony, kręcenie trąbą czy gra na harmonijce. Na koniec wyciąga uroczą trąbę po ,,zasłużoną” gotówkę i oddaje treserowi. Aby jeszcze bardziej wzruszyć oglądającego, ,,mahuci” zabierają na ulicę albo bardzo małe zwierzęta albo bardzo stare, zwykle wygłodzone i wychudzone. Wtedy często wykorzystywany jest chwyt ,, zapłacisz, a ja dam Ci kawałek trzciny cukrowej żebyś mógł nakarmić mojego chudego słonia”. Jakże chytra i przemyślana gra na emocjach naiwnych turystów! Przekonany o zrobieniu dobrego uczynku, nieświadomy i zaślepiony urokiem słonia człowiek, bez zastanowienia pozbywa się pieniędzy. Odchodzi usatysfakcjonowany, z uśmiechem na ustach, wyrządzając maleństwu ogromną krzywdę. W taki sposób ciągle opłacalny słoniowy biznes, nigdy się nie kończy. Słonie przebywają na ulicach całymi tygodniami, bez powracania do domu, wycieńczone, wygłodzone, odwodnione i cierpiące na różne dolegliwości układu mięśniowo – kostnego. Często na ciele słoni można zauważyć ogromne ropnie zakończone głęboką raną kłutą, są to z pewnością ślady po używanych hakach. Wiele słoni ulicznych traci wzrok, słuch, a nawet węch. Bardzo małe oczy zwierzęcia, są podrażniane przez nadmierne światło z lamp, migoczących reklam, przejeżdżających nieustannie samochodów, pstrykających z fleszem zdjęć aparatów fotograficznych. Ciągły hałas wywołujący wibracje przedmiotów i dróg, uszkadza jego słuch, i stopy przeciążone pracą na nagrzanym i twardym asfalcie. Wysoka temperatura podłoża powoduje pekanie delikatnej skóry podeszwy i tworzenie się szczelin, a potem rozpadlin kończyn. Kurz i toksyczne związki osądzające się na ulicach, są wdychane przez zwykle noszącego nisko trąbę słonia. Zwierzęta te bardzo podobnie jak konie, mają okropnie wrażliwy układ oddechowy. Mogą chorować na astmę, zapalenie płuc, czy stracić zdolność rozpoznawania zapachów. Obniżona odporność daje predyspozycję do zachorowań na gruźlicę. Nie mogąc schronić się przed słońcem, użyć wody dla ochłody, czy błota chroniącego przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym i nawilżającego skórę, staje się ona bardziej narażona na mechaniczne uszkodzenia, popękania, czy poparzenia prowadzące do infekcji skórnych i owrzodzeń. Słonie często są przyczyną wypadków drogowych, w których niejednokrotnie same cierpią. Obrażenia kończyn i złamania, nie zawsze jednak są przekonywującym argumentem do tego, aby zaniechać pracy na ulicy. Słonie mimo złego stanu zdrowia, kontynuują pracę.

Owrzodzenia na policzku, oraz infekcja oka u słonia pracującego na ulicy.

Leczone owrzodzenie na policzku, oraz infekcja oka u słonia pracującego kiedyś na ulicy.

Leczony uraz nogi u słonia pracującego na ulicy.

Leczona, Uszkodzona stopa słonia, pracującego niegdyś na ulicy. Elephant Nature Park.                           Fot. Maria Kuczkowicz

Permanentny stres, traumatyczne doświadczenia, niemożliwość decydowania o własnym życiu, ograniczenie ruchu, a przez to zminimalizowanie zużywania energii, prowadzą do powstawania stereotypowych zachowań, częstych napadów histerii, paniki czy też agresji. W naturze słonie przemierzają tysiące kilometrów, przeszukując lasy w celu odnajdywania najbardziej wartościowej roślinności, kąpielisk czy bagien. Zwierzęta te potrzebują, jak każde dzikie zwierzę, ogromnych przestrzeni do życia i ruchu. Tylko wtedy organizm może być zdrowy, za równo  fizycznie (ruch jest szczególnie ważny dla ciągle obciążanego przez słonie przewodu pokarmowego, pobudza ruchy perystaltyczne), jak i psychicznie. ,,Zdrowie mentalne” zapewnia mu kontakt z innymi osobnikami tego samego gatunku. Słoń jest zwierzęciem społecznym, do pełni szczęścia potrzeba mu bliskości innego słonia. Wzajemnie się dotykają, obwąchują, drapią a nawet rozmawiają. Życie społeczne jest możliwe tylko w naturze. Zwierzęta w niewoli bardzo często nie wiedzą o istnieniu innych słoni, ponieważ nigdy ich nie widziały. A jeśli nawet żyją z innymi, to wzajemne kontakty są ograniczane do minimum.

Zachowania stereotypowe objawiają się wykonywaniem i powtarzaniem tych samych czynności, przez długi czas. Słonie bardzo często poruszają głową i trąbą w prawo i lewo lub w górę i w dół. Te które pracowały, bądź pracują w cyrkach kręcą głową i trąbą wokół. Często huśtają całym ciałem w prawo i w lewo, podnosząc nieustannie jedną z kończyn, bądź robią kilka kroków w tył i przód poruszając przy tym głową.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Stereotypia u słoni w niewoli.

Ataki histerii i szału połączone z agresją, świadczą o tragicznych wspomnieniach, których słoń nie jest w stanie się pozbyć w inny sposób, jak tylko poprzez upuszczenie emocji, wyżywając się na jakimś przedmiocie. Niejednokrotnie jest to jego własne ciało. Zadaje sobie ból: rzuca na siebie kamieniami, uderza trąbą i głowa o twarde przedmioty, biega wokół i ryczy. Wykonuje przy tym coś w rodzaju sztuczek cyrkowych. Często rzuca przedmiotami znajdującymi się w zasięgu swojej trąby, we wszystko co znajdzie się w pobliżu, łącznie z ludźmi.

Ja kiedyś, byłam świadkiem ataku szału u kilkuletniej słonicy pracującej w przeszłości w cyrku, o mały włos nie oberwałam od niej kamieniem. Pomyślałam sobie wtedy, że gdyby nie ograniczał jej łańcuch umocowany na stopie, pozabijałaby wszystkich dookoła. Lecz znając jej doświadczenia z przeszłości, mogę szczerze powiedzieć, że nie dziwiłabym się jej ani trochę. Musiała bardzo nienawidzić ludzi.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Atak szału u słonia w niewoli.

W ostatnim przypadku, zawsze mamy do czynienia z zaburzeniami psychicznymi i emocjonalnymi, w których słoń uzewnętrznia swoją frustrację i depresyjny nastrój, związane z nieprzyjemnymi przeżyciami z przeszłości. Stereotypia może być drugim etapem głębokiego stanu depresji i obojętności, gdy słoń zaczyna rozumieć bezsens walki z zaistniałą sytuacją i poddaje się. Stereotypia występująca u zwierząt w zamknięciu, nie niosących za sobą bagażu krzywdzących doświadczeń, wskazuje na to, że zwierzę szuka sposobu na wyładowanie energii i stresu zamknięcia.

Oto przez co musi przejść wspaniały i niewinny słoń, zanim zobaczysz go w cyrku, zanim na niego wsiądziesz, zanim pogłaszczesz na ulicy. Wszystko po to, by zadowolić turystę, który solidnie pokryje ,,wszystkie koszty” rozrywki. Uczestnicząc w pokazach cyrkowych, show’ach, oraz decydując się na trekking czy płacąc słoniom żebrzącym na ulicy, wspierasz tresurę i zniewalanie słoni.

Ze względu na małą ilość słoni w lesie (małe prawdopodobieństwo ich spotkania, z czym wiąże się czasochłonne wyczekiwanie na osobnika), skomplikowane i karalne ich stamtąd pozyskiwanie, a jednocześnie masowe zapotrzebowanie na te zwierzęta w turystyce, człowiek postanowił podjąć pierwsze próby hodowli słonia. Dziś miejsca reprodukcji tego zwierzęcia są bardzo popularne w krajach azjatyckich. Z hodowli słoni słyną Indie, Nepal, Tajlandia. Jednym z najpopularniejszych miast rozmnażających, sprzedających i tresujących słonie jest Surin, oraz jego okolice. Młode słonie przychodzą tam na świat, co mogłoby nasuwać wniosek, że ich tresura jest łatwiejsza, mniej drastyczna. Bez względu jednak na to gdzie słoń się urodzi, zawsze pozostaje dzikim zwierzęciem a instynkt wolności jest zapisany w jego genach. Dlatego dwuletni słonik odbierany od matki, przełamywany i tresowany, protestuje za każdym razem tak samo głośno i przeraźliwie, jak jego dzicy krewni setki lat temu. W naturze słonia nic się nie zmienia, jest on jej wierny do samego końca. Dlatego proces hodowli i tresowania słoni, powinno się raczej nazwać zniewalaniem niż udomawianiem. Do życia z ludźmi można go jedynie zmusić. Nigdy nie zamieni się w szczęśliwą maskotką rodziny, jak pies, czy potrzebujące do przeżycia dachu nad głową krowę czy konia. Zwierze udomowione jest zależne od człowieka, potrzebuje go do pełnowartościowego życia. Słoń z pewnością nigdy nie był zależny od człowieka, to raczej człowiek stał się zależny od niego.

Doskonałym dowodem na to jest fakt, że po wypuszczeniu kilku zniewolonych słoni Tajlandzkich na wolność, przez ,,fundację przywracającą słonie naturze” (,,Elephants reintroduction foundation”) doskonale odnalazły się one w naturalnym środowisku. Rozpoznawały najlepsze rośliny, wybierały odpowiednie kąpieliska i bagna, zaczęły nawiązywać ze sobą wzajemnie rodzinne i przyjacielskie kontakty, przypominały sobie coraz to nowsze, naturalne sposoby zachowań. Na nowo odnajdywały w sobie słonia. Po kilku tygodniach zaczęły unikać spotkań z ludźmi. Wytłumaczeniem takiego zachowania jest fakt, że wszystkie informacje o życiu w lesie, są w ich głowach, instynkcie naturalnie rozwijającym się już w łonie matki.

Warunki utrzymania słoni w hodowlach są fatalne, nie spełniają nawet minimalnych wymagań tego zwierzęcia. Słonie trzyma się w bardzo małych zagrodach, zadaszonych bądź nie, w szczerym polu, w lesie, nad brzegiem jeziora, zawsze umocowane na łańcuchu.

Zagroda zbiorowa. Każdy słoń umocowany jest łańcuchem, co uniemożliwia mu kontakt z innymi.

Zagroda zbiorowa. Każdy słoń umocowany jest łańcuchem, co uniemożliwia mu kontakt z innymi.        Fot. Maria Kuczkowicz

Najczęściej przewiązuje się mu dwie przednie kończyny, by utrudnić poruszanie się. Zdarzają się również słonie z czterema przewiązanymi nogami i obwiązaną dodatkowo dookoła drzewa głową. Kilka razy w ciągu dnia, ktoś rzuci zwierzęciu pęk trzciny cukrowej, do tego opieka nad nim się ogranicza.

Słoń z przewiązanymi kończynami przednimi, oraz przywiązaną do belki głową. Słoń taki nie ma praktycznie żadnej mozliwości poruszenia się. Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń z przewiązanymi kończynami przednimi, oraz przywiązaną do belki głową. Słoń taki nie ma praktycznie żadnej mozliwości poruszenia się.
Fot. Maria Kuczkowicz

Przewiązane przednie kończyny słonia.

Przewiązane przednie kończyny słonia.   Fot. Maria Kuczkowicz

Niektóre słonie są celowo głodzone (dostają poniżej połowy dziennej porcji pożywienia, przysługującej dorosłemu samcowi). Dotyczy to słoni skłonnych do agresji, czyli w większości samców. Energia pozyskiwana z pożywienia starcza tylko na energię bytową, co hamuje produkcję hormonów wywołujących pobudzenie i zaostrzających temperament. Słonie takie mają bardzo wyraźnie uwypuklony kręgosłup, zaznaczony kark, łopatki, żebra i guzy biodrowe, mocno wklęsłe doły skroniowe i głodowe. Po prostu są wychudzone.

Głodzony samiec słonia Azjatyckiego.

Wychudzony samiec słonia Azjatyckiego.   Fot. Maria Kuczkowicz

Co hojniejszy mahut, wyprowadzi swojego podopiecznego na piętnastominutowy spacer i pochlapie raz dziennie wodą z węża ogrodowego. Większość jednak całymi dniami wyczekuje na uwięzi, w pełnym słońcu. Słonie spuszczane są z łańcuchów tylko wtedy, gdy trzeba iść zarabiać na ulicę. W tym czasie nie wracają do zagrody przez kilka dni a nawet tygodni. Inne zarabiają na mahucką rodzinę w codziennych cyrkach, paradach w dni święte i ważne państwowo. W paradach występują tylko najdorodniejsze słonie. Ich twarze maluje się kolorowymi farbami, a tułów i głowę ozdabia pełnymi przepychu narzutami i płachtami. Gdy słonia nie poskramia łańcuch, zawsze jego rolę przejmuje hak.

Samiec przygotowywany do parady.

Samiec przygotowywany do parady.   Fot. Maria Kuczkowicz

Parada

Parada.   Fot. Maria Kuczkowicz

Częstymi scenami są sceny krycia. Dochowanie się młodych i wytresowanie ich jest głównym celem hodowli, ponieważ sprzedany słoń przynosi dużo pieniędzy.
W środowisku naturalnym samice i samce umiejętnie dobierają się same. W wioskach hodowlanych partnerów dobierają ludzie, bardzo często niepoprawnie wagowo. Niewytrzymująca ciężaru samica nie może się bronić, bowiem do krycia jest ona całkowicie unieruchamiana łańcuchami i poskramiana hakiem. Za ciężki samiec wspinający się na samicę, potrafi ją dosłownie złamać. Łamie się kość miedniczna a nawet kręgosłup. Samice takie skazane są na eliminację.

Uszkodzona przez samca podczas krycia w niewoli, samica.

Uszkodzona przez samca samica, podczas krycia w niewoli. Przebywa obecnie w Elephant Nature Park.   Fot. Maria Kuczkowicz

W Azji legalnym jest rozpowszechnianie i handlowanie częściami ciała słoniowego. Na straganach i pułkach sklepowych, można znaleźć przeróżne produkty takie jak: mięso słoniowe, produkty skórzane ze skóry słoniowej (torebki i buty), stojaki na parasole ze słoniowej stopy, szczotki ze słoniowych włosów ogona, ale przede wszystkim, najbardziej rozchwytywany ,,szlachetny kruszec“, którym jest kość słoniowa. Produkty ze słoniowych ciosów można dostać w każdym kraju azjatyckim, a głównym ich dystrybutorem są Chiny. Ciosy u słonia azjatyckiego występują tylko u samców, dlatego w hodowlach oprócz celów rozpłodowych, trzymane są również na kość słoniową. Co kilka lat opiekunowie skracają ich ciosy i wysyłają na handel. W czasie gdy wzrastają, końcówki owija się dętką rowerową i przewiązuje solidnie sznurkiem, lub gumowym paskiem. Ma to chronić kość przed zabrudzeniem i uszkodzeniem, oraz zapewnić jej wysoką jakość.

Ciosy samca, chronione dętką od rowera przed zabrudzeniem iuszkodzeniem, u samca w niewoli.

Ciosy samca w niewoli, chronione dętką od roweru przed zabrudzeniem i uszkodzeniem.                                              Fot. Maria Kuczkowicz

Niestety ilość pozyskiwanej kości słoniowej od zwierząt hodowlanych, stanowi tylko bardzo mały procent kości słoniowej dostępnej na rynku. Słoniowi hodowlanemu odcina się ciosy bardzo małymi kawałkami i tylko okresowo, gdy osiągną odpowiednią długość, a inne części ciała wykorzystuje dopiero po jego śmierci. Kłusownictwo zatem jest bardziej opłacalne, ponieważ można odciąć słoniowi cały potężny cios jednorazowo, zarazem wykorzystując wszystkie inne jego części ciała na handel, dodatkowo nie ma limitów czasowych i okresowych, łup można zdobywać przez cały okrągły rok – aż do ostatniego dzikiego osobnika. Cały biznes nakręcają Chiny, w których istnieją nawet szkoły ,,sztuki rzeźbienia w kości słoniowej”. Rozprowadzana jest ona potem na teren niemalże całej Azji. Obrabiane są tutaj ciosy upolowanych słoni Azjatyckich, ale przede wszystkim, jest to największe koło napędowe dla kłusownictwa, na skrajnie zagrożonych wyginięciem słoniach Afrykańskich, które na rzecz kości słoniowej tępione są masowo. Aż 90% wyrobów z kości słoniowej rozprowadzanej z Chin, pochodzi od słoni z nielegalnych polowań.

Co za ogromne paradoksy! Rzeźbienie w legalnych ciosach z nielegalnych polowań, rzeźbienie dzieła sztuki które poprzedziła krwawa zbrodnia.

Co roku na świecie 36, 000 słoni ginie na rzecz samej kości słoniowej.

Produkcja rzeźb z kości słoniowej, Chiny.

Produkcja rzeźb z kości słoniowej, Chiny.

Picture from National Geographic article, named ,,Blood ivory”, author Bryan Christy

W taki sposób, na azjatyckim rynku dochodzi do mieszania się produktów pochodzących od słoni hodowlanych, z produktami pochodzącymi od słoni dzikich, wyrobów ze słoni Azjatyckich, z wyrobami ze słoni Afrykańskich. A więc nigdy nie wiadomo, skąd pochodzi leżąca na półce sklepowej skórzana torebka, czy kostna rzeźba. Sprzedaż tych wszystkich produktów jest tu legalna, nie zależnie od tego w jaki sposób została pozyskana i zdobyta. Nikt tutaj nikogo nie pyta, niczego nie sprawdza. Każda kość słoniowa dla handlarzy jest taka sama, nie ma żadnej różnicy czy jest ona ,,dzika” czy ,,domowa” , ,,afrykańska” czy ,,azjatycka”. Ważne, że przynosi pożądany dochód. Świadomość ekologiczna ludzi Azji praktycznie nie istnieje, a dla dobrych pieniędzy warto nie zadawać pytań i niczego nie mówić.

Bardzo popularna w Azji jest medycyna ludowa, tradycyjna, zwana też niekonwencjonalną, w której wykorzystywane są kości, mięso i skóry słoniowe. Wielu obywateli Azji uważa, że posiadanie kości słoniowej przynosi szczęście w życiu, i chroni przed klątwami oraz czarną magią. Wierzenia ludowe i medycyna tradycyjna, są przyczyną śmierci ogromnej ilości dzikich zwierząt w Azji. Ludzie bezgranicznie wierzą, w uzdrawiające moce organów zwierzęcych, dla których nieustannie dopuszczają się masowych mordów (np. na tygrysach, nosorożcach, czy właśnie słoniach).

Skóra słoniowa

Skóra słoniowa

Picture from National Geographic article, named ,,Blood ivory”, author Bryan Christy.

Decydując się na kupno torebki, rzeźby, stojaka, mięsa czy magicznej mikstury pochodzących ze słonia (lub innych dzikich zwierząt) warto wiedzieć, że nie zależnie od ich pochodzenia, podpisujemy się pod stwierdzeniem, że jest to dla nas produkt atrakcyjny i istnieje na niego zapotrzebowanie. Wydajemy tym samym wyrok zniewolenia na kolejne, rodzące się w hodowlach młode, oraz wyrok śmierci na kolejne słonie dzikie.

Kłusownictwo, nie jest jedynym problemem dzikiego giganta Azji. Pomiędzy rolnikami a nie zniewolonymi mieszkańcami dżungli, zrodził się ogromny konflikt. Słonie uwielbiają wyjadać plantacje ryżu i trzciny cukrowej. Jest to dla nich łatwy do zdobycia i bardzo pożywny kąsek. Mogą jednorazowo najeść się do syta, nie musząc przebierać i wyszukiwać w roślinności leśnej. Łodygi trzciny cukrowej, są dużo bardziej wydajne energetycznie i bardziej odżywcze niż większość roślin porastających las. Pyzatym pola uprawne leżą zazwyczaj bardzo blisko ich terenów żerowania i wędrówek, bądź zupełnie na skrajach lasów. Takie usytuowanie wywabia słonie z ich zielonego królestwa. Dziś ze względu na małą powierzchnię do przeszukiwania lasu, klany słoniowe często  go opuszczają, w poszukiwaniu innego źródła pokarmu. Rolnicy rozwiązują problem w najprostszy i niewymagający żadnych przemyśleń oraz wysiłku sposób, na brzegu plantacji pozostawiają zatruty stos trzciny cukrowej. Niewinne zwierzęta umierają w męczarniach, zżerane od środka.

Jak zwykle człowiek wydaje wyrok, znajduje winnego, byle nie siebie. Ale czy naprawdę tutaj zawinił głodny, usiłujący przeżyć słoń? A czy raczej ograniczający swobodę istnień człowiek, który najpierw zniszczył ponad połowę jego naturalnych terenów, a potem przywłaszczył sobie JEGO obszary i stworzył na nich fabrykę upraw?

Podsumujmy problemy słonia Azjatyckiego krótkim klipem:

Publicated by Tony z.top from YouTube

Te wszystkie, opisane tu kłopoty ciążą na słoniach jak tysiące turystów posadzonych na ich grzbietach. Rzeczywistość dla tych zwierząt jest tak brutalna i okrutna, że ciężko ją opisać słowami. W Tajlandii byłam świadkiem nowej ery niewolnictwa. W nadziei, że uda mi się zobaczyć choć jednego wolno żyjącego słonia, odwiedziłam Khao Yai National Park. Szybko jednak przekonałam się, że obecna ilość dziko żyjących słoni jest tak niska, że spotkanie się z nimi graniczy z cudem.

Z każdym kolejnym wolontariatem dochodzę do wniosku, że niektórzy ludzie mają chyba ogromny kompleks niższości, skoro w tak podły sposób próbują udowodnić swoją wyższość. Świadczy to jedynie o naszej nieumiejętności panowania nad sobą i światem. Stajemy się jak podli i rządni władcy biednego królestwa, których można by było porównać do Nerona czy Heroda. Tak łatwo było im wydać wyrok na tysiące niewinnych. Mówimy o nich, że są źli i na pewno smażą się w piekle. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś nad tym, co powiedziałyby o nas zwierzęta gdyby mogły mówić?

,,To głodni zysku, egoistyczni oprawcy, rządni władzy i wyższości Herodzi.
My jesteśmy biednymi poddanymi, którym Herod zabiera dom, wolność i życie.”

Sto lat temu całą Azję zamieszkiwało około 100,000 dzikich słoni, co już wtedy wskazywało na ogromny spadek ich liczebności, bowiem historia Azji mówi o kilku milionowych populacjach tych zwierząt. Według danych WWF, na całym kontynencie Azjatyckim żyje już tylko od 26,600 do 32,750 słoni na wolności, co świadczy o tym, że przez ostatnie 100 lat ich populacja zmniejszyła się o około 67%-73% i w dalszym ciągu maleje. Obecnie około 9 000 słoni w Azji zostało zniewolonych, a z największej ich liczby słyną Indie. Największą populacją słonia dzikiego, może zaś poszczycić się Sri Lanka. W Bhutanie, Bangladeszu, Nepalu, Sri lance i Indiach żyje 60% Azjatyckiej populacji słonia. A tylko 5% w Chinach, Laosie, Kambodży i Wietnamie. W Tajlandii wiek wstecz, słonie zniewolone i dzikie stanowiły liczbę od 100 000 do 200 000 osobników, dziś występuje tam od 1,200 do 2,500 zwierząt wolnych, żyjących wyłącznie w Parkach Narodowych i 2,800 słoni odebranych naturze. Razem daje nam to ponad 4 000 zwierząt. Łatwo można wyliczyć, że w samej Tajlandii, populacja słonia w ciągu zaledwie stu lat zmniejszyła się prawie o 98%.

Słoń Azjatycki został wpisany na listę gatunków zagrożonych wyginięciem, we wszystkich krajach występowania.

art. Maria Kuczkowicz

*mahout- osoba jeżdżąca na słoniu, wykorzystująca go do pracy, trenująca, hodująca.

Polecam filmy:

Problemy słoni Tajlandzkich: ,,Return to the forest”                                                           Cała  prawda o cyrkach i słoniach zniewolonych: ,, An apology to elephants”

Pułapki czyhające na żółwie morskie Caretta caretta

Żółwie morskie Caretta caretta – przemierzają tysiące kilometrów w nadziei, że na swoich plażach znajdą spokojne miejsce do złożenia jaj. Niestety nie zawsze historia ma szczęśliwe zakończenie.

Podczas tej nieprzerwanej i pełnej niebezpieczeństw wędrówki, ginie ich bardzo wiele. Starsze i słabsze osobniki padają z wycieńczenia, albo zostają pożarte przez naturalnych wrogów (np. rekiny). Jednak pomimo świadomości niebezpieczeństwa, decydują się na pełną poświęceń podróż. Wiedzą, że jest w niej nadzieja na nowe życie. Instynkt zachowania gatunku popycha je na przód. Tam gdzieś, czeka na nie skrawek ciepłego piasku, w którym bezpiecznie będą mogły ukryć swoje jaja. Z niecierpliwością wypatrują horyzontu, przekonane, że tam już nic nie będzie im grozić.

Niestety, tak nie jest. Tuż u wybrzeży piaszczystych plaż, gdzie kiedyś było cicho i spokojnie, dzisiaj zaczęło roić się od pułapek i zasadzek, które zgotował dla nich CZŁOWIEK.

Pierwszą pułapkę stanowią sieci rybackie.                                                                       Rybołówstwo przemysłowe zbiera największe żniwo. Codziennie, na całym świecie z otwartych wód mórz i oceanów – wydobywa się miliony ton ryb. Wśród trzepocących płetw i desperacko poszukujących tlenu skrzeli, swój żywot kończy niezliczona ilość innych morskich stworzeń. Takich, które ,,nie miały” utkwić w sieci. Między innymi zagrożone wyginięciem żółwie Kareta. Obecne techniki poławiania ryb mają destrukcyjny wpływ na świat morskich istot. Zarzucona i pozostawiona w głębinach sieć skrzelowa, dryfuje godzinami, nieraz dniami w wodach oceanów. Stanowi niewidzialną zaporę dla zwierząt. Te wpadając w nią, zaplątują się i toną. Wiele sieci skrzelowych pozostawia się w wodzie. Takie są stałym źródłem zagrożenia. Do innego rodzaju techniki połowów używa się sieci ciągnionych. Ogromny wór, wlekąc się za statkiem – zbiera wszystko to, co nie zdążyło uciec. W zasadzkę wpędzane są również zwierzęta, celowo przywabiane papką rybną, umieszczoną w morzu przez poławiaczy. Następnie otaczane są siecią okrążającą i wyciągane z wody. Mniej znaną techniką połowów są te – z użyciem sieci typu ,,longline”. Posiadają one tysiące zanurzonych w wodzie lin, na końcach których wiszą haki. Połykają je ryby i bardzo często ŻÓŁWIE. Masowe rybołówstwo – próbujące zaspokoić potrzeby licznych konsumentów, nie przestrzega przepisów stanowiących o dopuszczalnej ilości ryb, przeznaczonych do połowu. Morza i oceany są nadmiernie eksploatowane i pustoszeją. Dla morskich zwierząt stojących wyżej w łańcuchu pokarmowym oznacza to GŁÓD. Jednym z gatunków żywiących się rybami jest żółw morski Caretta caretta – zagrożony wyginięciem.

Tradycyjne rybołówstwo łodziowe również działa negatywnie na populację żółwi morskich. Dotyczy ono połowów przybrzeżnych i zwykle ma podłoże turystyczne. Każdy turysta pragnie spróbować w nadmorskiej knajpie owoców morza. Niestety rarytas ten, okupiony jest utratą wielu żyć. Największym zagrożeniem, są rybacy zakładający sieci w okresie lęgowym Caretta caretta. Wtedy samice trzymają się brzegu, pasąc się na zielonych łąkach, by po zmroku wymaszerować na plażę i złożyć jaja. Żółw wpadając w sieć, zaczyna panikować. Za wszelką cenę pragnie się z niej wydostać. Szamotanie, daje jednak odwrotny efekt niż ten pierwotnie zamierzony. Pętle sieci zaciskają się mocniej, potem jeszcze mocniej, aż w końcu żółw zostaje uwięziony. W zależności od tego jak długo pozostanie w sieci, takie są dla niego rokowania. Zaplątaniu ulegają najczęściej płetwy i głowa, najbardziej unaczynione miejsca. Zaciskający się sznur sieci, uciska naczynia krwionośne tkanki uwięzionej. Im dłużej trwa ten ucisk, tym dłużej tkanki pozostają niedokrwione. Z czasem pojawia się martwica. Jej zakres zależy od powierzchni uciskanej, czasu ucisku oraz jego siły. Jeśli żółw będzie pozostawał pod wodą dłużej niż 5 godzin UTONIE (na tyle starcza mu zaczerpniętego wcześniej powietrza). Czasem żółwiom udaje się wydostać z sieci i uciec. Niekiedy wyciągnie je ktoś obdarowany odruchem człowieczeństwa. Jednak częściej w akcie zemsty za spłoszone ryby są okaleczane, poprzez uderzenie ostrą częścią harpuna rybackiego w głowę. Tych prymitywnych sposobów używa się również do połowów sportowo -rekreacyjnych. Odbywają się one głównie nocą, w oświetleniu lampy zawieszonej na łodzi. Bardzo często w trakcie tych barbarzyńskich zawodów, polegających na przebijaniu ofiary harpunem, okaleczane są żółwie. Potem dryfują w agonii po morzu, wśród niekończącego się cierpienia, obskubywane przez ptactwo, prażone przez słońce – gdyż po uderzeniu w głowę tracą zdolność do pływania i nurkowania.

IMG_4216

Georgious ofiara rybackiego harpuna – słynne w ośrodku „head injury”.

Roztrzaskana czaszka, uszkodzenie mózgu, martwica kończyn wymagająca ich amputacji, to najczęściej oglądany widok ofiar przybrzeżnych połowów w Ośrodku rehabilitacyjnym.

IMG_3360

Adonia – ofiara przybrzeżnej sieci rybackiej. W wyniku długotrwałego ucisku płetwy, doszło do jej martwicy. Zmiany były tak rozległe, że lekarz weterynarii dokonał amputacji płetwy. Przy odjęciu jednej płetwy przedniej istnieje możliwość odzyskania samodzielności u żółwia.

Częstym problemem są połykane przez żółwie haczyki rybackie z przynętą. Jeżeli wbije się on w gardło lub przełyk żółwia rokowanie jest pomyślne, jeśli natomiast przejdzie przez przełyk trafi do żołądka a potem do jelit, to musi mieć on wiele szczęścia aby wydalić ciało obce z przewodu pokarmowego nie raniąc go. Podczas mojego pobytu trafiła się jedna taka szczęściara. Szczęściara, bowiem około 80% żółwi umiera z powodu pocięcia (dosłownie) przewodu pokarmowego przez hak i linę.

Szczęściara Eva

Szczęściara Eva.  Fot. Maria Kuczkowicz

Kolejną pułapką są ogromne, huczące, przerażające łodzie i statki – rybackie, turystyczne, pasażerskie itd. Jeśli żółw przeżyje ,,spotkanie ze śrubą” to pewnym jest, że wyjdzie  z tego mocno poturbowany. Oderwana płetwa, złamania, roztrzaskane głowy, rozłupane i przecięte skorupy (karapaksy). Czasami takie wypadki nie są przypadkami, atrakcją turystyczną jest otaczanie żółwia przez łodzie z turystami i oczekiwanie na moment, w którym żółw będzie musiał zaczerpnąć powietrza. Wszystko wygląda w miarę przyjemnie, do momentu gdy nie zaczyna to przypominać nagonki na żółwia. Czasem ze strachu próbuje on przepłynąć pod łodzią, co  może kończyć się dla niego tragicznie. Wielką atrakcją są również łodzie ze szklanym dnem, które specjalnie ,,najeżdzają” na żółwia tak, aby  płyną on pod szklaną szybą. Są to kontrowersyjne działania ale prawnie dozwolone, jednak tylko wtedy kiedy zarabiający na tym ludzie przestrzegają pewnych zasad: 1) gdy pod łodzią znajduje się żółw należy wyłączyć śruby łodzi 2) wokół obserwowanego żółwia nie może pływać więcej niż 2 łodzie, tak by żółw  mógł swobodnie odpłynąć. Prawo jednak nie zawsze jest przestrzegane. Wiem to, bo uczestniczyłam w takiej wycieczce w trakcie pobytu na Zakynthos. Wrażenia po obserwacji karetta w ich naturalnym środowisku niezapomniane i cudowne, ale ogromnie stresujące dla tej drugiej strony. Z własnego doświadczenia polecam wypożyczenie rowerka wodnego i wyprawę w poszukiwaniu żółwi. Bardzo przyjemne i satysfakcjonujące dla nas i bezstresowe oraz bezpieczne dla żółwia :).

Zmasakrowana przez śrubę łodzi głowa Adriano

Zmasakrowana przez śrubę łodzi głowa Adriano.  Fot. Maria Kuczkowicz

Żółwica Marija z przeciętym karapaksem

Żółwica Marija z przeciętym karapaksem.  Fot. Maria Kuczkowicz

Drugim ogromnym dramatem dla żółwi obok rybołówstwa, jest nieprzerwanie  rozwijająca się i pochłaniająca coraz to nowsze obszary turystyka. Temat dotyczy Nas wszystkich i wymaga szczególnej uwagi. Każdy, kto wybiera się nad morze do krajów śródziemnomorskich  i nie tylko (sprawdź w występowanie żółwia -„o gatunku”), powinien zaczerpnąć informacji o tym, w jaki sposób może stać się potencjalnym zagrożeniem dla tego ginącego gatunku oraz po prostu (po ludzku) tego unikać.

W niektórych krajach podtrzymywane jest jeszcze kłusownictwo. Caretta caretta są tam  „poławiane” dla mięsa, które stanowi rarytas i atrakcję dla turystów. Ten problem najbardziej dotkliwie kaleczy populację  innego gatunku żółwia morskiego – Zielonego. Jego poławianie jest wręcz masowe. Gatunek ten jest również zagrożony wyginięciem.

Okazuje się, że banalny, niechlujny i jak niezmiernie głupi nawyk pozostawiania śmieci na plaży, decyduje o życiu Caretta caretta. Takie śmieci zawiane do morza, unoszą się na jego powierzchni i mogą tak dryfować bardzo wiele kilometrów. Reklamówki, torebki po słodyczach, folie, torby polietylenowe przypominają żółwiom jedno z ich głównych dań… meduzę. Po zjedzeniu tych tworzyw sztucznych, dochodzi do zatkania przewodu pokarmowego żółwia i jeśli nie otrzyma on pomocy z pewnością umrze. To nie jest jeszcze szczytem głupoty. Żółwie wpadają w podwodne pułapki z krzeseł, opon, sprzętu kuchennego i wielu innych niepotrzebnych rekwizytów, wyrzuconych nie tylko bezpośrednio do morza, ale i rzek znajdujących się miliony kilometrów od niego!

Jak to sie stało ,że morski zółw zaklinował sie w plastikowym krześle???Tak ,się dzieje ,gdy ktoś nie ,wie gdzie jest miejsce na nieużywane rzeczy....

Jak to się stało, że morski żółw zaklinował się w plastikowym krześle???  Tak się dzieje, gdy ktoś nie wie, gdzie jest miejsce na nieużywane rzeczy….

Głównym celem podróży karetta jest zachowanie ciągłości gatunku, a więc złożenie na plażach jaj. W tym celu muszą znaleźć wystarczającą ilość miejsca. Ciągle rozwijająca się turystyka: nowo budowane pensjonaty i hotele, które dla wygody turystów stawiane są jak najbliżej morza, powodują kurczenie się plaż. Wiele samic po wyczerpującej wędrówce nie odnajduje swojego dawnego miejsca „gniazdowania”, automatycznie szukając innego. Duże zagęszczenie na jednej plaży powoduje, że nawet jeśli nie specjalnie to z braku miejsca, podczas kopania własnego gniazda samice wykopują  jaja swoich sąsiadek.

Samice wychodzą na plażę zwykle w nocy, ponieważ kierują się światłem księżyca i gwiazd. Światła latających po zmroku samolotów często dezorientują samice oraz je płoszą. Uciekające i spanikowane gubią po drodze jaja. Podobna sytuacja dotyczy mylących je blasków świateł samochodów i lamp dochodzących z pobliskich miast i obozów turystycznych. Samice biorąc je za światła gwiazd i księżyca – mylą drogę, nie odnajdując miejsc gniazdowania. Turyści którzy pomimo zakazów specjalnie wchodzą na teren chronionych plaż po zmroku i niepokoją samice w czasie gniazdowania stają się przyczyną ucieczki samic z plaż.

Walka o przetrwanie nie kończy się na złożeniu jaj. Wiele zasadzek i pułapek czeka jeszcze na potencjalnie wylęgnięte młode. Potencjalnie, bo zanim się wylęgną muszą jeszcze spokojnie i w odpowiednich warunkach przeleżeć pod piaskiem od 7 do 10 tygodni. W trakcie tego czasu, wiele nieprzyjemnych sytuacji może się jeszcze wydarzyć…

Miejscowa ludność ma w zwyczaju wykopywanie jaj żółwiowych do celów konsumpcyjnych. Gniazda okradane są z jaj również przez lisy i psy.

Wbijane w piasek przez turystów parasole przeciwsłoneczne niszczą gniazda. Przez powstały cień, ograniczają do nich dostęp promieni słonecznych a tym samym możliwość ich nagrzewania się. Doprowadza to do zatrzymania rozwoju zarodków a nawet ich śmierci. Taką samą rolę odgrywają koce, leżaki, stoliki.

Gdy młode szczęśliwie się wyklują i po olbrzymim wysiłku wydostaną z ,,ogromnego dołu”, w którym przeleżały około dwa miesiące, uświadamiają sobie, że czas rozpocząć wędrówkę do morza. Na maleńkie żółwiki w trakcie podróży przez plażę czyha wielu naturalnych wrogów, dla których stanowią one łakomy kąsek (głównie ptactwo). Rozpoczyna się wyścig do morza. Muszą jak najszybciej i w jak największej ilości się tam dostać. To nie jest łatwe, zwłaszcza, że człowiek na plaży pozostawił wiele przeszkód, które trudno będzie pokonać. Parasole, leżaki, budowle z piasku, stanowią nie lada wyzwanie dla młodych żółwi. Często zostają uwięzione w reklamówkach, butelkach, fosach otaczających piaskowe zamki. Minie niespełna kilka godzin, kiedy żywcem usmażą się na piasku. Ofiarami plażowych pułapek padają również samice powracające do morza, lub czołgające się na plażę w trakcie sezonu lęgowego. Pnie drzew, siatki, doły w piasku, kamienie mogą stać się grobowcem żółwic (żółwie potrafią iść tylko do przodu – nie potrafią się cofać, a jeśli nie mają do dyspozycji wystarczającej ilości przestrzeni – nie potrafią też omijać przeszkód (skręcać)).

Każdy maluch jest na wagę złota. Nawet połowa ,,szczęściarzy”, którym uda się dotrzeć do morza, nie przetrwa roku. W morzu zabójcza matka natura rozpocznie kolejną rzeź…

Nieświadomi i współczujący turyści często przenoszą małe żółwiki do morza ,,żeby szybciej znalazły się w wodzie i mniej się męczyły”. To największa krzywda jaką można wyrządzić maluchom. Możemy być pewni tego, że żaden z nich nie przeżyje. Podczas ogromnego wysiłku w wyścigu do morza, żółwiki nabierają sił i rozwijają swoje mięśnie. Jest to niezbędne przygotowanie do oceanicznej podróży.

Młode, podobnie jak żółwie dorosłe kierują się do morza za sprawą odbijającej światło księżyca i gwiazd wody. W ten sposób rozpoznają drogę do morza. Wszelkie sztuczne oświetlenie, dezorientuje młode i zmusza je do zmiany kierunku. Jeśli żółwiki nie dotrą do wody przed wschodem słońca, skończą w dziobie drapieżcy lub uprażone na słońcu.

I tak oto piękna i pełna nadziei podróż może skończyć się dramatem… Na język ciśnie się tylko jedno, krótkie zdanie ,, Biedne żółwie”. Czasem się zastanawiam nad tym, jak udało im się przeżyć do tej pory w tak niełaskawych dla nich warunkach. Prawie niemożliwe, a jednak… Myślę, że odpowiedź jest prosta. ONE PO PROSTU BARDZO CHCĄ PRZETRWAĆ. Nie utrudniajmy im tego. W rozdziale dotyczącym ich ochrony, znajdziecie kilka wskazówek jak im w tym pomóc, chociaż jestem pewna, że po przeczytaniu tego posta  sami doszliście do mądrych wniosków =).

Pomagajmy żółwiom w dokończeniu ich oceanicznej wędrówki !

art. Maria Kuczkowicz

W imieniu trąb słoniowych

Moja współpraca z ,,Surin Project” rozpoczęła się 5 maja 2014 roku. Wtedy dotarłam do wioski Ban Ta Klang. Po drodze do ,,volunteer’s meeting point” mijałam drewniane, zbite w bardzo prosty sposób dwupiętrowe domki. Stały na długich, drewnianych nogach, przypominając bardziej wieże widokowe niż domy mieszkalne. Obok każdej chaty stał co najmniej jeden słoń, przywiązany do dobytku łańcuchem. Zwierzęta okupowały małe, wydeptane skrawki pola, albo tłoczyły się w grupowych zagrodach. Niektóre tkwiły pod zadaszeniem domostw. Nie mogłam powstrzymać zdziwienia widząc to ogromne skupisko słoni, przebywających w tak nienaturalnym środowisku. Stały majestatycznie, nastawiając swoich dużych uszu i węsząc z wyciągniętymi w moją stronę trąbami. Były jak psy stróżujące przy domach, jak strażnicy pełniący całodobową wartę.

s

Trzy słonie, trzymane pod zadaszeniem domu.

s

Pies, kury i SŁOŃ – jako zwierzęta domowe.

s

Trzymana bez zadaszenia samica.

s

Węsząca słonica.

Gdy pojawiłam się na miejscu spotkań, przywitano mnie z wielkim entuzjazmem. Koordynatorzy projektu, mahouci* i inni wolontariusze od razu stali się moją nową – Surinowską familią. Pokazali mi zakwaterowanie. Mieszkałam u bardzo sympatycznej tajskiej rodziny. W drewnianej wieży z dużym balkonem i nieprzeciętnym widokiem, byłam jak disney’owska Roszpunka :). Sami gospodarze zajmowali dolną cześć rezydencji. Pod drewnianym balkonem podtrzymującym górne piętro, zawieszone były koce i prześcieradła. Pełniły one rolę ścian osłaniających ich salony. Podłogi nie mieli. Okazało się to bardzo praktycznym rozwiązaniem. W Tajlandii jest nadzwyczaj gorąco. Pomieszczenia szybko się nagrzewają i wolno chłodzą. Brak podłogi i przewiewne ściany, pomagają utrzymać przez całą dobę odpowiednią temperaturę.

Mój domek. Pod spodem za pięknym białym samochodem sąsiadów, mieszkali gospodarze. Ja miałam do dyspozycji całe górne piętro. Luksus :) Fot. Maria Kuczkowicz

Mój domek. Pod spodem za pięknym samochodem sąsiadów, mieszkali gospodarze. Ja miałam do dyspozycji całe górne piętro. Luksus 🙂
Fot. Maria Kuczkowicz

Drzwi mojego pokoju, podobnie jak ściany były bardzo nieszczelne. Po prawej stronie usytuowano materac. Nad nim rozpościerała się dziurawa moskitiera. Niemalże od razu umieściłam pod nią dwie własne. W skład umeblowania wchodził jeszcze wiatrak, najbardziej niezbędny rekwizyt – szczególnie w nocy.

Kiedy po całym dniu wchodziłam do pokoju miałam wrażenie, że weszłam do piekarnika. Powietrze było bardzo nagrzane. Zagrzebując tułów pod moskitierami czułam, że temperatura podnosi się jeszcze bardziej. Noc bez wiatraka skierowanego wprost na ciało była nie do zniesienia. Kilkakrotnie w trakcie mojego pobytu, z uwagi na to że maj jest miesiącem przejściowym – pory suchej w deszczową, zdarzały się burze. Po tych, wielokrotnie nie mieliśmy prądu, a jego przywracanie trwało nawet kilka dni.

Linie elektroniczne w wiosce są bardzo wrażliwe na uszkodzenia, albo raczej ,,precyzja” z jaką zostały wykonane powoduje, że mają predyspozycje do bardzo szybkiego uszkadzania się 🙂 Miliony drucików poprzywiązywanych do siebie, poodrywanych, poobklejanych taśmami. Czego można się więc spodziewać?

Wtedy dowiedziałam się co oznacza noc w Tajlandii bez wiatraka, doceniając fenomen tego urządzenia :).

Moskitiera zewnętrzna była tak ogromna, że zajmowała cały pokój. Fot. Maria Kuczkowicz

Moskitiera zewnętrzna była tak ogromna, że zajmowała cały pokój :).
Fot. Maria Kuczkowicz

Dwie wewnętrzne miskitiery. Fot. Maria Kuczkowicz

Dwie wewnętrzne miskitiery i nieszczelne ściany mojego pokoju :).
Fot. Maria Kuczkowicz

Codziennie, z powodu nieszczelności drewnianych ścian, drzwi i sufitu, w mojej izdebce można było znaleźć wielu niespodziewanych gości :). Poczynając od milionowych grup tropikalnych komarów, przez ogromne żuki, na skorpionach kończąc. Gościem najczęstszym i najbardziej pożądanym był gekon. Czas w pokoju umilał jego dziwnie nawołujący głos, który rozbrzmiewał w środku nocy, gdy opróżniał pokoje wolontariuszy z owadów.

Mały mieszkaniec :) Fot. Maria Kuczkowicz

Mały mieszkaniec 🙂
Fot. Maria Kuczkowicz

Jadowity sąsiad. Fot. Maria Kuczkowicz

Jadowity sąsiad.
Fot. Maria Kuczkowicz

Łazienka stała samotnie na dworze. W jej wyposażeniu była ubikacja i dwie wielkie beczki z zimną wodą. Jedna służyła do kąpieli, druga do spuszczania wody w toalecie :).

Łazienka w Ban Ta Klang. Fot. Maria Kuczkowicz

Łazienka w Ban Ta Klang.
Fot. Maria Kuczkowicz

Ubikacja i dwie beczki z wodą, prysznic nie działał. Fot. Maria Kuczkowicz

Ubikacja i dwie beczki z wodą, prysznic nie działał.
Fot. Maria Kuczkowicz

W Tajlandii temperatura powietrza w dzień wynosi ponad 40 stopni a jego wilgotność od 70 do 80%. Powoduje to, że odnosi się wrażenie wdychania pary wodnej, z garnka postawionego na gazie. Woda zawarta w powietrzu, ciągle skrapla się na skórze. Wszyscy są mokrzy i śmierdzący :). Nawet bardzo częste kąpiele nie pomagają w utrzymaniu świeżości i czystości ciała. Po prostu – nie możliwe. Jest to pewien dyskomfort, do którego należy przywyknąć.

Dodatkowo czerwona i sucha ziemia Ban Ta Klang, bardzo łatwo unosi się w powietrzu. Często można najeść się piasku i zmienić barwę, jak kameleon. Zwłaszcza, gdy nosi się jasne stroje. 🙂

Dlatego wiszący na balkonie, metrowy sznurek na pranie, codziennie zdobiły moje lniane koszule i rozciągnięte jak worek spodnie. W dużej czarnej misce pod domem, szorowałam swoją białą garderobę włosianą szczotką.

Podsumowując. Warunki mieszkalne były skromne, aby nie powiedzieć – spartańskie 🙂  Za to idealnie dopasowane do warunków klimatycznych Tajlandii: zimna kąpiel, przewiewny pokój i… słonie dookoła, czego chcieć więcej? 🙂

Widok z okna mojego pokoju. Fot. Maria Kuczkowicz

Widok z okna mojego pokoju. Słonie, słonie, wszędzie słonie…
Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Niedługo po moim przybyciu nastąpiła tradycyjna tajska ceremonia powitalna. Uczestniczyli w niej wszyscy, nowo przybyli wolontariusze. Odprawiana jest ona przez lokalnego szamana. Cała społeczność projektu zasiada po turecku w dużym kole. Szaman zaś usadawia się przed wszystkimi. Recytując dziwne zdania w tajskim języku, oplata nas długą białą nicią i kropi wodą w której wcześniej zatopił paląca się świecę. Mahouci siedzący z tyłu rzucają zaś na nas zielone liście jakiegoś dziwnego gatunku drzewa i ochoczo odśpiewują krótką pieśń. Na końcu Szaman oraz każdy mahout wiąże na ręce wolontariusza białą nić. Powstałą bransoletkę należy nosić przez trzy dni, po czym umieścić wysoko nad głową w pokoju. Ceremonia jest znakiem przyjęcia wolontariusza do społeczności projektu oraz zapewnia według tubylców szczęście i zdrowie podczas całego pobytu. Czy w to wierzę? – nie, ale zdrowie i szczęście baz wątpienia mi dopisywały :). A to raczej zasługa pewnych Trąbalskich przyjaciół, a nie Szamańskich odczynień. Było to dziwne, ale ciekawe doświadczenie, które jednak sami tubylcy traktowali z humorem i nie do końca poważnie.

Odprawiający ceremonię powitalną szaman. Fot. Maria Kuczkowicz

Odprawiający ceremonię powitalną szaman.
Fot. Maria Kuczkowicz

Mija noc, dochodzi godzina 6.00, dzwoni budzik. Leniwie wygrzebuję się spod dwóch moskitier chroniących mnie przed małymi, nakrapianymi, tropikalnymi komarami. Trzecia, usytuowana wysoko, dziurawa, chroni przed większymi owadami, gadami, skorpionami. Termometr wskazuje około 30 stopni, parno i duszno, na czole pojawiają się pierwsze krople potu. Wyłączam wiatrak, ubieram długą, białą, lnianą koszulę i spodnie, szmaciane tenisówki, kapelusz. Taki ubiór ma chronić przed zabójczym słońcem oraz przenoszącymi Dengę komarami. Obowiązkowo spryskuję się deetem i jestem gotowa do pracy.

Dzień zaczyna się od pysznego śniadania na platformie widokowej, gdzie wraz z innymi wolontariuszami posilamy się trzy razy dziennie. Dania przygotowywane są przez tubylców – tradycyjne, ostre. Następnie dzielimy się na trzy grupy i przechodzimy do porannych obowiązków. Jedna część wolontariuszy zagrabia pozostałości bambusów i trzcin cukrowych w zagrodach słoni z projektu. Kolejna sprząta wybiegi z ich odchodów. Grupa trzecia kolekcjonuje pozostałości pożywienia na przyczepie traktora – posłużą one jako nawóz. Drużyna ostatnia ścina i kolekcjonuje trzcinę cukrową dla słoni. W wiosce zwierzęta karmi się liśćmi i łodygami trzciny cukrowej, trawą słoniową, liśćmi bambusa, liśćmi ananasa. Od czasu do czasu dostają też owoce i warzywa w postaci bananów, ogórków, dyni, ananasów, czy arbuzów.

Pozostałości liści bambusa i ananasa wywożone na pola uprawne. Fot. Maria Kuczkowicz

Pozostałości liści trzciny i ananasa wywożone na pola uprawne.
Fot. Maria Kuczkowicz

Poranne kolekcjonowanie i ścinanie trzciny cukrowej dla słoni, maczetami. Fot. Maria Kuczkowicz

Poranne kolekcjonowanie i ścinanie maczetami trzciny cukrowej dla słoni.
Fot. Maria Kuczkowicz

Liście bambusa. Fot. Maria Kuczkowicz

Liście drzewa bambusowego.
Fot. Maria Kuczkowicz

 

Liście ananasa. Fot. Maria Kuczkowicz

Liście ananasa.
Fot. Maria Kuczkowicz

 

Trawa słoniowa. Fot. Maria Kuczkowicz

Trawa słoniowa.
Fot. Maria Kuczkowicz

Następnie przychodzi czas na słoniowe śniadanie. Karmienie zwierząt owocami i warzywami odbywa się na drewnianej platformie pod którą podchodzą podopieczni. Jest to pierwsza okazja do bezpośredniego kontaktu ze słoniem. Karmienie owocami może odbywać się w dwojaki sposób. Owoce podajemy bezpośrednio do pyska, albo do trąby. Karmienie do pyska zaleca się tylko u słoni starych, chorych i słabych. W ,,Surin Project” podawanie owoców następuje do trąby, ponieważ wszystkie zwierzęta są w dobrym stanie fizycznym i kondycji. Jeśli ktoś miał okazję zobaczyć z bliska zachowanie słonia Afrykańskiego i Azjatyckiego, to już na tym etapie zauważy jedną z kilku podstawowych różnic w ich sposobie chwytania pokarmu. Wiąże się to z anatomią ich trąby. Wierzchołek trąby słonia Afrykańskiego zakończony jest dwoma palcami (górnym i dolnym). Zwierze to z łatwością odbierze kawałek owocu samym jej wierzchołkiem, łapiąc go palcami. U słonia Azjatyckiego trąba zakończona jest tylko palcem górnym, palec dolny zastępuje umięśniony ,,wał”. Gatunkowi temu łatwiej odebrać kawałki pożywienia umiejscawiając je na trąbie tuż pod wałem, charakterystycznie zawijając trąbę. Karmiąc słonie Azjatyckie należy umiejscawiać owoce i warzywa właśnie w tym miejscu.

Miejsce podawania słoniowi kawałków pożywienia - trąba tuż pod wałem.

Miejsce podawania słoniowi kawałków pożywienia – trąba tuż pod wałem.

Słonica Fah Sai, charakterystycznie zawijajaca trabę.

Słonica Fah Sai, charakterystycznie zawijająca trąbę.

Uwielbiająca dostawac do pyska orzeszki, Nong Lek.

Uwielbiająca dostawać do pyska orzeszki, Nong Lek.

Pożywienie bardziej objętościowe, takie jak trzcina cukrowa czy liście ananasa, podawane są im w zagrodzie bezpośrednio na ziemię. Okolice zagród porasta trawa słoniowa, z tego względu nie trzeba jej ścinać. Słonie same są w stanie po nią sięgnąć. W taki sam sposób można byłoby podać owoce, ale karmienie nimi słoni jest doskonałą okazją do nawiązania pierwszego kontaktu słoń – wolontariusz.

Dorosłe zwierzę zjada dziennie około 150 kg (100 -200 kg) roślin. Ze względu na to, że jego przewód pokarmowy jest bardzo słabo wydajny (jednorazowo pobrany pokarm trawi się tylko w 40%), należy słoniom zapewnić praktycznie całodobowy dostęp do pokarmu (muszą one zjeść codziennie od 5 do 10% swojej wagi). Pojenie odbywa się z węża ogrodowego. Słonie same chwytają jego nasadę i wciągają wodę do trąby, po czym wpompowują ją do jamy ustnej, bądź za jej pomocą wkładają koniec węża do ust. Zwierzęta projektu mają też codziennie okazję do pobierania wody w jeziorze czy rzece, podczas kąpieli. Słonie potrzebują około 100 litrów wody na dzień (od 80 do 150 litrów). Jednorazowo do trąby potrafią pobrać od 5 do 10 litrów.

Zajadające trawę słoniową i trzcinę cukrową (od lewej) Euang Luang, Fah Sai, Nong Nun

Zajadające trawę słoniową i trzcinę cukrową (od lewej) Euang Luang, Fah Sai, Nong Nun                          Fot. Maria Kuczkowicz

Pojąca się Nong Lek Fot. Maria Kuczkowicz

Pojąca się Nong Lek.
Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Traba wciągająca wodę.         Fot. Maria Kuczkowicz

Pojenie słonicy Ploy.

Pojenie słonicy Ploy.

Po podaniu bomby witaminowej, słonie zabierane są na pierwszy spacer. Najczęściej jest to przechadzka po lesie, gdzie mogą swobodnie się poruszać wyszukując najsmaczniejszych liści drzew. Kończy ją chłodząca kąpiel w jeziorze lub rzece.

Słoń Azjatycki w lesie czuje się jak ryba w wodzie. Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń Azjatycki w lesie czuje się jak ryba w wodzie.
Fot. Maria Kuczkowicz

Ponoć najsmaczniejsze liście drzew znajdują sie na samej górze...

Ponoć najsmaczniejsze liście drzew znajdują sie na samej górze…

Słonica Jeab gołocąca drzewo bambusowe. Fot. Maria Kuczkowicz

Słonica Jeab gołocąca drzewo bambusowe.
Fot. Maria Kuczkowicz

Euang Luang. Fot. Maria Kuczkowicz

Euang Luang w lesie.
Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Jeab i Nong lek         Fot. Maria Kuczkowicz

Podczas przebywania i spacerowania w towarzystwie gigantów, należy zapoznać się z zasadami bezpieczeństwa. Podstawą staje się wiedza o sposobach zachowań słoni w grupie, umiejętność rozpoznawania ich nastrojów, zamiarów oraz zrozumienie słoniowego języka i systemu porozumiewania się. W trakcie codziennych obserwacji i przebywania wśród tych zwierząt, z dnia na dzień zauważasz coraz więcej. Rozumiesz je coraz bardziej. Czasem nawet stajesz się jednym z nich, by ułatwić wzajemny kontakt.

Przytulaśna Nong lek.

Przytulaśna Nong lek.

Słoń zainteresowany człowiekiem podejdzie sam. Nigdy, w żaden sposób nie należy się ,,narzucać”. Gestem podania ręki i przywitania się jest obwąchanie trąbą. Słoń równocześnie sprawdzi czy Twoja ręka nie znalazła się przypadkiem w posiadaniu jakiegoś pysznego kąska. Dlatego najprawdopodobniej w pierwszej kolejności skieruje swoją trąbę ku dłoni. Bardzo często obwąchuje też twarz, pochłaniając zapach z ust. Wydmuchując powietrze w stronę trąby słoniowej, zauważa się ogromne zainteresowanie ze strony zwierzęcia. Przytrzymuje ono trąbę w pozycji ,,wyłapującej” wydmuch, tj. przez dłuższy czas trzyma swoją trąbę przed ustami. W ten sposób pobiera informację na temat właściwości zapachowych dopływającego powietrza. Z pewnością go zapamięta oraz będzie kojarzył z daną osobą :). Wcześniejsze umycie zębów na pewno utrudni słoniowi rozpoznawanie zapachu, gdyż zamaskuje specyficzną i indywidualną woń dla każdego z osobna :). W taki sposób słonie obwąchują również siebie wzajemnie. Dlatego jeżeli chce się nawiązać ze słoniem relację, należy mu na to pozwolić i jak najbardziej ułatwić dostęp do miejsca które chce obwąchać.

Nigdy nie należy unieruchamiać trąby ani głowy słoniowej poprzez obejmowanie, przytulanie, czy mocny chwyt. Wywołuje to najczęściej gwałtowne i silne odwrócenie głowy przez słonia, który chce się  wyrwać z objęcia. Dotyk musi być tak delikatny, że po każdym wyczuciu oporu czy chęci uwolnienia się, ręce same, bez trudu i natychmiastowo oddadzą słoniowi swobodę. W naturze wzajemne kontakty tych zwierząt polegają na bardzo delikatnym dotykaniu się i obwąchiwaniu. Słonie nie lubią głaskania, nagłe i gwałtowne ruchy dłoni które poczują na swojej skórze zwykle doprowadzają do wycofania się. Jeśli chcemy by słoń zaakceptował dotyk, musi być to bardzo delikatne przyłożenie ręki. Dłoń powinna  pozostawać w tym samym miejscu, nie poruszać się lub przemieszczać bardzo powoli, bez odrywania jej od powierzchni skóry. Miejscami najbardziej akceptowalnymi przez zwierzę jest nasada trąby, poniżej miejsca wyznaczającego środek między oczami lub masywny policzek. Wszystkie inne, bardziej inwazyjne rodzaje kontaktu słonie traktują jak zło konieczne. Generalnie zwierzęta te nie czerpią żadnej przyjemności z dotyku człowieka. Albo jest on dla nich nie przyjemny, albo kompletnie obojętny. Z całą pewnością najlepszym rozwiązaniem jest zaniechanie jakichkolwiek działań i pozostawienie słoniowi wolnej woli. Nie wykluczonym jest, że sam zacznie poszukiwać kontaktu z człowiekiem. Zaś w sytuacjach konieczności zainicjowania bliższego spotkania, wybiera się sposoby najmniej inwazyjne tak, by słoń czuł się jak najbardziej swobodnie.

Przyłożenie ręki u nasady trąby, raczej spowoduje akceptację ze strony słonia. Fot. Z Nong lek.

Przyłożenie ręki u nasady trąby, raczej spowoduje akceptację ze strony słonia.      Fot. Z Nong lek.

W towarzystwie słonia należy przebywać w pobliżu jego głowy, najlepiej z boku. Oczy zwierzęcia są ułożone po bokach głowy, dlatego łatwiej jest mu obserwować nasze ruchy oraz zorientować się o naszym położeniu. Nigdy nie wolno stać pomiędzy dwoma słoniami, czy pomiędzy słoniem a dużym i twardym przedmiotem tj. drzewo, głaz czy słup. Zwierzę nie zauważając człowieka może bardzo łatwo go zmiażdżyć. Twierdzi się, że najbezpieczniej stać za zwierzęciem. Wtedy łatwo dostrzec zmianę jego nastrojów (zmiana położenia uszu czy ogona, gwałtowne ruchy).

W terenie wszystkie słonie projektu spotykają się i mogą bez ograniczeń cieszyć swoją obecnością. Byłam tam świadkiem przyjacielskich pieszczot i rozmów, kumpelskich przysług i nowo rodzących się sympatii. Jednak wśród pozytywnych emocji, obecnych w Surinowskim klanie, nie zabrakło też kłótni i nieporozumień. Urażony słoń odwraca się na kopycie i biegnie. Dosłownie – gna przed siebie nie patrząc pod nogi, za siebie, właściwie to nigdzie. Zdenerwowany słoń – to niebezpieczny słoń. Mający ochotę rozpoczęcia pogoni podnosi bardzo wysoko ogon, wydaje głośne, długie, wysoko tonowe dźwięki. Trąba oraz głowa są opuszczone w dół a uszy ustawione bardzo blisko powierzchni szyi. Taka mowa ciała oznacza ,, Uwaga! Spanikowałem, będę pędził przed siebie i nic mnie nie zatrzyma”, poczym rozpoczyna gonitwę, a w ślad za nim bardzo często wyrusza całe stado :). Spanikowany słoń z pewnością się nie zatrzyma. Lepiej zejść mu z drogi, schować się za pokaźnym drzewem i obserwować sytuację. Gdy ten sam się uspokoi, podchodzi się do niego z boku i łapie za koniec ucha, lub za nasadę trąby 4 palcami u jej wewnętrznej strony. Czasem wystarczy położenie ręki na policzku.

Jedna z dróg w kierunku rzeki była, drogą ruchu samochodowego. Aby zapobiec wybiegnięciu zwierzęcia na drogę, stara się iść obok niego, po wewnętrznej stronie drogi, aby ,,wyprzeć" słonia na stronę zewnętrzną.

Jedna z dróg w kierunku rzeki była drogą ruchu samochodowego. Aby zapobiec wybiegnięciu zwierzęcia na drogę, stara się iść obok niego, po wewnętrznej stronie drogi, aby ,,wyprzeć” słonia na stronę zewnętrzną.    Fot. Z Fah Sai.

Ideą projektu jest jak najmniejsza ingerencja człowieka w zachowanie słonia. Dlatego do pokazywania słoniowi kierunku używa się tylko ręki, która łapie go za koniec ucha lub policzek. Sterując uchem lub delikatne uciskając policzek, słoń wie w którą stronę należy pójść.

Gęsiego do w kierunku rzeki. Fot. Maria Kuczkowicz

Słonie z projektu podążają w kierunku rzeki.
Fot. Maria Kuczkowicz

Gęsiego do rzeki.

Gęsiego do rzeki.

Zbiorowa kąpiel :)

Zbiorowa kąpiel 🙂

Najbardziej wyczekiwanym momentem dnia jest kąpiel. Obowiązują dwie podczas których słonie same wchodzą do wody chlapiąc się, nurkując i bawiąc ze sobą oraz dodatkowa w której uczestniczą wolontariusze. Dwa razy dziennie słonie w jeziorze mają czas tylko dla siebie. Można wtedy obserwować ich naturalne zachowania i urzekające międzysłoniowe relacje i zabawy.

Słonice Fah Sai i Euang Luang w błotnej kąpieli. Fot. Maria Kuczkowicz

Słonice Fah Sai i Euang Luang w błotnej kąpieli.
Fot. Maria Kuczkowicz

Nurkowanie w jeziorze. Fot. Maria Kuczkowicz

Nurkowanie w jeziorze.
Fot. Maria Kuczkowicz

Fah Sai zainteresowana aparatem fotograficznym.

Fah Sai zainteresowana aparatem fotograficznym.

Każdy wolontariusz na czas kąpieli bierze pod opiekę jednego słonia i ma za zadanie porządnie go umyć. Zwierzęta uwielbiają skrobanie szczotką, to najbardziej przyjemny sposób poskromienia :). Nic się wtedy nie liczy, tylko woda i delikatnie szorujące skórę zgrzebło. Jest to sytuacja w której wolontariusz i słoń są najbliżej ze sobą. Stworzenie w wodzie jest bardzo spokojne, można sobie wtedy pozwolić na częstszy dotyk i bardzo bliski kontakt ze zwierzęciem. Woda działa na nie jakby kojąco, uspokajająco, ich ruchy są jeszcze bardziej spowolnione i flegmatyczne, słoń zdaje się mówić ,,róbcie ze mną co chcecie, nic mnie stąd nie wyciągnie”. Wreszcie jest mu chłodniej, nie gryzą go muchy, nie swędzi sucha skóra. Bliskie spotkanie w wodzie nie jest tylko inicjatywą wolontariusza. Słonie same wyrażają aprobatę i godzą się na bardzo bliski kontakt. Znika bariera dzikie zwierzę – człowiek. To niesamowite przeżycie.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Euang Luang w kąpieli :) Fot. By Wills Surin Project coordinator.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Pomimo pełnej swobody w wodzie, należy zwracać uwagę na to czy przypadkowo nasze ciało nie znalazło się pomiędzy dwoma słoniami. Pamiętam jak pewnego razu czyściłam słonicę Fah Sai, zaczęła się ona bardzo powolnym ruchem kłaść w moją stronę. Naturalnie cofnęłam się do tyłu. Po kilku krokach poczułam opór. Moje plecy zetknęły się z brzuchem drugiego słonia. Słonica Fah Sai zaczęła dociskać mnie do słonia leżącego za mną coraz bardziej. Zrozumiałam, że sytuacja nabrała powagi. Zdecydowanym ruchem wspięłam się na nogę znajdującej się za mną Euang Luang i w taki sposób uratowałam się przed zgnieceniem :).

Słoniowi łatwiej jest poczuć nogę drugiego słonia niż ciało człowieka. Ze względu na grubą skórę, receptory czucia mają niższy próg pobudliwości niż u innych zwierząt. Poza tym nie ma on pojęcia o tym, jak kruche i delikatne jest ciało człowieka. Czując za sobą Euang Luang, Fah Sai postanowiła zaprzestać dalszego napierania, a ja stałam na nodze słonicy i zastanawiałam się w jaki sposób z niej zejść :). Na szczęście zawsze swoją pomocną dłonią służył bardziej doświadczony kompan – mahout* :).

Fot. By Wills Surin Project coordinator.

Fot. By Wills Surin Project coordinator.

W godzinach południowych nadchodzi czas na pikantny lunch. Po godzinnej przerwie rozpoczynają się prace projektowe. Dzień kończy spacer ze słoniami i sprzątanie zagród.
Prace projektowe polegają na budowaniu składów na słoniowe odchody ze ściętych łodyg bambusa, naprawianiu ogrodzeń, czy kolekcjonowaniu odchodów.

Kolekcjonowanie i składaowanie pni bambusów na budowę ogrodzenia dla słoniowego łajna. ;)

Kolekcjonowanie i składaowanie pni bambusów na budowę ogrodzenia dla słoniowego łajna. 😉

Zwożenie pni bambusów.

Zwożenie pni bambusów.

Budowanie ogrodzenia na słoniowy kał.

Budowanie ogrodzenia na słoniowy kał.

Wykopywany dół na nową belkę ogrodzenia dla słoni.

Wykopywany dół na nową belkę ogrodzenia dla słoni.

Odchody słonia są bardzo zbite, możecie wierzyć lub nie, ale wysuszone nie mają praktycznie żadnego zapachu. Ze względu na słabą wydajność przewodu pokarmowego słonia, ponad 60% masy kałowej stanowią niestarwione włókna roślin. Słoń wydala kał w postaci litych kul (jednorazowo od 5 do 8) kilka razy dziennie (około 5) co daje ponad 100 kilogramów odchodów na dzień.

Świeże odchody słonia w postaci kul. fot. Maria Kuczkowicz

Świeże odchody słonia w postaci kul.
fot. Maria Kuczkowicz

Pierwszym sposobem wykorzystania słoniowej kupy 🙂 jest produkcja odżywczego nawozu dla pól uprawnych. Wolontariusze rękoma rozdrabniają grudy kału i wysypują na przyczepę, na której nastąpi wymieszanie go z trocinami, owocowym kompostem i czarną ziemią.

Produkcja nawozu. Fot. Maria Kuczkowicz

Produkcja nawozu.
Fot. Maria Kuczkowicz

Dowodem na to, że słoniowy kał jest bardzo odżywczy a zarazem ciekawostką, jest fakt, że słynne w Tajlandii ,,magiczne grzybki” wyrastają właśnie na słoniowej kupie :). Podobno mają one właściwości halucynogenne, chociaż sama nie mogę tego potwierdzić :). Mieszkańcom Tajlandii zdarza się jednak korzystać z tych dobrodziejstw, dlatego śmiem twierdzić, że ich opowieści są prawdziwe :).

Grzybek halucynek na słoniowej kupie :)

Grzybek halucynek na słoniowej kupie 🙂

Świetną inicjatywą i koncepcją jest produkowanie papieru oraz papierowych pamiątek ze słoniowego kału. Pomysł pokazuje alternatywny sposób pozyskiwania tego produktu. W przyszłości może przyczynić się to do zmniejszenia ilości drzew wycinanych na papier. Jest to inicjatywa wspierająca program ochrony i oszczędzania roślinności leśnej dla słoni Azjatyckich dziko żyjących, oraz tych które kiedyś dzięki takiemu działaniu będą mogły powrócić do lasów.
Ze stu kilogramów słoniowego kału otrzymuje się około 250 kartek papieru. Proces produkcji jest kilku etapowy. Rozdrobniony kał miesza się z wodą i gotuje 24 godziny w specjalnych piecach. Ma to na celu zabicie wszelkich drobnoustrojów i pasożytów.

Wysuszony, rozdrobniony słoniowy kał. Fot. Maria Kuczkowicz

Wysuszony, rozdrobniony słoniowy kał.
Fot. Maria Kuczkowicz

Piece do prażenia słoniowego kału.

Piece do prażenia słoniowego kału.   Fot. Maria Kuczkowicz

Podczas wielogodzinnego procesu prażenia odchodów całkowicie zabijany jest również delikatny zapach słoniowego łajna. Po tym procesie kał, a raczej to co z niego pozostało – niestrawione włókna roślin, są wielokrotnie płukane, przecierane i odsączane w metalowej wannie z tarką, w celu ich wybielenia. Czasem dodaje się na tym etapie rozdrobnionej białej kory specyficznego gatunku drzewa oraz farby.

Metalowa wanna z tarką. Fot. Maria Kuczkowicz

Metalowa wanna z tarką.
Fot. Maria Kuczkowicz

Gdy włókna są już ,,czyste”, przenosi się powstałą papkę do cementowego koryta wypełnionego wodą. Tam jeszcze raz płucze i nakłada na ramki z drobną siatką, po czym ugniata w celu odsączenia wody, nadając pożądany kształt potencjalnej kartce. Ostatnim etapem jest suszenie na słońcu.

Ramki do formowania kartek. Fot. Maria Kuczkowicz

Ramki do formowania kartek.
Fot. Maria Kuczkowicz

Wyławianie papki z koryta. Fot. Maria Kuczkowicz

Wyławianie papki z koryta.
Fot. Maria Kuczkowicz

Suszenie papki. Fot. Maria Kuczkowicz

Suszenie papki.
Fot. Maria Kuczkowicz

Powstała kartka. Fot. Maria Kuczkowicz

Powstała kartka.
Fot. Maria Kuczkowicz

Papierowa szafka na biżuterię.

Papierowa szafka na biżuterię.   Fot. Maria Kuczkowicz

Inną ideą ,,Surin Project” jest przeciwstawianie się sprzedaży słoniowych części ciała. W gronie wolontariuszy i turystów organizowane są aukcje na których można licytować się i kupować produkty takie jak: odbicia stóp słoniowych, figury słoni tworzone przez mahoutów, księgi pamiątkowe ze zdjęciami i opisem słoni czy obrazy przedstawiające słonie. Wspiera się tym samym projekt, a nie kłusownictwo czy nielegalny handel.

Odbicie słoniowej stopy. Fot. Maria Kuczkowicz

Odbicie słoniowej stopy.
Fot. Maria Kuczkowicz

Bardzo ważnym działaniem projektu jest też przełamywanie barier miedzy tubylcami a wolontariuszami. Dzięki temu możliwe jest wpływanie na ich świadomość i zmiana ich nastawienia w stosunku do turystyki ekologicznej. W tym celu organizowane są codzienne spotkania z mahoutami, rozmowy, gry, pokazy filmów dokumentalnych i prezentacji, oraz wspólna nauka języków.

Imię Maria po tajsku.

Imię Maria po tajsku :).

Przez okres wolontariatu z Surin Project uczestniczyłam nie tylko w życiu słoni, ale byłam również obserwatorem bytowania mieszkańców wsi Ban Ta Klang. Słyszałam codzienne modlitwy przepasanych rudym prześcieradłem mnichów, widziałam rolników pielęgnujących ryż na polach uprawnych, farmerów prowadzących na wypas swoje bydło, poznałam ich upodobania kulinarne, lokalne przysmaki i przyprawy.

Rolnik na polu ryżowym

Rolnik na polu ryżowym.   Fot. Maria Kuczkowicz

Tajskie bydło.

Tajskie bydło.    Fot. Maria Kuczkowicz

W Tajlandii hoduje się Bawoły wodne.

W Tajlandii hoduje się Bawoły wodne.  Fot. Maria Kuczkowicz

Owoc Mangostinu na kolację.

Owoc Mangostanu na kolację.    Fot. Maria Kuczkowicz

Owoc Palmy Salacca.

Owoc Palmy Salacca.    Fot. Maria Kuczkowicz

Owoc Rambutanu.

Owoc Rambutanu.    Fot. Maria Kuczkowicz

 

Smażone owady.

Smażone świerszcze.   Fot. Maria Kuczkowicz

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, dowiedziałam się, że słoń jest symbolem narodowym Tajlandii, nieodłączną częścią jej kultury i religii. Obiektem kultów i wierzeń. Jeden z Bogów Indyjskiej mitologii ,,Genesha” przedstawiany jest jako postać z głową słonia. Na wszystkich najważniejszych świątyniach Tajlandzkich widnieją figury słoniowe. Po śmierci słonie grzebane są uroczyście na cmentarzach słoniowych. Wydawać by sie mogło, że słoń powinien być traktowany jak Święta krowa w Indiach. Tymczasem paradoksalnie, traktuje sie je gorzej niż psy, które swobodnie mogą przemieszczać się po miastach i wsiach. Zupełnie nie zrozumiałym dla mnie jest fakt kompletnego braku szacunku dla tego zwierzęcia za życia, a uwielbienie jego duszy i ciała po śmierci. Być może w ten sposób człowiek chce wynagrodzić wszystkie krzywdy i niegodziwości, które zgotował mu najpierw na ziemi?

Słoniowy cmentarz.

Słoniowy cmentarz.   Fot. Maria Kuczkowicz

Tym ludziom potrzebna jest edukacja. Ich świadomość ekologiczna jest nieznaczna a wiedza na temat humanitarnego traktowania zwierząt ograniczona. Dla nich istoty żyjące to te, które przynoszą zysk. Nie należny jest im szacunek i wdzięczność. Potrzebny jest tam Surin Project, który będzie się rozwijał, docierał do coraz większego grona osób, i przekonywał o słuszności walki o lepszą przyszłość dla zwierząt żyjących nie tylko w Tajlandii, ale w całej Azji.

Z Organizacją ,,Save Elepant Foundation” współpracowałam 4 tygodnie, w tym 3 tygodnie w projekcie ,, working to improve the living conditions of elephants in captivity” (Surin Project). W obliczu dramatycznych scen wykorzystywania i zniewalania wspaniałych gigantów Azji, stałam się ich czynnym obrońcą świadczącym o ich potrzebie i prawie do wolności. Razem z innymi wolontariuszami oddawałam całą energię i byłam w pełni zaangażowana w walkę o lepsze jutro dla Tajlandzkich słoni żyjących w niewoli. Doświadczyłam cudownej możliwości uczestniczenia w ich życiu każdego dnia. Stawiałam razem z nimi ciężkie kroki gdy pokonywały leśne gęstwiny, chlapałam razem z nimi wodą podczas popołudniowych kąpieli, wybierałam najsmaczniejsze owoce w trakcie porannych degustacji, uczestniczyłam w długich rozmowach o najlepszych leśnych liściach, o największych pniach drzew do ocierania i sposobach drapania. Słonie Azjatyckie swoimi trąbami wciągnęły mnie w swój świat. I to dosłownie :).

IMG_7947

Z Mahoutem Thong Di i słonicą Fah Sai

IMG_7805

Z podopieczną Fah Sai

Nigdy nie zapomnę sytuacji, gdy podczas słoniowych kąpieli podążałam w kierunku słonicy Fah Sai i z powodu bardzo mulastego dna zapadła mi się w podłożu jedna stopa, nie mogłam jej wyciągnąć. Rękami szukałam równowagi wyciągając je do przodu. Nagle w swojej dłoni poczułam koniec słoniowej trąby. Chwyciłam ją, podciągnęłam się i znalazłam pod ogromnym łbem słonicy. To był moment dla którego warto było szamotać się w wodzie :). Dla mnie to niezbity dowód na to, że słonie mają w sobie tyle wrażliwości i inteligencji ile mierzy ich ciało. To było jak ludzki odruch, podanie ręki ,,chwyć, pomogę Ci”. Zadałam sobie wtedy pytanie: ,,Czy Fah Sai zachowała się jak zwierzę?”

Myśląc sobie o tym, że te pojętne giganty masowo giną i poddawane są bolesnym torturom dla zaspokajania potrzeb człowieka, stwierdzam, że zwierzęta i ludzie zamienili się chyba rolami. Ale czy one kiedykolwiek były aż tak ,,nieludzkie”? Co to znaczy zachowujesz się jak zwierzę? Co oznacza zachowuj się jak człowiek? Czy traktowanie po ludzku ma wytyczone granice gatunkowe? Po ludzku, czyli z szacunkiem, z podziwem i zachwytem w stosunku do wszystkiego co żyje, bez wyjątku. Czasem bardziej po ludzku traktujemy martwą, jeżdżącą kupę blachy, czy przeceniony miedziak, niż stworzenie któremu bije spragnione życia serce. Nasza wyższość to CZŁOWIECZEŃSTWO, a człowieczeństwo NIE JEST ZASPOKAJANIEM INSTYNKTÓW I PORZĄDAŃ KOSZTEM INNYCH ISTNIEŃ. Być człowiekiem, oznacza kochać i cenić życie, a życie to nie tylko ludzie…

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

 

 

Autor filmu Maria Kuczkowicz, na podstawie 3 tygodni współpracy z Surin Project.             Muzyka ,,Desert City” Kevin MacLeod, incompetech.com.

 

Więcej informacji o projekcie ,,Surin Project”:

http://www.elephantnaturepark.org/enp/en/21-surin-project-weekly-volunteer oraz http://www.surinproject.org/

s

 art. Maria Kuczkowicz

 

Mahout – osoba opiekująca się słoniem, będąca w posiadaniu słonia, hodująca go.

Ile potrzeba by uratować żółwia…

Dzień w ośrodku rehabilitacyjnym dla Caretta caretta zaczyna się o szóstej rano. Już wtedy temperatura powietrza osiąga 25 stopni Celsjusza. Jest sierpień. Około 40 żółwi w ośrodku. Osoba na którą przypada dzień dyżuru, zaczyna od wpisywania na listę wyników monitorowania ciepłoty wody w basenach oraz wniosków z porannej obserwacji żółwi. Na wspomnianej liście widnieją numery basenów wraz z imionami ich lokatorów. We wnioskach dotyczących zachowania się żółwi, zawarte są informacje na temat tego czym zajmują się one w danej chwili tj. żółw pływa po powierzchni, na dnie, odpoczywa na dnie bądź na powierzchni, nie reaguje na bodźce, jest osowiały bądź energiczny, zainteresowany otoczeniem. W uwagach nanosi się spostrzeżenia odnośnie przejrzystości wody w basenie oraz obecności ewentualnych zanieczyszczeń i ich rodzajów.

IMG_3319

Po wypełnieniu listy następuje podział obowiązków pomiędzy wszystkich wolontariuszy. Na liście wywieszonej na tablicy obok pomieszczenia gospodarczego, wpisujemy swoje imiona obok imion żółwi,  za które jesteśmy w danym dniu odpowiedzialni. Potem, przystępujemy do  wymiany wody w basenach, czyszczenia ich oraz do czyszczenia żółwi. Aby możliwym było wyczyszczenie basenu, należy wyciągnąć zwierzę na zewnątrz. Zawsze robi się to w parach, ponieważ są to stworzenia duże i sporo ważą (w ośrodku mieliśmy żółwie ważące 25 kg, ale były i takie, które ważyły około 90 kg). Jedna osoba staje po jednej stronie zwierzęcia a druga po drugiej. Następnie chwyta się pancerz tak, aby żółwiowa głowa zawsze była skierowana w tą samą stronę co głowy trzymających. Pancerz chwyta się tuż nad płetwami.

IMG_3502

Następnie zwierzę ląduje w plastikowym pudle (dno klatki dla psów i kotów), wyścielonym czystym ręcznikiem. Ręczniki są codziennie prane. Jeśli jest to duży basen zewnętrzny, żółw na czas wszystkich zabiegów pozostaje w tym basenie. Aby zwierzę się nie stresowało, na oczy nakładamy gazę nasączoną płynem fizjologicznym. Niestety bardzo często ląduje ona na podłodze :). Powolne żółwie potrafią czasem bardzo energicznie zaprotestować :). Jeśli żółw przebywa w boksie bardzo długo, przykrywa się go dodatkowo mokrym ręcznikiem. Każdy żółw posiada swoją gąbkę do mycia pancerza i płetw, oraz szczoteczkę do czyszczenia głowy. Używa się specjalnych, nie szkodzących żółwiom mydeł z betadyną (środek dezynfekujący), rozcieńczanych z wodą i po wyszorowaniu żółwia, zmywa się mydło wodą z węża ogrodowego :). Baseny czyści sie oddzielnymi szczotkami, ale tym samym mydłem co żółwie.

IMG_4016

IMG_4112

IMG_3578

Nadchodzą godziny południowe, temperatura sięga ponad 35 stopni Celsjusza. Świat „topi się wokół” a my z nim. Za ogrodzeniem Ośrodka chłodzące fale odbijają się od skał, mamy jedno marzenie, rzucić się w morze :).

Przed nami jednak najbardziej wyczerpująca część dnia… wynoszenie żółwi w  boksach do karmienia z tubostrzykawek, podania leków, oraz wykonania zabiegów leczniczych. Większość z tych czynności wykonuje się na zewnątrz, poza basenami. Najpierw karmienie z tubostrzykawek. Około połowa żółwi w ośrodku nie jest w stanie sama pobierać pokarmu. Dlatego, karmi się je co drugi dzień przez sondę. W pomieszczeniu gospodarczym dokładnie, według indywidualnego dla każdego żółwia przepisu, przygotowuje się odpowiednia ilość papki z kałamarnic z dodatkiem wapnia, oraz elektrolitów i glukozy. Wszystko dokładnie miksuje się blenderem i wypełnia strzykawki z umocowaną do nich końcówką plastikowej sondy, pokrytą olejem parafinowym. Do karmienia żółwia, również niezbędne są dwie osoby. Jedna musi utrzymywać za pomocą dwóch kawałków gazy, otwarty dziób żółwia. Druga, wprowadza do przełyku sondę i wtłacza powoli zawartość strzykawek, zwracając przy tym uwagę na odruchy połykania (jeśli nie przełyka, czekamy, nie wtłaczamy dalej). Jest to zajęcie najbardziej skomplikowane i wymagające dużej wprawy. Ja podczas mojego pierwszego karmienia przez sondę, zostałam ugryziona przez  jednego z moich podopiecznych :).

Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

IMG_3403

IMG_3400

IMG_3661

IMG_3381 IMG_3357

Do dzisiejszego dnia, noszę na swoim prawym palcu wskazującym znamienną bliznę :). Ona z pewnością, nigdy nie pozwoli mi zapomnieć o pięknych chwilach w ośrodku i cudownym doświadczeniu bliskiego kontaktu z tymi wspaniałymi zwierzętami :).

Kolejnym zadaniem jest podanie leków. Zawsze drogą iniekcyjną. W iniekcjach domięśniowych podaje się witaminy z grupy B (1 – 2 razy w miesiącu) oraz antybiotyki. Miejscem iniekcji jest zgięcie, znajdujące się pomiędzy podstawą szyi a podstawą ramienia. Codziennie zwierzętom podawane są również kroplówki. Podaje się elektrolity i glukozę. W zależności od stanu zdrowia żółwia ustala się częstość wlewów. Wkłuwamy się w skórę szyi żółwia, tam, gdzie ma ona kolor żółty, gdyż jest to miejsce najcieńsze. Czynności te wykonujemy po uprzedniej dezynfekcji skóry.

IMG_3510

IMG_3538

IMG_3621                      IMG_3361

Razem z podawaniem leków, wykonuje się wszystkie pozostałe zalecane przez lekarza weterynarii zabiegi lecznicze. Czyszczenie i dezynfekcja ran, nakładanie kremów z antybiotykiem, kremów wzmagających wzrost skóry itp.

IMG_3611

IMG_3618

Wybija 15.00 kolejna pora monitorowania temperatur w basenach i zachowań żółwi. Jeżeli w którymś z basenów odnotuje się temperaturę wyższą niż 24 stopnie Celsjusza, należy zapewnić danemu basenowi cień. Czasem wystarczy przewiesić nad  basenem ciemny ręcznik lub przykryć basen drewnianą deską. Jeśli temperatura jest bardzo wysoka, (dochodzi nawet do 30 stopni) należy wymienić  w basenie wodę. Dzień w ośrodku kończy karmienie żółwi. Niektóre zwierzęta karmi się z ręki, za pomocą metalowych kleszczy chirurgicznych. Tym, które nie mają problemów z nurkowaniem, po prostu wrzuca się pożywienie do basenów. Żółwiom, które są karmione z tubostrzykawek, codziennie próbuje się podawać pożywienie z ręki i obserwuje reakcje żółwia (zainteresowanie bądź jego brak). Czynność ta jest niezbędna do tego, aby w porę zauważyć, że dany żółw zaczyna pobierać pokarm samodzielnie. Zdarza się to stosunkowo często, co oznacza, że rehabilitacja w ośrodku jest skuteczna :). Wiele żółwi wychodzi na prostą i wraca do morza. Zwierzęta karmione są kałamarnicami i kawałkami ryb. Ich ilość dobierana jest dla każdego żółwia indywidualnie, zależnie od wagi osobnika.

IMG_3556

IMG_3543

Nadchodzi koniec dnia. Jeszcze tylko porcjowanie ostatnich kalmarów, mycie ostatnich gąbek, misek i wreszcie będzie można odetchnąć. Nad Ośrodkiem pięknie zachodzi słońce. Odbija się od morskiej tafli tysiącem refleksów. Niebo za wyspą staje się czerwone, by wyżej przejść w pomarańcz co gubi się jeszcze w żółtych promieniach słońca, które nad nim delikatnym różem podkreślają cudowny błękit znikającego stopniowo sklepienia. Żółwie zapadają w sen. Plaża przed ośrodkiem robi się pusta. Taki spokój… Słychać tylko cyrkulującą w basenach wodę i delikatny szum przypływowych fal.

Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Błogi relaks przerywa zdanie „wiozą kolejnego żółwia”. To jak alarm. Ubieramy koszulki wolontariuszy, rękawice, zabieramy boks, płyn fizjologiczny i gazę. Jedziemy ośrodkowym samochodem w umówione miejsce.

Przez cały mój miesięczny pobyt zostaje przywiezionych piętnaście nowych, potrzebujących żółwi. To tylko namiastka tych, które potrzebowały pomocy, ale nigdy jej nie otrzymały…

Nowy pacjent po przybyciu na miejsce zastaje ważony, mierzony, oglądany, czyszczony po czym dokładnie opisywany i wstępnie diagnozowany. Następnie nadajemy mu imię. Po włożeniu do boksu z ręcznikiem i nałożeniu na oczy gazy, wnosimy nowego podopiecznego do ciemnego pomieszczenia „przechowalni nowych żółwi”, gdzie pod mokrym ręcznikiem będzie obserwowany przez 24 godziny. Po tym czasie, zostanie włożony do nowego basenu. Zanim to jednak nastąpi, otrzyma od razu pierwszą dawkę kroplówek i leków.

Kolejnego dnia wykonane zostanie badanie RTG żółwia, w celu ustalenia drożności przewodu pokarmowego (ewentualnej liny, haku, reklamówki). Jeśli przewód pokarmowy jest drożny, można rozpocząć karmienie z tubostrzykawek. Jeśli jest nie drożny,  rezygnuje się z karmienia a w zależności od umiejscowienia ciała obcego, wykonuje się zabieg mający na celu jego usunięcie. Jeśli zabieg staje się niemożliwy do wykonania, bądź jest bardziej niebezpieczny od potencjalnego ciała obcego (niekorzystne ułożenie przedmiotu np. w niedostępnych odcinkach jelit), podaje się olej parafinowy i czeka z nadzieją, że zwierzę samo wydali ciało obce. W przypadku haków jest to jednak nie możliwe. Przywiezione żółwie mają już tak zniszczony przewód pokarmowy, że nie udaje się ich uratować. Jest to najczęstsza przyczyna śmierci żółwi w ośrodku.

Badanie RTG

Badanie RTG.  Fot. Maria Kuczkowicz

Kolejnym bardzo dużym problemem są głębokie rany głowy, po uderzeniach z harpunów rybackich. Wiele żółwi, albo ginie od razu w wyniku rozległego uszkodzenia mózgu, albo w wyniku pourazowego zapalenia mózgu, zwierzę umiera powoli. Ciągnie się to nawet miesiącami w napadach szału (uderza płetwami o głowę), spowodowanymi okropnym bólem. Dni te przeplatają się z dniami całkowitego otępienia zwierzęcia (unosi się na wodzie, ze skrzywioną w jedną stronę głową i podkurczonymi płetwami). Po przybyciu do ośrodka takiego żółwia, rana zostaje oczyszczona z kawałków kości i przemyta płynem fizjologicznym rozcieńczonym z betadyną, po czym  natychmiast wprowadza się antybiotykoterapię. Wiele zwierząt przeżywa a rana się zabliźnia, dla niektórych jednak okazuje się, że pomoc nadeszła zbyt późno. Większość z tych, które przeżyło nie wróci do morza, gdyż zawsze będą miały problemy z nurkowaniem i koordynacją ruchów, niektóre nawet tracą wzrok.

Niewidomy Paris, podczas karmienia łapie dziobem metalowe kleszcze zamiast kalmara...karmienie wymagało wiele cierpliwości i wysiłku..

Niewidomy Paris, podczas karmienia łapie dziobem metalowe kleszcze zamiast kalmara. Karmienie wymagało wiele cierpliwości i wysiłku.

Unoszenie się żółwia na powierzchni wody zawsze świadczy o tym, że  nie jest on w stanie wykonywać swojej podstawowej funkcji życiowej, którą jest nurkowanie. Tak dzieje się z żółwiami, które przeszły uraz głowy oraz pancerza. Niektóre mają problem z zanurzeniem połowy karapaksu(np. przednia część ciała żółwia znajduje się pod wodą a tylna nad nią bądź na odwrót, u innych  jeden bok karapaksu nad wodą a drugi pod wodą). W część pancerza, która nie może się zanurzyć, umocowuje się (należy wwiercić) śruby obciążające. Mają one na celu ustabilizowanie ciała i umożliwienie nurkowania. Czynność tą wykonuje się tylko wtedy, gdy żółw nie ma uszkodzonej głowy!

Marija ze śrubami obciążającymi

Marija ze śrubami obciążającymi.  Fot. Maria Kuczkowicz

Niektóre żółwie w wyniku zaplątania się w sieć rybacką, tracą wiosła (płetwy). Ich amputacja staje się niestety koniecznością w przypadku wdania się martwicy w niedokrwioną kończynę. Nie jest to jednak wyrokiem dla żółwi. Żółwie morskie doskonale sobie radzą bez jednej płetwy. Problemem staje się konieczność amputacji obydwu wioseł.

Pewnemu żółwiowi z gatunku Caretta caretta w Azji, pomimo amputacji obydwu płetw, dana została druga szansa. Może kiedyś, będzie to możliwe również w Europie..?

Okazuje się, że w Ośrodku rehabilitacyjnym o pomoc może się zwrócić nie tylko gatunek Caretta caretta. Choć jest tu głównym pacjentem, wśród naszych podopiecznych znalazły się również dwa żółwie morskie innego gatunku. Nie gniazdują one na Greckich plażach, ale są częstymi gośćmi w tutejszych morzach. Mówię o żółwiach zielonych. W  ośrodku w trakcie mojego pobytu, rehabilitowały się: Kiara, dorosła samica żółwia zielonego oraz wypuszczony już na wolność Danaos, nasz „Baby G” czyli mały żółw zielony.

Nasze Baby G

Nasz Baby G =).  Fot. Maria Kuczkowicz

Kiara =)

Kiara =).  Fot. Maria Kuczkowicz

Któregoś dnia otrzymaliśmy przesyłkę. Był to Nasz nowy podopieczny, na którego wszyscy czekaliśmy. Ku Naszemu zdziwieniu, faktycznie, okazał się on żółwiem… ale, trochę mało morskim :). Był to żółwik lądowy. Natychmiast stał się on maskotką ośrodka :).

IMG_3593

W Ośrodku rehabilitacyjnym Archelonu, przez cały rok toczy się nieustępliwa walka o życie tych cudownych stworzeń, jakimi są Caretta caratta. Jako były wolontariusz wiem, jak wiele wysiłku i zaangażowania kosztuje codzienne utrzymywanie przy życiużółwia, jak wiele rozczarowania i żalu niesie za sobą jego śmierć. Ale wiem też, jak wiele nadziei, satysfakcji i radości, daje każdy kolejny, samodzielnie złowiony podczas karmienia kalmar, każde kolejne pięć minut jego nurkowania a wreszcie, powrót do morza…

Podczas mojego pobytu straciliśmy wiele zwierząt. Codziennie je czyściliśmy, karmiliśmy, podawaliśmy leki, każdego znaliśmy po imieniu, każdy miał swoją osobowość. Ciężko było wyciągać je martwe z basenów, w których jeszcze rano pływały. Czasami przychodziły nawet myśli, o bezsensowności naszych starań.

Ale świadomość tego, że od września tego roku została wypuszczona ponad połowa żółwi, którymi się zajmowałam, jest ogromnym dowodem na to, że ten wolontariat ma WIELKI SENS I JEST SKUTECZNY. A bez chętnych do pomocy ludzi niemożliwy…

Dajemy wspólnie żółwiom nadzieję na to, że kiedyś mogą dokończyć swoją wędrówkę…

Kanella =)

Kanella =)   Fot. Maria Kuczkowicz

Wszystkim wypuszczonym żółwiom tym, którymi się zajmowałam oraz tym, których nigdy nie poznałam, życzę szerokiego morza i bezpiecznej podróży!

 

art. Maria Kuczkowicz

O tych, dla których powstał projekt

Cóż można o nich napisać…

Na pewno to, że nigdy się nie skarżą, nie narzekają, nie kłócą się. Nigdy nie powiedzą jak bardzo im źle i smutno, bo wczoraj w nocy ktoś obdarł z futerka jej dziecko, o którego czystość tak dbała. Ktoś inny odciął  pół głowy jego mamie razem z trąbą, która tak czule się o niego troszczyła. Nigdy nie powiedzą jak bardzo boją się jutra, bo ktoś zrównał z ziemią ich dom, który z takim trudem zbudowały, bo codziennie ktoś w nie mierzy, atakuje w momencie gdy one są przekonane, że nie mają się już czego bać. Nigdy nie powiedzą jak bardzo je boli… Ten śrut, który utkwił tak głęboko w mięśniu, ten drut, który z każdym krokiem rozdziera jego nogę, ten odcięty róg, ta dziura w głowie… Nigdy nie usłyszysz od nich prośby: ,,Proszę Cię nie krzywdź mnie, tak bardzo mnie to boli i tak bardzo się boję, nie zabijaj, jest Nas już tak mało…”

Dlaczego?

Pewnie dlatego, że nie potrafią mówić. Ale czy to oznacza, że nie mają uczuć? Że nie cierpią? Czy to ma usprawiedliwiać i aprobować rzeź, której się dopuszczamy względem ZWIERZĄT? Czy nas, jako ten wyższy, bardziej inteligentny gatunek, naprawdę nie stać na głębsze przemyślenia?

Jesteśmy zaślepieni egocentryzmem i nieustanną chęcią konsumowania wszystkiego.

Ciągle idziemy za postępem. Rozwijamy się bez granic i bez umiaru… zaliczamy człowieka do najmądrzejszego gatunku na ziemi, a podczas odkrywania tych ,,naszych mądrości” unicestwiamy to, co na ziemi pozostało jeszcze wartościowe i piękne. Czy to jest mądrość? Gdybyśmy byli mądrzy, wiedzielibyśmy w którym momencie należy się zatrzymać, umielibyśmy żyć w zgodzie z tym, co istnieje wokół, znaleźlibyśmy rozwiązania alternatywne, nie niosące śmierci i zniszczenia. Ale w naszej mądrości nie ma umiaru, jest pycha i zachłanność. Wydaliśmy wyrok na wszystkie stworzenia na naszej planecie…

Ktoś powie, że zwierzęta zawsze umierały… prawda, ale nie w tak dużej ilości jak obecnie. Selekcja naturalna od wieków wprowadzała równowagę w przyrodzie. Słabsze i starsze osobniki padały z wycieńczenia, albo były zabijane przez naturalnych wrogów. I wszystko byłoby w porządku, gdyby do tej zaciętej walki o przetrwanie nie wmieszał się CZŁOWIEK. Od momentu kiedy zaczęliśmy bezmyślnie, bez umiaru i często niepotrzebnie działać w świecie zwierząt, ginąć zaczęły również te osobniki, których ,,matka natura” nie podjęłaby się eliminacji. Osobniki zdrowe, mające przedłużać w dalszym ciągu egzystencję gatunku, umierały… W taki oto sposób odwieczna równowaga przestała istnieć. Dzisiaj większość żyjących gatunków jest zagrożonych wyginięciem. Oznacza to, że większa ilość osobników umiera niż się rodzi. Selekcja naturalna, jak sama nazwa wskazuje, jest naturalnym procesem eliminacji z przyrody. Nie jest nią więc piła mechaniczna powalająca miliony drzew na ziemię, nie jest nią też człowiek siejący postrach i śmierć ze strzelbą w ręku, nie jest nią ogromna sieć mieszcząca w sobie tony życia…

Czas zdać sobie sprawę z tego, że wszyscy mamy wpływ na przyszłość zagrożonych. Śmierci zwierząt nie są winni tylko ludzie wykonujący egzekucję! Ale przede wszystkim Ci, którzy na to zezwalają, kupując ,,rarytasy” będące częściami ciała dzikich zwierząt. Każda kolejna kupiona  kość słoniowa, róg nosorożca, futro z foki, olej z wątroby rekina, tłuszcz wielorybi, bransoletka z ogona żyrafy, popielniczka z ręki goryla, mięso z dzikiego, jeszcze najlepiej rzadko spotykanego zwierzęcia i wiele innych ,,absurdalnych wymysłów”, nakręcają koło śmierci i są wyrokiem dla kolejnych osobników. Bo skoro się sprzedaje, to znaczy, że ludzie chcą więcej… Czy te absurdy są nam niezbędne do życia? Ile zwierząt zostanie jeszcze zabitych dla głupich kaprysów?

Nie szukając daleko – Polska. Wydawać się może, że nasze dzikie zwierzęta nie mają problemów. Nic bardziej mylnego. W swoim kraju posiadamy wystarczającą ilość znieczulonych i bezmyślnych ludzi, aby zacząć wpisywać i nasze gatunki na listę zagrożonych wyginięciem. Hobbystycznie urządzane ,,strzelanki” na ptactwo dzikie, palenie bobrowych żeremi, często z młodymi w środku, kłusownictwo na futro i ogony bobrowe, poroże jeleni, danieli, łosi. Dziwne porachunki człowiek – zwierzę za skradzione jagnię, powalone drzewo, porwaną kurę. Łupem absurdalnej wiary w uzdrawiającą siłę medycyny niekonwencjonalnej, padają borsuki, bobry czy świstaki (sadło).

Myślisz, że jesteś daleki od opisanej wyżej rzeczywistości?

A co z rozrzutnie i kompletnie nie świadomie wykorzystywanymi plastikowymi tworzywami? Milionami niepotrzebnie zabranych ze sklepu reklamówek, pozostawionymi w lesie śmieciami, na próżno zużywanymi prądem, paliwem i wodą, tysiącami zmarnowanych kartek papieru, spalonych opon i nieposegregowanych odpadków? Wyobraź sobie, że ilekroć byłeś odpowiedzialny za któryś z tych wyżej wymienionych, małych, codziennych grzeszków, popełniłeś też jeden ogromny – zabiłeś jakieś życie na ziemi…

Wydaje Ci się, że Ty jeden nie masz na to wpływu? Pomyśl, że są miliony myślących tak samo jak Ty…

Przyszłość naszych mniejszych braci zależy od nas. Przestańmy być egoistami. Nie żyjemy sami, a co najważniejsze, wiele gatunków pojawiło się na ziemi tysiące lat przed nami. Oznacza to, że w jakiś sposób człowiek jest od nich zależny. Zwierzęta nie żyją dzięki ludziom, ale to ludzie żyją dzięki zwierzętom. Dotyczy to między innymi zwierząt dziko żyjących.

Chcemy rządzić  słabszymi – zwierzętami, równocześnie pożądając sprawiedliwości i zrozumienia wśród władzy panującej nad nami, tymczasem podczas naszego rządzenia sami nie potrafimy się nią kierować. ,,Nie ma rządzenia bez służenia” i dopóki tego nie zrozumiemy nie będziemy ludźmi. Władza i osiągnięcia nie czynią z nas człowieka. Słowo człowieczeństwo zobowiązuje do bardziej złożonych wniosków, do szacunku i miłości względem każdego życia na ziemi. Człowieczeństwo to bycie ludzkim bez względu na granice gatunkowe. Każdy z nas ma zdolność tworzenia nowych rzeczy i możliwość ocalania, więc wykorzystajmy to mądrze i przestańmy niszczyć.

Jesteśmy ich ostatnią nadzieją. Tylko my możemy wypowiedzieć się w ich imieniu…

,,Zarozumiałością oraz bezczelnością człowieka jest mówienie, że zwierzęta są nieme, tylko dlatego że są nieme dla jego tępej percepcji.” — Mark Twain

art. Maria Kuczkowicz