Jak Ty możesz pomóc Słoniom azjatyckim

W jaki sposób przyczyniać się do ochrony Słonia azjatyckiego

  1.  Zaprzestań chodzenia do cyrków i odradzaj innym. Zarówno w cyrkach zagranicznych jak i krajowych, dzikie zwierzęta poddawane są drastycznym i brutalnym tresurom, które poprzedza bardzo wczesny proces izolacji od matki. Odbywa się to w celu wyuczenia ich posłuszeństwa i sztuczek. Kupujący bilety sprawiają, że biznes ten jest ciągle opłacalny, a rodzące się w niewoli młode zwierzęta skazywane na dożywotnią niewolniczą pracę. Poza tym nigdy nie jesteśmy pewni, czy występujące na arenie stworzenie nie pochodzi z nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami. W takim przypadku wydaliśmy podwójny wyrok: na matkę, która została zabita i jej dziecko odebrane środowisku naturalnemu. Pamiętaj, że wspierając tego typu rozrywki dobrze bawisz się tylko Ty, zwierzęciu fundujesz piekło. Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 14 -26.
  2. Oszczędzaj papier! Drewno jest głównym surowcem do jego produkcji. Przeznaczaj zużyty na makulaturę i w miarę możliwości kupuj produkty papiernicze pochodzące z odzysku (zeszyty, papier do drukarki, notesy makulaturowe, papier toaletowy, do drukowania ulotek, plakatów i zdjęć, papier do pakowania prezentów – można je znaleźć w internecie). Nieustanne karczowanie lasów na potrzeby międzynarodowego przemysłu drzewnego, przyczynia się do ciągłego kurczenia powierzchni leśnych, stanowiących środowisko naturalne słoni azjatyckich. Stało się to powodem uznania tego gatunku za zagrożony wyginięciem. Brakuje dla niego miejsca na wolności. Drewno z Azji trafia również do Polski i nie wykluczone, że z lasu godzinami wyciągał je umęczony azjatycki słoń. Paradoksem sytuacji tych zwierząt jest to, że w wielu krajach azjatyckiego kontynentu w dalszym ciągu tresuje się je i wykorzystuje, jako tania siła robocza do wyciągania pni drzew z lasów (dewastowania ich własnego środowiska). Podczas ciężkiej fizycznie pracy, narażane są na utratę zdrowia fizycznego i psychicznego. Wielokrotnie też, umierają z wyczerpania. Pamiętajmy, że nawet jeśli przestaną istnieć cyrki i turystyka wykorzystujące te zwierzęta, słonie nie mają szans na powrót ku wolności bez lasów.
  3. Drukuj dwustronnie, na cienkim papierze. Podejmuj się tej czynności tylko wtedy, gdy jest to naprawdę potrzebne. Wykorzystaj kartkę papieru do ostatniego wolnego miejsca. Zwłaszcza gdy nie korzystasz z papieru z odzysku. Jeśli posługujesz się papierem ekologicznym, oszczędzanie drzew i energii będzie jeszcze bardziej efektywne.
  4. Kupuj polskie wyroby z drewna (np. meble), ale tylko takie, które są Certyfikowane (np. certyfikat FSC). Dopiero wtedy mamy pewność, że drewno z którego produkt powstał, nie pochodzi z gospodarki rabunkowej, a zostało pozyskane w sposób legalny – ze zrównoważonych gospodarstw leśnych.
  5. Wstaw w stopce maila prośbę o rozważenie konieczności jego drukowania. Zachęci to odbiorcę do eko przemyśleń.
  6. Nie kupuj nowych książek. Dzisiaj prasę, wszelkie dzieła naukowe i literackie można czytać bądź kupić w sieci (E – prasa, E – książki). Jeśli zaś koniecznie chcemy coś mieć – fizycznie, wybierajmy książki i prasę drukowane na makulaturze, kupujmy rzeczy używane, wypożyczajmy materiały z biblioteki, wymieniajmy się z innymi.
  7. Ograniczaj lub zaprzestań spożywania ryżu i cukru trzcinowego. Faktem jest, że ogromne plantacje ryżu i trzciny cukrowej, pochłaniają hektary powierzchni leśnych, odbierając tym samym naturalne środowisko życia i żerowania słoni azjatyckich. Zwierzęta nie mając się gdzie podziać i wyjadając rolnikom uprawy przeznaczane na międzynarodowy handel, padają ofiarą frustracji i gniewu ludzi, którzy wybijają słonie całymi rodzinami. Z ograniczeniem cukru na pewno pójdzie na zdrowie!
  8. Możesz wesprzeć organizacje sadzące drzewa w Azji. http://www.bring-the-elephant-home.org. W ten sposób pomagasz odzyskać słoniom azjatyckim naturalne środowisko w którym żyją.
  9. Pisz listy do turystycznych agencji, rządowych agencji azjatyckich państw, do biur podróży, z prośbą o wzmożenie rozwoju i zwiększenie nacisku na turystykę proekologiczną, przyjazną dzikim zwierzętom, bardziej naturalną. Wyraź dezaprobatę dla turystyki wykorzystującej dzikie zwierzęta w Azji.
  10.  Wspieraj lokalną ludność azjatycką kupując (nawet przez Internet) pamiątki i wyroby produkcji ręcznej, pochodzenia naturalnego, lecz nie zwierzęcego (obrazy, figurki, odbicia stóp słoniowych, papierowe szafki na biżuterię, pojemniki itp.). Najlepiej by produkty papierowe, tworzone były z kału słonia (ekologiczne i wspierające inicjatywę zachowywania lasów dla zwierząt azjatyckich). Można je również kupić przez internet np. przez organizację ,,Elephant Parade”, wspierającą ochronę słonia azjatyckiego, poprzez sprzedawanie produktów alternatywnych takich jak: ,,słoniowy papier”, kolorowe figurki słoni, czy gipsowe słoniki do własnoręcznego pomalowania (http://www.elephantparadewebshop.com/ep/accessories/ paper-products). To bardzo oryginalny prezent dla kogoś, a jednocześnie mała cegiełka budująca lepszą przyszłość dla słoni azjatyckich. Wspomagając finansowo tubylców i wspierając wytwórnie papieru z kału słoniowego, zmniejszasz prawdopodobieństwo czerpania dochodów z pracy słoni na ulicy, oraz pomagasz rozwijać się programowi redukcji wycinki drzew na papier, którego ideą jest przywracanie słoniom lasów. Odsyłam do rozdziału ,,Surin Project – w imieniu trąb słoniowych” akapit 41-44.
  11.  Jeśli jesteś turystą w kraju azjatyckim, unikaj słoniowych show’ów i nie płać słoniom żebrzącym na ulicy za kilka żałosnych sztuczek, czy możliwość nakarmienia słonia trzciną cukrową. Nigdy nie wiesz na co mahout przeznaczy zarobione pieniądze. Bardzo dobrym wyjściem z sytuacji, będzie zakupienie w pobliskim sklepie bananów lub innych owoców i podanie słoniowi na ziemię, pod trąbę. W ten sposób będziesz pewien, że Twoje pieniądze zostały dobrze zainwestowane oraz pokażesz mahoutowi i innym turystom, że prawdziwie interesuje Cię dobro wygłodzonego zwierzęcia. Może nawet ich zawstydzisz i dasz do myślenia? Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 27.
  12. Nigdy nie korzystaj z przejażdżek czy trekkingów słoniowych. Tak samo jak wszelkie pokazy cyrkowe, wiążą się one z wcześniejszą tresurą słonia. Poza tym, prawdopodobnie razem z innymi zwiedzającymi, będziesz przyczyną nadmiernego obciążenia słonia. Bardziej satysfakcjonującym jest pokonanie zielonej dżungli pieszo, a większą frajdą zwiedzanie miasta tuktukiem! Polecam! Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 11-13.
  13. Kraje azjatyckie kuszą przeróżnymi ofertami turystyki słoniowej. Większość zwierząt trzymana jest w złych warunkach, wykorzystywana do trekkingów, pracy w polu, na ulicy, czy showów. Jeśli Tobie marzy się bliski kontakt ze słoniem, wybierz odpowiedzialnie. Postaw na ekologiczną formę turystyki słoniowej. Naturalną i nieinwazyjną dla słonia. Najlepiej wesprzeć jakąś dobrą organizację, zajmującą się ochroną Słonia Azjatyckiego. Przekazując pieniądze dla organizacji, wspierasz ochronę gatunku i masz możliwość obcowania z nim, oraz obserwowania go w jego naturalnym środowisku. Korzyść obustronna. A może nawet skusisz się na kilkutygodniowy wolontariat? Polecam ,,Surin Project” http://www.elephantnaturepark.org/enp/en/21-surin-project-weekly-volunteer oraz http://www.surinproject.org/, lub inne projekty organizacji ,,Save elephant Foundation” http://www.saveelephant.org/, jak np. Elephant Nature Park http://www.elephantnaturepark.org
  14.  Nigdy nie kupuj produktów pochodzących ze słoniowych części ciała (lub innych dzikich zwierząt), czy też towarów podejrzanych. Prawdopodobnie zostały one zdobyte w wyniku działalności kłusowniczej. Azja jest największym dostarczycielem nielegalnych surowców pochodzenia zwierzęcego. Należy się wystrzegać nabywania tego typu artykułów w każdym kraju, nawet jeśli pochodzić one będą ze zwierząt hodowlanych. Kupujący towar, nakręcają proces hodowli i zniewalania zwierząt które powinny żyć na wolności. Odsyłam do rozdziału ,,Tysiące problemów gigantów Azji” , akapit 36-45.
  15. Nie kupuj obrazów i malunków tworzonych przez słonie. Zawsze wiąże się to z tresurą.
  16. Opowiadaj o problemach słoni i o tym jak im pomóc – uświadamiaj innych!
  17. Zostań Wolontariuszem! 🙂

 DSC_0136             

Działania prowadzone na rzecz ochrony Słonia Azjatyckiego

1. Wprowadzanie zakazów wycinki drzewa z lasów azjatyckich (nie obejmuje wszystkich krajów).
2. Zakładanie wytwórni papieru ze słoniowego kału.
3. Działalność organizacji sadzących drzewa w Azji.
4. Tworzenie Parków Narodowych na terenach naturalnego występowania słoni azjatyckich (nie na wszystkich terenach i nie we wszystkich krajach Azji).
5. Kłusownictwo na słoniu azjatyckim dziko żyjącym jest nielegalne (zakaz słabo przestrzegany, w większości przypadków brak ponoszonych konsekwencji).
6. Zakaz wywożenia produktów ,,odsłoniowych” z krajów azjatyckich (kość, skóra, mięso), niestety na terenie samej Azji handel tymi produktami jest legalny.
7. Zakładanie organizacji wolontariackich i broniących praw słonia azjatyckiego. (uświadamianie turystów o brutalności tresury, ukazywanie prawdy o cyrkach, trekkingu i żebraniu na ulicy, produktach słoniowego pochodzenia, wspomaganie ludności lokalnej, zapewnianie słoniom żyjącym w niewoli warunków zbliżonych do naturalnych).
8. Zakładanie szpitali, parków i ośrodków rehabilitacyjnych dla słoni starych, chorych, rannych, po traumatycznych przeżyciach i wyniszczonych pracą.

DSC_0004

art. Maria Kuczkowicz

Jak Ty możesz pomóc Żółwiom morskim Karetta

Jak przyczyniać się do ochrony Caretta caretta 

W Polsce:

  1. Staraj się nie używać plastikowych toreb, butelek itp. Nie tylko nad morzem. Ale ogólnie – w życiu. Być może segregujesz śmieci, nie palisz i nie rzucasz pod nogi reklamówek, ale na całym świecie żyją miliardy ludzi, a wiemy – ilu ludzi, tyle sposobów myślenia i przekonań. Składujemy miliony ton odpadków, z czego olbrzymia część może trafić do rzek, a dalej do mórz i oceanów. Żółwie morskie (i inne zwierzęta) często mylą dryfującą w wodzie reklamówkę ( lub inne przedmioty z tworzyw sztucznych) z ich naturalnym pożywieniem (żółwie Caretta np. z meduzami). Połknięta reklamówka, która nie może zostać wydalona z przewodu pokarmowego, prowadzi do zatkania przewodu pokarmowego, dalej wycieńczenia organizmu zwierzęcia i śmierci. Używanie toreb wielorazowego użytku, po pierwsze jest bardziej korzystne dla naszej kieszeni, a po drugie pomaga w walce ze straszliwą epoką plastiku. Pamiętajmy, że popyt rodzi podaż. Dopóki plastik będzie cieszyć się zainteresowaniem klienta, (niezależnie od tego czy jest za darmo czy nie) jego produkcja będzie rosła. Jeśli zainteresowanie zacznie spadać, produkcja przestanie się opłacać. Uniwersalna zasada. Zacznijmy zmiany od SIEBIE.
  2. Nigdy nie śmieć. Wydaje się oczywiste. Niestety, wystarczy rozejrzeć się wokoło, żeby  zrozumieć, że dla wielu ta prosta i logiczna zasada, wydaje się być zbyt wymagającą i nie zrozumiałą. Nie ma ogólnego wyobrażenia i świadomości społecznej na temat losu wyrzucanych pod nogi śmieci. Wrzucona do rzeki np.opona (nie wspominając o plastiku) potrafi się z jej prądem przemieszczać. W ogromnym procencie to, co dostaje się do rzek, potem nagle pojawia się ,,w dziwnych okolicznościach” w morzach, siejąc po drodze zniszczenie oraz śmierć. Zapraszam do obejrzenia zdjęć w rozdziale “Pułapki czyhające na żółwie Caretta”. Tam zobaczycie co potrafi zrobić, na przykład niepozorna reklamówka czy butelka, niegroźne krzesło, nieszkodliwy leżak – ogromnemu żółwiowi morskiemu.
  3. Wyrzeknij się morskiej ryby, ewentualnie wybieraj ryby z hodowli. Niestety na świecie ciągle dominuje tradycyjny połów ryb – z nieoznakowanymi dla innych zwierząt morskich sieciami (urządzeniami akustycznymi i świecącymi) – które mogłyby ostrzegać je przed przypadkowym zaplątaniem. Nie od dziś wiadomo, że sieci rybackie pochłaniają miliony istnień mórz i oceanów. W ich oczkach życie tracą nie tylko NADMIERNIE poławiane – ryby, ale i setki ,,przypadkowych” nieszczęśników, między innymi żółwie morskie. Poza tym masowe połowy napędzane przez rybołówstwo przemysłowe, doprowadzają do dramatycznego spadku ilości ryb, które stanowią pożywienie również dla zwierząt morskich – między innymi żółwi.Ja zachęcam do odmówienia sobie ryb morskich – nie tylko ze względówempatycznych, ale i zdrowotnych. Wielokrotnie mrożone i rozmrażane ryby, które dostępne są w sklepach, prócz białka nie dostarczają nam zbyt wielu substancji odżywczych. Białko można znaleźć też w innych produktach. Natomiast tak wysokiej zawartości metali ciężkich, dioksyn i innych substancji chemicznych jak w mięsie rybim – nie ma chyba w żadnym innym produkcie. JEDNAK MAM TEŻ PROPOZYCJĘ DLA TYCH, KTÓRZY Z MIĘSA RYBIEGO NIE ZREZYGNUJĄ. Zawsze wybierajcie ryby – nie zagrożone wyginięciem – lista WWFu http://ryby.wwf.pl/poradnik/  (połowy zrównoważone). A najlepiej ryby z hodowli.

Jeśli spędzasz wakacje na terenie wiadomego występowania karetta (sprawdzaj):

  1. Wybieraj możliwie takie morskie środki transportu, które nie są dla niego potencjalnie niebezpieczne. Na  wycieczki poznawcze oraz poszukiwawcze w celu obserwacji karetta, doskonałym pomysłem będzie rower wodny czy ponton. Będziesz mógł delektować się prywatnością i spokojem, czego nie zapewnią Ci zatłoczone i rozwrzeszczane statki i łodzie turystyczne. Poza tym zapewnia to delikatny wysiłek fizyczny, który dodatkowo wpływa na zdrowie poprzez wdychanie świeżego morskiego powietrza 🙂. Oprócz tego, w każdym momencie możesz urządzić sobie kąpiel, bądź zrobić przerwę na nurkowanie. Być może Twoja wielkomyślność zostanie nagrodzona i wspaniały mieszkaniec morza, jakim jest Caretta caretta pozwoli Ci z sobą popływać..?
  2. Pamiętaj, aby wystrzegać się dań zawierających żółwiowe mięso i jaja. Nie prawdą jest, że Twoja odmowa i tak niczego nie zmieni. Właśnie przez tysiące osób myślących w ten sposób, populacje zagrożonych gatunków bez przerwy się kurczą. Żółwie morskie zabijane są masowo, ponieważ stanowią atrakcję kulinarną dla turystów. Można na tym dobrze zarobić. Na miejsce każdego ,,zjedzonego” żółwia trafia kolejny. Obecnie wszystkie gatunki żyjących żółwi morskich są zagrożone wyginięciem.
  3. Podczas urlopu nad morzem zrezygnuj z z ryb morskich i innych owoców morza serwowanych w lokalnych knajpach i restauracjach. Połowów przybrzeżnych ryb – zaopatrujących nadmorskie lokale, często dokonuje się przy użyciu harpunów. Te niejednokrotnie dotkliwie ranią inne morskie stworzenia w tym żółwie. Przybrzeżne sieci rybackie stanowiące drugi sposób połowów tradycyjnych – przybrzeżnych, są bardzo niebezpieczną pułapką dla żółwia karetta, która potrafi uwięzić go pod wodą prowadząc do utonięcia zwierzęcia. W najlepszym wypadku zaplątane płetwy żółwia ulegają martwicy i zwierzę staje się kaleką, niezdolną do samodzielnego życia.
  4. Sprzątaj po sobie na plaży. Wrzucaj śmieci do… kosza. Jeśli nie ma go w pobliżu, zabierz je ze sobą. Nie ważą dużo! Gdy zobaczysz cudze śmieci nic Ci się nie stanie jeśli sprzątniesz również i te, albo po prostu upomnisz ,,sąsiadów zaśmiecaczy”. Śmieci pozostawione na plaży stanowią pułapkę dla młodych zmierzających do morza (butelki, torebki). Te, które zostaną zawleczone do wody, zjadane są przez pomyłkę przez dorosłe żółwie. W jednym i drugim przypadku oznacza to śmierć.
  5. Przestrzegaj zakazów i nakazów dotyczących plaż chronionych! Nigdy nie wchodź na takie plaże po zmroku. Jest to czas gniazdowania Caretta caretta, których nie wolno wtedy płoszyć i niepokoić. Na takich plażach są wyznaczone trasy przemieszczania się i leżakowania, nigdy ich nie przekraczaj! Nie przemieszczaj i nie niszcz zabezpieczeń gniazd żółwiowych!
  6. ,,W pobliżu plaż (kempingi, hotele) w okresie gniazdowania żółwi (od kwietnia do października) i po godzinie 22.00, powinno ograniczyć się bądź zrezygnować z oświetlenia. Każde dodatkowe źródło światła z wyłączeniem księżyca i gwiazd, dezorientuje samice i młode sprawiając, że zaczynają podążać w złym kierunku. Nie hałasuj – hałas płoszy składające jaja samice.”
  7. Na teranie występowania żółwi morskich, używaj tylko tej części plaży (leżakowanie, wbijanie parasoli, zabawy w piasku), która znajduje się bardzo blisko morza (max. 5 metrów od morza), nawet jeżeli nie jest to plaża chroniona i oznakowana. Żółwice wybierają różne plaże do założenie gniazd, nie koniecznie wiadome nawet dla organizacji chroniących. Zawszejednak składają one jaja  w tylnej części plaży, aby zapobiec wymywaniu gniazda przez fale morskie. Usadawiając się wyżej, możesz uszkodzić gniazdo i przerwać niezbędny do inkubacji jaj dostęp promieni słonecznych.
  8. Nigdy nie zostawiaj ani nie przemieszczaj na plaży dużych obiektów (tj. leżaków, stolików, kamieni, kawałków gałęzi i pni drzew) oraz nie pozostawiaj budowli z piasku. Po spędzonym na plaży dniu, należy wszystkie duże obiekty, śmieci oraz piaskowe budynki usunąć.Pozostawione na plaży będą stanowić przeszkodę dla dorosłych żółwi, a pułapki dla młodych zmierzających do morza.
  9. Najlepiej w ogóle nie używać parasoli przeciwsłonecznych na plażach gniazdowanych przez żółwie. Na niektórych plażach występuje całkowity zakaz korzystania z tego rodzaju sprzętu.
  10. Na plażach usytuowanych na obszarach występowania żółwi bezwzględnie zabrania się parkowania pojazdów!
  11. Na tych samych plażach powinno się zrezygnować z wszelkich gier polegających na użyciu piłki i innych latających obiektów.
  12. Jeśli zauważysz młode wykluwające się z jaj bądź wędrujące przez plażę, nie przenoś ich. Możesz ewentualnie usuwać przeszkody z ich drogi i nadzorować podróż do morza. Młode muszą wzmocnić i rozwinąć mięśnie przed oceaniczną podróżą.
  13. Jeśli zauważysz na plaży rannego, osowiałego żółwia, nie reagującego energicznie na obecność człowieka, bądź unoszącego się po powierzchni  morza, niezwłocznie powiadom o tym organizację chroniącą żółwie morskie, straż morską lub też inny organ porządkowy, który z pewnością będzie wiedział jakie podjąć dalsze kroki.
  14. Zostań wolontariuszem !!! 🙂

ż

Działania prowadzone na rzecz ochrony Caretta caretta

  1. Akcje uświadamiające dla rybaków i akcje uświadamiające dla turystów w hotelach, na plażach, oraz statkach turystycznych, a także rozdawanie ulotek informacyjnych turystom na temat tego, co jest zagrożeniem dla żółwi i czego nie należy robić na terenach ich występowania, oraz jak się zachować w sytuacjach spotkań z żółwiem.
  2. Regulacje prawne zezwalające na obserwację żółwi caretta caretta z łodzi turystycznych i łodzi ze szklanym dnem, ale tylko wtedy, gdy: Wokół obserwowanego żółwia nie  pływa więcej niż 2 łodzie, co pozwala żółwiowi swobodnie odpłynąć. Jeśli żółw znajdzie się na dnie łodzi, łódź wyłączy śruby.
  3. Polowanie na żółwie morskie oraz wykopywanie ich jaj jest karalne (niestety nie dotyczy to wszystkich krajów np. Chin).
  4. Obejmowanie ochroną coraz większej ilości plaż (wprowadzanie ograniczeń i zasad korzystania z plaży, patrolowanie plaży, zakaz budowania hoteli).
  5. Tworzenie Morskich Parków Narodowych, morskich patroli nocnych.
  6. Wprowadzenie ograniczeń czasowych odlotów i wylotów samolotów (do 22.00).
  7. Tworzenie organizacji “wolontariackich” na rzecz ochrony Caretta Caretta:
  • Prowadzenie Ośrodków rehabilitacyjnych.
  • Ochrona gniazd na plażach.
IMG_2873

Żółwiowe gniazda chronione na plaży Laganas – Zakynthos

art. Maria Kuczkowicz

Tysiące problemów gigantów Azji

Majestatyczne i piękne. Od tysięcy lat przemierzały tropikalne lasy Azji południowo-wschodniej, ciesząc się niekończącą przestrzenią i nieograniczoną wolnością.
Dziś, wolność łagodnego giganta jest mu nieustannie odbierana, a jego środowisko naturalne nieubłaganie się kurczy.

Niegdyś powierzchnia leśna, pokrywała całą Azję południowo – wschodnią. W celach urbanizacyjnych człowiek stopniowo rozpoczął wylesianie. Szukał łatwego i taniego sposobu na pozyskiwanie drzewa z lasu. Najbardziej opłacalnym robotnikiem okazał się słoń. Odtąd masowo był zniewalany i brutalnie tresowany do pracy.

Przewiązany łańcuchami, z człowiekiem na grzbiecie trzymającym hak w ręku, zmuszany był i nadal jest do niewolniczej pracy – wyciągania pni drzew z lasu.

Najpierw wlecze za sobą ścięty pień drzewa, po czym wykłada go przy użyciu trąby na przyczepę ciężarówki. Obciążenie zwykle nie jest dopasowane do możliwości słonia. Wieloletnia, wyniszczająca praca w lesie skutkuje chorobami kończyn i kręgosłupa. Niedostateczna i niepełnowartościowa dieta oraz brak wody w ciągu dnia, doprowadzają do skrajnego wycieńczenia zwierzęcia. Fizjologia przewodu pokarmowego słonia, pozwala mu na całkowite strawienie i wchłonięcie do krwi bardzo małej ilości substancji odżywczych, pochodzących z jednorazowo pobranego pokarmu. Dlatego, aby zaspokoić swoje dzienne zapotrzebowanie energetyczne i odżywcze, słonie w naturze pobierają pokarm praktycznie w ciągu całej doby. Całodzienna praca w lesie związana jest z wieloma godzinami głodówki i ubogim jadłospisem.

Nad zwierzęciem nikt się nie lituje. Obowiązuje zasada – do ostatniego pnia. Zapadające się w błocie nogi słoniowe często odmawiają posłuszeństwa, wtedy swoją rolę odgrywa hak. Trzymany w ręku bezlitosnego i chciwego człowieka stanowi narzędzie zadające ogromny ból, zmuszające do mobilizacji ostatnich sił. Niebezpieczna praca w lesie zabiera słoniom zdrowie, czasem niesie nawet śmierć. Wielokrotnie zdarza się, że słoń podczas pracy upada i już nie wstaje.

Clip maker Roland Andrijauskas, travel photographer. http://www.rollindust.com

W taki sposób słonie zostały wciągnięte w fatalny dla siebie w skutkach, proces karczowania lasów azjatyckich. Paradoksalnie stały się swoim  przekleństwem, niszczycielami własnego leśnego domu. Wrażliwe i pełne uczuć zwierzę, sterowane egoistycznymi interesami i potrzebami człowieka. Za pewne ból i rozpacz targały jego sercem, gdy własnym ciałem wyrywał konary prastarych drzew, będących jego schronieniem i żywicielem. Ale strach przed zadającym ból hakiem, przywołującym traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, nie pozwalał przeciwstawić się oprawcy. Ciągle przed oczyma widział swoją umierającą matkę. Słyszał swój przeraźliwy krzyk, wołanie o pomoc. Ciągle czuł tysiące łańcuchów, lin i haków, które zadawały ten sam przenikliwy ból jak wtedy, gdy brutalnie wywlekali go z lasu.

Hak oprawca, broń mahouta, zmuszająca słonia do bycia posłusznym

Hak oprawca, broń mahouta, zmuszająca słonia do bycia posłusznym.     Fot. Maria Kuczkowicz

Powierzchnia terenów leśnych stopniowo się kurczyła, zupełnie tak samo jak liczba dzikich słoni, dla których zaczęło brakować miejsca w ich naturalnym środowisku. Tysiące zniewolonych zwierząt chcąc nie chcąc, stawało się totalnie zależnymi od ludzi. Z miesiąca na miesiąc pojawiało się coraz więcej miast, coraz więcej powierzchni gospodarczych opanowywanych przez człowieka. Drewnem intensywnie handlowano z innymi państwami, zarabiając na tym dobre pieniądze. W końcu powierzchnia terenów leśnych, w niektórych krajach azjatyckich, skurczyła się do tego stopnia, że państwa zaczęły wprowadzać całkowity zakaz wywozu drzewa z lasu. W samej Tajlandii od roku 1900 do 1989 wykarczowano 70% całkowitej powierzchni leśnej tego kraju. Mimo tego, w dalszym ciągu istnieją miejsca, w których pozyskiwanie drzewa z lasu jest legalne, oraz miejsca, w których nie unika się wycinki nielegalnej. Krajami azjatyckimi nieprzerwanie karczującymi lasy, są: Indie, Birma, Laos, Kambodża, Chiny, Borneo.

Wprowadzenie zakazu wycinania lasów, nie rozwiązało problemów i nie zatrzymało napływających kłopotów słonia Azjatyckiego, wręcz przeciwnie. W momencie pojawienia się zakazu, liczba kłopotów i problemów zaczęła szybko wzrastać i spadać na nie bardzo gwałtownie.
Teraz słonie straciły nie tylko dom ale i pracę, która zapewniała wyżywienie. Na potrzeby zaistniałej sytuacji, w Tajlandii powstała organizacja przywracająca zwierzęta naturalnemu środowisku ,, Elephants reintroduction foundation”. Szybko jednak przekonała się, że obecna ilość lasów Tajlandzkich ( 30%), nie zapewni schronienia dla nieograniczonej ilości zniewolonych słoni. Dalsza opcja wypuszczania ich na wolność stała się niemożliwa. Dla wielu mahout’ów* utrzymanie słonia przestało być opłacalne. Wiele słoni wylądowało na ulicy Azjatyckich miast, jak bezdomne psy. Zaczęły poznawać smak głodu, niedostatku, samotności i braku domu. Nie przynosząc dochodu rodzinie, stały się tylko nie potrzebnym, bezużytecznym balastem i wydatkiem.

Inni posiadacze zwierząt, zaczęli znajdować alternatywne sposoby czerpania z nich dochodu. I tak zrodziła się turystyka, w której rolę główną zaczął odgrywać słoń.

Słoń w cyrku, grający w piłkę nożną.

Kilkuletni słonik pracujący w cyrku.      Fot. Maria Kuczkowicz

Turyści jadący na słoniu

Turyści jadący na słoniu.   Fot. Maria Kuczkowicz

Dziś występuje niezliczona ilość form turystyki słoniowej, jaką może zadowolić się nieświadomie żerujący na nieszczęściu słonia turysta. Podstawową i najbardziej popularną jej formą jest tzw. trekking na słoniach, albo najprościej rzecz ujmując, jazda na słoniach. Ta atrakcja turystyczna organizowana jest paradoksalnie, w niektórych Parkach Narodowych czy na ulicach miast oferujących zwiedzanie starych świątyń, jak ma to miejsce np. w starej stolicy Tajlandii – Ayutthayi. Turyści za sowitą opłatą mogą z wysokiej platformy, wsiąść na umocowane na grzbiecie przegrzanego i przeciążonego zwierzęcia krzesło, a potem już tylko delektować się zwiedzaniem.

Platforma do wsiadania na słonie w Ayutthayi.

Platforma do wsiadania na słonie w Ayutthayi.   Fot. Maria Kuczkowicz

Turyści wyruszający na zwiedzanie Ayutthayi

Turyści wyruszający na zwiedzanie Ayutthayi.  Fot. Maria Kuczkowicz

Naturalnym środowiskiem słoni azjatyckich są wilgotne lasy tropikalne, gdzie roi się od jezior, rzek i wodospadów. Słonie kilka razy dziennie zażywają chłodzących kąpieli i kryją się przed słońcem, pod rozpościerającymi się nad nimi koronami drzew. Nagrzany cement i beton podnosi temperaturę otoczenia, słoń nie ma się gdzie schować, nie ma gdzie ochłodzić, w dodatku na jego grzbiecie zapięte jest olbrzymie krzesło, na którym przesiaduje kilku zadowolonych, osłaniających się parasolem i wachlujących twarze turystów.

Na swoim grzbiecie słoń może dźwigać maksymalnie do 100 kg. Samo krzesło waży już kilkadziesiąt… Słoń pomimo swoich rozmiarów oraz wrażenia olbrzymiego i silnego zwierzęcia, również posiada ograniczone możliwości dźwigania i noszenia, to żywy organizm, który nie jest nie zniszczalny. Jego kręgosłup jest bardzo wrażliwy oraz podatny na uszkodzenia i przeciążenia. Dodatkowo miejsce w którym kładzie się krzesło jest najbardziej delikatną częścią słoniowego kręgosłupa. U słonia Azjatyckiego wyrostki kolczyste kręgów piersiowych są bardzo uwypuklone na zewnątrz, co tworzy jego charakterystyczną zaokrągloną sylwetkę i karpiowaty grzbiet, dlatego wyrostki te a szczególnie ich końce, są ubogo osłonięte mięśniami i bezpośrednio stykają się z krzesłem. Narażone są na stłuczenie, odgniecenie, odpryski, a nawet złamania.

IMG_0137        IMG_0502 Jedno krzesło i dwoje dorosłych ludzi to już ponad 100 kg, ile kg niesie słoń gdy ma na grzbiecie 5 osób?    Fot. Maria Kuczkowicz

Następnie turyści mogą wybrać się do cyrku na przeróżne pokazy i show’y słoniowe. Bardzo podobną formą turystyki, choć zaliczoną do odrębnej jest tzw. żebranie słoni na ulicy. Od nieograniczonej ilości sztuczek i trików, pokazywanych przez zwierzęta można dostać oczopląsu. Rozpoczynając od stawania na głowie, spacerowaniu na dwóch kończynach, tańcu na piłce, graniu w piłkę nożną, w kosza, gry logistyczne i planszowe, na malowaniu obrazków i graniu na instrumentach kończąc.

Słoń wrzucający piłkę do kosza.

Słoń wrzucający piłkę do kosza.   Fot. Maria Kuczkowicz

Sztaluga z obrazkiem namalowanym przez słonia.

Sztaluga do malowania, dla słoni.   Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń w kompletnie nie naturalnej pozycji ciała. Kręcący kołem Hula hop na trąbie.

Słoń w kompletnie nie naturalnej pozycji ciała. Kręcący kołem Hula hop na trąbie.   Fot. Maria Kuczkowicz

Oficjalny, sponsor występów cyrkowych w Tajlandii - firma produkujaca piwo oraz wodę ,,CHANG

Oficjalny, sponsor występów cyrkowych w Tajlandii – firma produkujaca piwo oraz wodę ,,CHANG”.   Fot. Maria Kuczkowicz

Oglądający turyści zachwycają się umiejętnościami zwierząt, radośnie klaszczą, śmieją się, dobrze bawią, korzystają z okazji zrobienia sobie zdjęcia na słoniowej trąbie. Widzą szczęśliwego słonia, który bawi się tak samo dobrze jak widownia i czerpie z wykonywania sztuczek ogromną przyjemność. Ba! wykonuje je dobrowolnie. Trzeba jednak być totalnie zaślepionym, nie mieć żadnej wyobraźni i świadomości, by nie wiedzieć, że takie zachowania dzikiego niegdyś zwierzęcia, są kompletnie nie związane z jego naturą. Ukryty bądź często widoczny ostry hak, uciskając odpowiednie, wrażliwe miejsce na ciele słonia, wymusza pożądaną pozycję i ruchy. Ludzie się doskonale bawią, a słoń jest terroryzowany i szantażowany ostrym narzędziem, przypominającym o torturach podczas nauki.

Każda zmiana położenia haka, wywołuje pożądaną reakcję słonia.

Każda zmiana położenia haka, wywołuje pożądaną reakcję słonia.   Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń w tak ogromnym stopniu obawia się bólu, że wystarczy delikatne muśnięcie jego skóry końcówką haka, bądź ustawienie go przed oczami słonia, by ten wykonał zadanie.

Słoń w tak ogromnym stopniu obawia się bólu, że wystarczy delikatne muśnięcie jego skóry końcówką haka, bądź ustawienie go przed oczami słonia, by ten wykonał zadanie.   Fot. Maria Kuczkowicz

Doskonale widać w jaki sposób człowiek za pomocą haka steruje słoniem.

Doskonale widać w jaki sposób człowiek za pomocą haka steruje słoniem.   Fot. Maria Kuczkowicz

Zdjęcie na słoniowej trąbie.

Zdjęcie na słoniowej trąbie.   Fot. Maria Kuczkowicz

Za kurtyną cyrkową kryje się okrutna rzeczywistość, celowo przysłaniana magią i czarem wspaniale wykonywanych i pokazywanych przez słonia umiejętności, których wyuczyła go bezlitosna tresura. Tresurze poddawany jest każdy słoń mający współpracować z człowiekiem. Nieważne jakie będą jego obowiązki, czy będzie pracował w lesie, czy jako słoń trekkingowy czy cyrkowy. Każdego słonia trzeba złamać. Tresurę należy rozpocząć od najwcześniejszych lat. Rozpoczyna się ona izolacją od matki. Niezależnie od tego czy jest to słoń, którego rodzice byli już wcześniej zniewoleni, czy zwierzę dzikie wyłapane z lasu, tresura zawsze przebiega w taki sam, brutalny sposób.

Matka nigdy nie odda malca dobrowolnie, dlatego przy procesie izolacji w niewoli, przywiązuje się jej łańcuchami wszystkie 4 kończyny do stabilnych przedmiotów, tak aby nie mogła się ruszyć. Często umocowuje się również głowę. Następnie robi się to samo z młodym. Potem wciąga się go bezpośrednio do przyczepy ciężarówki, albo przywiązuje do obcej, doświadczonej samicy, która zmuszona do wykonania rozkazu wprowadzi go tam. Po tej czynności słonie się rozdziela, a małego skrupulatnie unieruchamia łańcuchami w przyczepie. Ostatnią czynnością procesu izolacji, jest wywiezienie młodego w ciche i odludne miejsce (najczęściej las), by cały proces tresury mógł zostać przeprowadzony z dala od nieświadomych niczego, nakręcających biznes turystów. Całemu zdarzeniu towarzyszy przeraźliwy krzyk zrozpaczonego i przerażonego słoniątka, żałośnie nawołującego matkę, oraz odgłosy jęczących łańcuchów i skrzypiących prętów przyczepy, które napina i w które uderza próbujący się wydostać malec.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Proces izolacji słoniątka od matki, w celu rozpoczęcia tresury.

Dzikie słonie pozyskiwano głównie w latach, gdy rozpoczynano proces urbanizacyjny, kiedy ludzie nie potrafili ich jeszcze hodować. Jednak w niektórych krajach azjatyckich, w dalszym ciągu nieprzerwanie, trwa tradycja wychwytywania młodych z dżungli. Przeważają tu państwa wciąż masowo pustoszące tereny zielone (Birma, Laos, Kambodża). Dzikiej słonicy matki, jak można się domyślić, nie da się poskromić, więc jedyną możliwością aby odebrać jej dziecko, jest odebranie jej życia. Najczęściej robi się to z broni palnej, ponieważ jest to najszybszy i najłatwiejszy sposób. W przeszłości stosowano bardziej prymitywne rozwiązania, takie jak: trucie samicy (ale ryzykowali wtedy zatruciem malca), zapędzenie jej w dół i zatłuczenie maczetami, oraz inne, jeszcze bardziej nieludzkie sposoby.

Najgłówniejszym etapem tresury jest tzw. ,,przełamanie duszy słonia“. Polega ono na zamknięciu malca w ciasnej, zrobionej z drewnianych prętów klatce i przewiązaniu go linami oraz łańcuchami, w celu całkowitego unieruchomienia. Następnie zadaje się ból oraz rany (dosłownie bije słonia) ostrą częścią haka, po całym ciele zwierzęcia (nawet w środku ucha) do momentu, aż słonik nie przestanie się bronić i krzyczeć. Gdy opadnie z sił oznacza to, że jego dusza została przełamana a on jest gotowy do tresury właściwej. Przełamywanie, w zależności od waleczności słoniątka, trwa kilka godzin, czasem dni. Bardzo dużo młodych wyczerpanych i sparaliżowanych strachem, procesu tego nie przeżywa umierając w męczarni. Te które przetrwają, będą przeżywać kolejne dni piekła. Podczas przełamywania słoń musi zapamiętać, że hak w ręku człowieka posiada nieograniczoną możliwość zadawania bólu, a nie wykonywanie poleceń oznacza karę.

Hak - główne narzędzie służące do wszystkich etapów tresury, oraz wymuszania posłuszeństwa na słoniu.

Hak – główne narzędzie służące do wszystkich etapów tresury, oraz wymuszania posłuszeństwa na słoniu.

Author Edwin Wiek, founder of Wildlife Friend Foundation Thailand.

http://www.wfft.org/

Po torturach w zamknięciu, nadchodzi czas na kolejny poziom torturowania, a mianowicie tresurę właściwą. Ma ona nauczyć słonia reagowania na uciskający hak, poprzez obieranie odpowiednich pozycji ciała lub zachowań. Jeśli widzimy na przykład siedzącego na głowie słonia, powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że nie jest to jego pozycja naturalna, a jeśli zobaczymy tańczącego słonia, musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie jest to jego naturalne zachowanie. Nasuwa to wniosek, że musiał się tego w jakiś sposób nauczyć. W jaki?

Wyobraź sobie, że przez każdą zagiętą kończynę, nienaturalnie wygiętą część ciała, przebiega napięta, naciągnięta lina wymuszająca pozycję zwierzęcia. Równocześnie używane są haki, które przypominają o posłuszeństwie i uciskają najbardziej wrażliwe miejsca na ciele tj. wnętrze ucha, nasada ucha, skronie, oczodół, pachwiny, pachy, nasada trąby od strony wewnętrznej, dolna część szyi, kark. Czynności te są powtarzane do momentu, aż zwierzę nie zacznie kojarzyć pozycji ciała z uciskanym punktem na ciele.

baby_elephant_training_ringlinghttp://www2.peta.org/site/MessageViewer?em_id=113703.0&printer_friendly=1

Najczęstsze miejsce działania haka - wrażliwa nasada ucha slonia.

Najczęstsze miejsce działania haka – wrażliwa nasada ucha slonia.   Fot. Maria Kuczkowicz

Słonie mają doskonałą pamięć. Pamiętają twarze osób i związane z nimi przeżycia oraz cierpienie, które zadaje ręką człowieka hak. Bardzo szybko zapamiętują też sposób w jaki należy unikać tego cierpienia. Strach przed tresurą jest tak silny, że większość słoni już po kilku dniach zaczyna wykonywać polecenia i zadania wymagane od niego.

Wnioskiem jest, że wykonywanie na arenie, na ulicy czy na scenie sztuczek, oraz bezgraniczne posłuszeństwo, nie jest wynikiem chęci niewinnej zabawy i obdarowania człowieka wielkim zaufaniem oraz sympatią, ale jest wynikiem chęci uniknięcia bólu.

Autor: Maria Kuczkowicz

Te krótkie filmiki doskonale przedstawiają, sposób w jaki hak kontroluje każdy ruch zwierzęcia.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Strach i ból podczas tresury, potrafi zmusić zwierzę do robienia wszystkiego…

Słoń jest zwierzęciem dzikim, nigdy nie pozostanie udomowionym. Tylko przemoc i brutalność człowieka mogą doprowadzić do ,, przełamania jego duszy”, zmuszenia go do życia według ludzkich zasad. W naturalny sposób, nigdy nie zdecydowałby się na współpracę z człowiekiem. Słoń po tak niewyobrażalnie tragicznych przeżyciach, nigdy też nie będzie szczęśliwy w jego towarzystwie. Każdy widok haka i ludzkich twarzy, przygania okropne wspomnienia z tresury. Takie zwierzę przenigdy nie obdarzy człowieka zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa. Jedyną więzią emocjonalną, która go przy nim będzie trzymać i każe mu być posłusznym, jest niepojęty strach, nie pozwalający na sprzeciw.

Pamiątką po tresurze mogą być: blizny, szramy, poszarpane uszy, często są to ropnie, infekcje skórne, otłuczenia, a nawet ślepota, niedosłuch bądź całkowita utrata słuchu, uszkodzenia lub porażenia mięśni trąby.

Ropień z powodu rany kłutej, zadanej hakiem.

Ropień z powodu rany kłutej, zadanej hakiem.  Fot. Maria Kuczkowicz

Cyrki i pokazy wykorzystujące dzikie zwierzęta, istnieją i funkcjonują na całym świecie. Większość słoni występujących w takich cyrkach, to właśnie zagrożone wyginięciem słonie Azjatyckie, które łatwiej i bezpieczniej niż słonie Afrykańskie poddają się tresurze. Niejednokrotnie takie możliwości rozrywki organizowane są również w Polsce. Istnieją Polskie cyrki mające w posiadaniu dzikie zwierzęta, między innymi słonie. Należy pamiętać, że zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach, tresura wszystkich zwierząt dzikich wygląda tak samo. W cyrkach podróżujących zwierzę skazane jest dodatkowo na stres, który jest związany z ograniczeniem ruchu z powodu przebywania w ciasnym pomieszczeniu, z transportem, ze  zmianami warunków klimatycznych oraz utrzymania. Handluje się nim jak starą zabawką, przewozi z kraju do kraju, z miejsca na miejsce, ale przede wszystkim odbiera jego ojczyźnie i środowisku naturalnemu.

Podsumuję wszystkie etapy tresury krótkim klipem:

Author: Patcuvie from Youtube

W Azji na ulicach wielkich miast, spotyka się tzw. Słonie żebrzące. Przykładem takich miejsc w Tajlandii może być Bangkok czy Pattaya – najbardziej komercyjne miasta. ,,Mahuci” wykorzystują swojego podopiecznego do żebrania o pieniądze albo pożywienie. Niewątpliwie zrobi on większe wrażenie na turyście, niż siedzący w zakamarkach ulic jęczący i wyciągający dłonie żebrak. Słonik pokazuje szereg wyuczonych, zniewalających sztuczek, takich jak: ukłony, kręcenie trąbą czy gra na harmonijce. Na koniec wyciąga uroczą trąbę po ,,zasłużoną” gotówkę i oddaje treserowi. Aby jeszcze bardziej wzruszyć oglądającego, ,,mahuci” zabierają na ulicę albo bardzo małe zwierzęta albo bardzo stare, zwykle wygłodzone i wychudzone. Wtedy często wykorzystywany jest chwyt ,, zapłacisz, a ja dam Ci kawałek trzciny cukrowej żebyś mógł nakarmić mojego chudego słonia”. Jakże chytra i przemyślana gra na emocjach naiwnych turystów! Przekonany o zrobieniu dobrego uczynku, nieświadomy i zaślepiony urokiem słonia człowiek, bez zastanowienia pozbywa się pieniędzy. Odchodzi usatysfakcjonowany, z uśmiechem na ustach, wyrządzając maleństwu ogromną krzywdę. W taki sposób ciągle opłacalny słoniowy biznes, nigdy się nie kończy. Słonie przebywają na ulicach całymi tygodniami, bez powracania do domu, wycieńczone, wygłodzone, odwodnione i cierpiące na różne dolegliwości układu mięśniowo – kostnego. Często na ciele słoni można zauważyć ogromne ropnie zakończone głęboką raną kłutą, są to z pewnością ślady po używanych hakach. Wiele słoni ulicznych traci wzrok, słuch, a nawet węch. Bardzo małe oczy zwierzęcia, są podrażniane przez nadmierne światło z lamp, migoczących reklam, przejeżdżających nieustannie samochodów, pstrykających z fleszem zdjęć aparatów fotograficznych. Ciągły hałas wywołujący wibracje przedmiotów i dróg, uszkadza jego słuch, i stopy przeciążone pracą na nagrzanym i twardym asfalcie. Wysoka temperatura podłoża powoduje pekanie delikatnej skóry podeszwy i tworzenie się szczelin, a potem rozpadlin kończyn. Kurz i toksyczne związki osądzające się na ulicach, są wdychane przez zwykle noszącego nisko trąbę słonia. Zwierzęta te bardzo podobnie jak konie, mają okropnie wrażliwy układ oddechowy. Mogą chorować na astmę, zapalenie płuc, czy stracić zdolność rozpoznawania zapachów. Obniżona odporność daje predyspozycję do zachorowań na gruźlicę. Nie mogąc schronić się przed słońcem, użyć wody dla ochłody, czy błota chroniącego przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym i nawilżającego skórę, staje się ona bardziej narażona na mechaniczne uszkodzenia, popękania, czy poparzenia prowadzące do infekcji skórnych i owrzodzeń. Słonie często są przyczyną wypadków drogowych, w których niejednokrotnie same cierpią. Obrażenia kończyn i złamania, nie zawsze jednak są przekonywującym argumentem do tego, aby zaniechać pracy na ulicy. Słonie mimo złego stanu zdrowia, kontynuują pracę.

Owrzodzenia na policzku, oraz infekcja oka u słonia pracującego na ulicy.

Leczone owrzodzenie na policzku, oraz infekcja oka u słonia pracującego kiedyś na ulicy.

Leczony uraz nogi u słonia pracującego na ulicy.

Leczona, Uszkodzona stopa słonia, pracującego niegdyś na ulicy. Elephant Nature Park.                           Fot. Maria Kuczkowicz

Permanentny stres, traumatyczne doświadczenia, niemożliwość decydowania o własnym życiu, ograniczenie ruchu, a przez to zminimalizowanie zużywania energii, prowadzą do powstawania stereotypowych zachowań, częstych napadów histerii, paniki czy też agresji. W naturze słonie przemierzają tysiące kilometrów, przeszukując lasy w celu odnajdywania najbardziej wartościowej roślinności, kąpielisk czy bagien. Zwierzęta te potrzebują, jak każde dzikie zwierzę, ogromnych przestrzeni do życia i ruchu. Tylko wtedy organizm może być zdrowy, za równo  fizycznie (ruch jest szczególnie ważny dla ciągle obciążanego przez słonie przewodu pokarmowego, pobudza ruchy perystaltyczne), jak i psychicznie. ,,Zdrowie mentalne” zapewnia mu kontakt z innymi osobnikami tego samego gatunku. Słoń jest zwierzęciem społecznym, do pełni szczęścia potrzeba mu bliskości innego słonia. Wzajemnie się dotykają, obwąchują, drapią a nawet rozmawiają. Życie społeczne jest możliwe tylko w naturze. Zwierzęta w niewoli bardzo często nie wiedzą o istnieniu innych słoni, ponieważ nigdy ich nie widziały. A jeśli nawet żyją z innymi, to wzajemne kontakty są ograniczane do minimum.

Zachowania stereotypowe objawiają się wykonywaniem i powtarzaniem tych samych czynności, przez długi czas. Słonie bardzo często poruszają głową i trąbą w prawo i lewo lub w górę i w dół. Te które pracowały, bądź pracują w cyrkach kręcą głową i trąbą wokół. Często huśtają całym ciałem w prawo i w lewo, podnosząc nieustannie jedną z kończyn, bądź robią kilka kroków w tył i przód poruszając przy tym głową.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Stereotypia u słoni w niewoli.

Ataki histerii i szału połączone z agresją, świadczą o tragicznych wspomnieniach, których słoń nie jest w stanie się pozbyć w inny sposób, jak tylko poprzez upuszczenie emocji, wyżywając się na jakimś przedmiocie. Niejednokrotnie jest to jego własne ciało. Zadaje sobie ból: rzuca na siebie kamieniami, uderza trąbą i głowa o twarde przedmioty, biega wokół i ryczy. Wykonuje przy tym coś w rodzaju sztuczek cyrkowych. Często rzuca przedmiotami znajdującymi się w zasięgu swojej trąby, we wszystko co znajdzie się w pobliżu, łącznie z ludźmi.

Ja kiedyś, byłam świadkiem ataku szału u kilkuletniej słonicy pracującej w przeszłości w cyrku, o mały włos nie oberwałam od niej kamieniem. Pomyślałam sobie wtedy, że gdyby nie ograniczał jej łańcuch umocowany na stopie, pozabijałaby wszystkich dookoła. Lecz znając jej doświadczenia z przeszłości, mogę szczerze powiedzieć, że nie dziwiłabym się jej ani trochę. Musiała bardzo nienawidzić ludzi.

Clip maker Maria Kuczkowicz

Atak szału u słonia w niewoli.

W ostatnim przypadku, zawsze mamy do czynienia z zaburzeniami psychicznymi i emocjonalnymi, w których słoń uzewnętrznia swoją frustrację i depresyjny nastrój, związane z nieprzyjemnymi przeżyciami z przeszłości. Stereotypia może być drugim etapem głębokiego stanu depresji i obojętności, gdy słoń zaczyna rozumieć bezsens walki z zaistniałą sytuacją i poddaje się. Stereotypia występująca u zwierząt w zamknięciu, nie niosących za sobą bagażu krzywdzących doświadczeń, wskazuje na to, że zwierzę szuka sposobu na wyładowanie energii i stresu zamknięcia.

Oto przez co musi przejść wspaniały i niewinny słoń, zanim zobaczysz go w cyrku, zanim na niego wsiądziesz, zanim pogłaszczesz na ulicy. Wszystko po to, by zadowolić turystę, który solidnie pokryje ,,wszystkie koszty” rozrywki. Uczestnicząc w pokazach cyrkowych, show’ach, oraz decydując się na trekking czy płacąc słoniom żebrzącym na ulicy, wspierasz tresurę i zniewalanie słoni.

Ze względu na małą ilość słoni w lesie (małe prawdopodobieństwo ich spotkania, z czym wiąże się czasochłonne wyczekiwanie na osobnika), skomplikowane i karalne ich stamtąd pozyskiwanie, a jednocześnie masowe zapotrzebowanie na te zwierzęta w turystyce, człowiek postanowił podjąć pierwsze próby hodowli słonia. Dziś miejsca reprodukcji tego zwierzęcia są bardzo popularne w krajach azjatyckich. Z hodowli słoni słyną Indie, Nepal, Tajlandia. Jednym z najpopularniejszych miast rozmnażających, sprzedających i tresujących słonie jest Surin, oraz jego okolice. Młode słonie przychodzą tam na świat, co mogłoby nasuwać wniosek, że ich tresura jest łatwiejsza, mniej drastyczna. Bez względu jednak na to gdzie słoń się urodzi, zawsze pozostaje dzikim zwierzęciem a instynkt wolności jest zapisany w jego genach. Dlatego dwuletni słonik odbierany od matki, przełamywany i tresowany, protestuje za każdym razem tak samo głośno i przeraźliwie, jak jego dzicy krewni setki lat temu. W naturze słonia nic się nie zmienia, jest on jej wierny do samego końca. Dlatego proces hodowli i tresowania słoni, powinno się raczej nazwać zniewalaniem niż udomawianiem. Do życia z ludźmi można go jedynie zmusić. Nigdy nie zamieni się w szczęśliwą maskotką rodziny, jak pies, czy potrzebujące do przeżycia dachu nad głową krowę czy konia. Zwierze udomowione jest zależne od człowieka, potrzebuje go do pełnowartościowego życia. Słoń z pewnością nigdy nie był zależny od człowieka, to raczej człowiek stał się zależny od niego.

Doskonałym dowodem na to jest fakt, że po wypuszczeniu kilku zniewolonych słoni Tajlandzkich na wolność, przez ,,fundację przywracającą słonie naturze” (,,Elephants reintroduction foundation”) doskonale odnalazły się one w naturalnym środowisku. Rozpoznawały najlepsze rośliny, wybierały odpowiednie kąpieliska i bagna, zaczęły nawiązywać ze sobą wzajemnie rodzinne i przyjacielskie kontakty, przypominały sobie coraz to nowsze, naturalne sposoby zachowań. Na nowo odnajdywały w sobie słonia. Po kilku tygodniach zaczęły unikać spotkań z ludźmi. Wytłumaczeniem takiego zachowania jest fakt, że wszystkie informacje o życiu w lesie, są w ich głowach, instynkcie naturalnie rozwijającym się już w łonie matki.

Warunki utrzymania słoni w hodowlach są fatalne, nie spełniają nawet minimalnych wymagań tego zwierzęcia. Słonie trzyma się w bardzo małych zagrodach, zadaszonych bądź nie, w szczerym polu, w lesie, nad brzegiem jeziora, zawsze umocowane na łańcuchu.

Zagroda zbiorowa. Każdy słoń umocowany jest łańcuchem, co uniemożliwia mu kontakt z innymi.

Zagroda zbiorowa. Każdy słoń umocowany jest łańcuchem, co uniemożliwia mu kontakt z innymi.        Fot. Maria Kuczkowicz

Najczęściej przewiązuje się mu dwie przednie kończyny, by utrudnić poruszanie się. Zdarzają się również słonie z czterema przewiązanymi nogami i obwiązaną dodatkowo dookoła drzewa głową. Kilka razy w ciągu dnia, ktoś rzuci zwierzęciu pęk trzciny cukrowej, do tego opieka nad nim się ogranicza.

Słoń z przewiązanymi kończynami przednimi, oraz przywiązaną do belki głową. Słoń taki nie ma praktycznie żadnej mozliwości poruszenia się. Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń z przewiązanymi kończynami przednimi, oraz przywiązaną do belki głową. Słoń taki nie ma praktycznie żadnej mozliwości poruszenia się.
Fot. Maria Kuczkowicz

Przewiązane przednie kończyny słonia.

Przewiązane przednie kończyny słonia.   Fot. Maria Kuczkowicz

Niektóre słonie są celowo głodzone (dostają poniżej połowy dziennej porcji pożywienia, przysługującej dorosłemu samcowi). Dotyczy to słoni skłonnych do agresji, czyli w większości samców. Energia pozyskiwana z pożywienia starcza tylko na energię bytową, co hamuje produkcję hormonów wywołujących pobudzenie i zaostrzających temperament. Słonie takie mają bardzo wyraźnie uwypuklony kręgosłup, zaznaczony kark, łopatki, żebra i guzy biodrowe, mocno wklęsłe doły skroniowe i głodowe. Po prostu są wychudzone.

Głodzony samiec słonia Azjatyckiego.

Wychudzony samiec słonia Azjatyckiego.   Fot. Maria Kuczkowicz

Co hojniejszy mahut, wyprowadzi swojego podopiecznego na piętnastominutowy spacer i pochlapie raz dziennie wodą z węża ogrodowego. Większość jednak całymi dniami wyczekuje na uwięzi, w pełnym słońcu. Słonie spuszczane są z łańcuchów tylko wtedy, gdy trzeba iść zarabiać na ulicę. W tym czasie nie wracają do zagrody przez kilka dni a nawet tygodni. Inne zarabiają na mahucką rodzinę w codziennych cyrkach, paradach w dni święte i ważne państwowo. W paradach występują tylko najdorodniejsze słonie. Ich twarze maluje się kolorowymi farbami, a tułów i głowę ozdabia pełnymi przepychu narzutami i płachtami. Gdy słonia nie poskramia łańcuch, zawsze jego rolę przejmuje hak.

Samiec przygotowywany do parady.

Samiec przygotowywany do parady.   Fot. Maria Kuczkowicz

Parada

Parada.   Fot. Maria Kuczkowicz

Częstymi scenami są sceny krycia. Dochowanie się młodych i wytresowanie ich jest głównym celem hodowli, ponieważ sprzedany słoń przynosi dużo pieniędzy.
W środowisku naturalnym samice i samce umiejętnie dobierają się same. W wioskach hodowlanych partnerów dobierają ludzie, bardzo często niepoprawnie wagowo. Niewytrzymująca ciężaru samica nie może się bronić, bowiem do krycia jest ona całkowicie unieruchamiana łańcuchami i poskramiana hakiem. Za ciężki samiec wspinający się na samicę, potrafi ją dosłownie złamać. Łamie się kość miedniczna a nawet kręgosłup. Samice takie skazane są na eliminację.

Uszkodzona przez samca podczas krycia w niewoli, samica.

Uszkodzona przez samca samica, podczas krycia w niewoli. Przebywa obecnie w Elephant Nature Park.   Fot. Maria Kuczkowicz

W Azji legalnym jest rozpowszechnianie i handlowanie częściami ciała słoniowego. Na straganach i pułkach sklepowych, można znaleźć przeróżne produkty takie jak: mięso słoniowe, produkty skórzane ze skóry słoniowej (torebki i buty), stojaki na parasole ze słoniowej stopy, szczotki ze słoniowych włosów ogona, ale przede wszystkim, najbardziej rozchwytywany ,,szlachetny kruszec“, którym jest kość słoniowa. Produkty ze słoniowych ciosów można dostać w każdym kraju azjatyckim, a głównym ich dystrybutorem są Chiny. Ciosy u słonia azjatyckiego występują tylko u samców, dlatego w hodowlach oprócz celów rozpłodowych, trzymane są również na kość słoniową. Co kilka lat opiekunowie skracają ich ciosy i wysyłają na handel. W czasie gdy wzrastają, końcówki owija się dętką rowerową i przewiązuje solidnie sznurkiem, lub gumowym paskiem. Ma to chronić kość przed zabrudzeniem i uszkodzeniem, oraz zapewnić jej wysoką jakość.

Ciosy samca, chronione dętką od rowera przed zabrudzeniem iuszkodzeniem, u samca w niewoli.

Ciosy samca w niewoli, chronione dętką od roweru przed zabrudzeniem i uszkodzeniem.                                              Fot. Maria Kuczkowicz

Niestety ilość pozyskiwanej kości słoniowej od zwierząt hodowlanych, stanowi tylko bardzo mały procent kości słoniowej dostępnej na rynku. Słoniowi hodowlanemu odcina się ciosy bardzo małymi kawałkami i tylko okresowo, gdy osiągną odpowiednią długość, a inne części ciała wykorzystuje dopiero po jego śmierci. Kłusownictwo zatem jest bardziej opłacalne, ponieważ można odciąć słoniowi cały potężny cios jednorazowo, zarazem wykorzystując wszystkie inne jego części ciała na handel, dodatkowo nie ma limitów czasowych i okresowych, łup można zdobywać przez cały okrągły rok – aż do ostatniego dzikiego osobnika. Cały biznes nakręcają Chiny, w których istnieją nawet szkoły ,,sztuki rzeźbienia w kości słoniowej”. Rozprowadzana jest ona potem na teren niemalże całej Azji. Obrabiane są tutaj ciosy upolowanych słoni Azjatyckich, ale przede wszystkim, jest to największe koło napędowe dla kłusownictwa, na skrajnie zagrożonych wyginięciem słoniach Afrykańskich, które na rzecz kości słoniowej tępione są masowo. Aż 90% wyrobów z kości słoniowej rozprowadzanej z Chin, pochodzi od słoni z nielegalnych polowań.

Co za ogromne paradoksy! Rzeźbienie w legalnych ciosach z nielegalnych polowań, rzeźbienie dzieła sztuki które poprzedziła krwawa zbrodnia.

Co roku na świecie 36, 000 słoni ginie na rzecz samej kości słoniowej.

Produkcja rzeźb z kości słoniowej, Chiny.

Produkcja rzeźb z kości słoniowej, Chiny.

Picture from National Geographic article, named ,,Blood ivory”, author Bryan Christy

W taki sposób, na azjatyckim rynku dochodzi do mieszania się produktów pochodzących od słoni hodowlanych, z produktami pochodzącymi od słoni dzikich, wyrobów ze słoni Azjatyckich, z wyrobami ze słoni Afrykańskich. A więc nigdy nie wiadomo, skąd pochodzi leżąca na półce sklepowej skórzana torebka, czy kostna rzeźba. Sprzedaż tych wszystkich produktów jest tu legalna, nie zależnie od tego w jaki sposób została pozyskana i zdobyta. Nikt tutaj nikogo nie pyta, niczego nie sprawdza. Każda kość słoniowa dla handlarzy jest taka sama, nie ma żadnej różnicy czy jest ona ,,dzika” czy ,,domowa” , ,,afrykańska” czy ,,azjatycka”. Ważne, że przynosi pożądany dochód. Świadomość ekologiczna ludzi Azji praktycznie nie istnieje, a dla dobrych pieniędzy warto nie zadawać pytań i niczego nie mówić.

Bardzo popularna w Azji jest medycyna ludowa, tradycyjna, zwana też niekonwencjonalną, w której wykorzystywane są kości, mięso i skóry słoniowe. Wielu obywateli Azji uważa, że posiadanie kości słoniowej przynosi szczęście w życiu, i chroni przed klątwami oraz czarną magią. Wierzenia ludowe i medycyna tradycyjna, są przyczyną śmierci ogromnej ilości dzikich zwierząt w Azji. Ludzie bezgranicznie wierzą, w uzdrawiające moce organów zwierzęcych, dla których nieustannie dopuszczają się masowych mordów (np. na tygrysach, nosorożcach, czy właśnie słoniach).

Skóra słoniowa

Skóra słoniowa

Picture from National Geographic article, named ,,Blood ivory”, author Bryan Christy.

Decydując się na kupno torebki, rzeźby, stojaka, mięsa czy magicznej mikstury pochodzących ze słonia (lub innych dzikich zwierząt) warto wiedzieć, że nie zależnie od ich pochodzenia, podpisujemy się pod stwierdzeniem, że jest to dla nas produkt atrakcyjny i istnieje na niego zapotrzebowanie. Wydajemy tym samym wyrok zniewolenia na kolejne, rodzące się w hodowlach młode, oraz wyrok śmierci na kolejne słonie dzikie.

Kłusownictwo, nie jest jedynym problemem dzikiego giganta Azji. Pomiędzy rolnikami a nie zniewolonymi mieszkańcami dżungli, zrodził się ogromny konflikt. Słonie uwielbiają wyjadać plantacje ryżu i trzciny cukrowej. Jest to dla nich łatwy do zdobycia i bardzo pożywny kąsek. Mogą jednorazowo najeść się do syta, nie musząc przebierać i wyszukiwać w roślinności leśnej. Łodygi trzciny cukrowej, są dużo bardziej wydajne energetycznie i bardziej odżywcze niż większość roślin porastających las. Pyzatym pola uprawne leżą zazwyczaj bardzo blisko ich terenów żerowania i wędrówek, bądź zupełnie na skrajach lasów. Takie usytuowanie wywabia słonie z ich zielonego królestwa. Dziś ze względu na małą powierzchnię do przeszukiwania lasu, klany słoniowe często  go opuszczają, w poszukiwaniu innego źródła pokarmu. Rolnicy rozwiązują problem w najprostszy i niewymagający żadnych przemyśleń oraz wysiłku sposób, na brzegu plantacji pozostawiają zatruty stos trzciny cukrowej. Niewinne zwierzęta umierają w męczarniach, zżerane od środka.

Jak zwykle człowiek wydaje wyrok, znajduje winnego, byle nie siebie. Ale czy naprawdę tutaj zawinił głodny, usiłujący przeżyć słoń? A czy raczej ograniczający swobodę istnień człowiek, który najpierw zniszczył ponad połowę jego naturalnych terenów, a potem przywłaszczył sobie JEGO obszary i stworzył na nich fabrykę upraw?

Podsumujmy problemy słonia Azjatyckiego krótkim klipem:

Publicated by Tony z.top from YouTube

Te wszystkie, opisane tu kłopoty ciążą na słoniach jak tysiące turystów posadzonych na ich grzbietach. Rzeczywistość dla tych zwierząt jest tak brutalna i okrutna, że ciężko ją opisać słowami. W Tajlandii byłam świadkiem nowej ery niewolnictwa. W nadziei, że uda mi się zobaczyć choć jednego wolno żyjącego słonia, odwiedziłam Khao Yai National Park. Szybko jednak przekonałam się, że obecna ilość dziko żyjących słoni jest tak niska, że spotkanie się z nimi graniczy z cudem.

Z każdym kolejnym wolontariatem dochodzę do wniosku, że niektórzy ludzie mają chyba ogromny kompleks niższości, skoro w tak podły sposób próbują udowodnić swoją wyższość. Świadczy to jedynie o naszej nieumiejętności panowania nad sobą i światem. Stajemy się jak podli i rządni władcy biednego królestwa, których można by było porównać do Nerona czy Heroda. Tak łatwo było im wydać wyrok na tysiące niewinnych. Mówimy o nich, że są źli i na pewno smażą się w piekle. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś nad tym, co powiedziałyby o nas zwierzęta gdyby mogły mówić?

,,To głodni zysku, egoistyczni oprawcy, rządni władzy i wyższości Herodzi.
My jesteśmy biednymi poddanymi, którym Herod zabiera dom, wolność i życie.”

Sto lat temu całą Azję zamieszkiwało około 100,000 dzikich słoni, co już wtedy wskazywało na ogromny spadek ich liczebności, bowiem historia Azji mówi o kilku milionowych populacjach tych zwierząt. Według danych WWF, na całym kontynencie Azjatyckim żyje już tylko od 26,600 do 32,750 słoni na wolności, co świadczy o tym, że przez ostatnie 100 lat ich populacja zmniejszyła się o około 67%-73% i w dalszym ciągu maleje. Obecnie około 9 000 słoni w Azji zostało zniewolonych, a z największej ich liczby słyną Indie. Największą populacją słonia dzikiego, może zaś poszczycić się Sri Lanka. W Bhutanie, Bangladeszu, Nepalu, Sri lance i Indiach żyje 60% Azjatyckiej populacji słonia. A tylko 5% w Chinach, Laosie, Kambodży i Wietnamie. W Tajlandii wiek wstecz, słonie zniewolone i dzikie stanowiły liczbę od 100 000 do 200 000 osobników, dziś występuje tam od 1,200 do 2,500 zwierząt wolnych, żyjących wyłącznie w Parkach Narodowych i 2,800 słoni odebranych naturze. Razem daje nam to ponad 4 000 zwierząt. Łatwo można wyliczyć, że w samej Tajlandii, populacja słonia w ciągu zaledwie stu lat zmniejszyła się prawie o 98%.

Słoń Azjatycki został wpisany na listę gatunków zagrożonych wyginięciem, we wszystkich krajach występowania.

art. Maria Kuczkowicz

*mahout- osoba jeżdżąca na słoniu, wykorzystująca go do pracy, trenująca, hodująca.

Polecam filmy:

Problemy słoni Tajlandzkich: ,,Return to the forest”                                                           Cała  prawda o cyrkach i słoniach zniewolonych: ,, An apology to elephants”

Pułapki czyhające na żółwie morskie Caretta caretta

Żółwie morskie Caretta caretta – przemierzają tysiące kilometrów w nadziei, że na swoich plażach znajdą spokojne miejsce do złożenia jaj. Niestety nie zawsze historia ma szczęśliwe zakończenie.

Podczas tej nieprzerwanej i pełnej niebezpieczeństw wędrówki, ginie ich bardzo wiele. Starsze i słabsze osobniki padają z wycieńczenia, albo zostają pożarte przez naturalnych wrogów (np. rekiny). Jednak pomimo świadomości niebezpieczeństwa, decydują się na pełną poświęceń podróż. Wiedzą, że jest w niej nadzieja na nowe życie. Instynkt zachowania gatunku popycha je na przód. Tam gdzieś, czeka na nie skrawek ciepłego piasku, w którym bezpiecznie będą mogły ukryć swoje jaja. Z niecierpliwością wypatrują horyzontu, przekonane, że tam już nic nie będzie im grozić.

Niestety, tak nie jest. Tuż u wybrzeży piaszczystych plaż, gdzie kiedyś było cicho i spokojnie, dzisiaj zaczęło roić się od pułapek i zasadzek, które zgotował dla nich CZŁOWIEK.

Pierwszą pułapkę stanowią sieci rybackie.                                                                       Rybołówstwo przemysłowe zbiera największe żniwo. Codziennie, na całym świecie z otwartych wód mórz i oceanów – wydobywa się miliony ton ryb. Wśród trzepocących płetw i desperacko poszukujących tlenu skrzeli, swój żywot kończy niezliczona ilość innych morskich stworzeń. Takich, które ,,nie miały” utkwić w sieci. Między innymi zagrożone wyginięciem żółwie Kareta. Obecne techniki poławiania ryb mają destrukcyjny wpływ na świat morskich istot. Zarzucona i pozostawiona w głębinach sieć skrzelowa, dryfuje godzinami, nieraz dniami w wodach oceanów. Stanowi niewidzialną zaporę dla zwierząt. Te wpadając w nią, zaplątują się i toną. Wiele sieci skrzelowych pozostawia się w wodzie. Takie są stałym źródłem zagrożenia. Do innego rodzaju techniki połowów używa się sieci ciągnionych. Ogromny wór, wlekąc się za statkiem – zbiera wszystko to, co nie zdążyło uciec. W zasadzkę wpędzane są również zwierzęta, celowo przywabiane papką rybną, umieszczoną w morzu przez poławiaczy. Następnie otaczane są siecią okrążającą i wyciągane z wody. Mniej znaną techniką połowów są te – z użyciem sieci typu ,,longline”. Posiadają one tysiące zanurzonych w wodzie lin, na końcach których wiszą haki. Połykają je ryby i bardzo często ŻÓŁWIE. Masowe rybołówstwo – próbujące zaspokoić potrzeby licznych konsumentów, nie przestrzega przepisów stanowiących o dopuszczalnej ilości ryb, przeznaczonych do połowu. Morza i oceany są nadmiernie eksploatowane i pustoszeją. Dla morskich zwierząt stojących wyżej w łańcuchu pokarmowym oznacza to GŁÓD. Jednym z gatunków żywiących się rybami jest żółw morski Caretta caretta – zagrożony wyginięciem.

Tradycyjne rybołówstwo łodziowe również działa negatywnie na populację żółwi morskich. Dotyczy ono połowów przybrzeżnych i zwykle ma podłoże turystyczne. Każdy turysta pragnie spróbować w nadmorskiej knajpie owoców morza. Niestety rarytas ten, okupiony jest utratą wielu żyć. Największym zagrożeniem, są rybacy zakładający sieci w okresie lęgowym Caretta caretta. Wtedy samice trzymają się brzegu, pasąc się na zielonych łąkach, by po zmroku wymaszerować na plażę i złożyć jaja. Żółw wpadając w sieć, zaczyna panikować. Za wszelką cenę pragnie się z niej wydostać. Szamotanie, daje jednak odwrotny efekt niż ten pierwotnie zamierzony. Pętle sieci zaciskają się mocniej, potem jeszcze mocniej, aż w końcu żółw zostaje uwięziony. W zależności od tego jak długo pozostanie w sieci, takie są dla niego rokowania. Zaplątaniu ulegają najczęściej płetwy i głowa, najbardziej unaczynione miejsca. Zaciskający się sznur sieci, uciska naczynia krwionośne tkanki uwięzionej. Im dłużej trwa ten ucisk, tym dłużej tkanki pozostają niedokrwione. Z czasem pojawia się martwica. Jej zakres zależy od powierzchni uciskanej, czasu ucisku oraz jego siły. Jeśli żółw będzie pozostawał pod wodą dłużej niż 5 godzin UTONIE (na tyle starcza mu zaczerpniętego wcześniej powietrza). Czasem żółwiom udaje się wydostać z sieci i uciec. Niekiedy wyciągnie je ktoś obdarowany odruchem człowieczeństwa. Jednak częściej w akcie zemsty za spłoszone ryby są okaleczane, poprzez uderzenie ostrą częścią harpuna rybackiego w głowę. Tych prymitywnych sposobów używa się również do połowów sportowo -rekreacyjnych. Odbywają się one głównie nocą, w oświetleniu lampy zawieszonej na łodzi. Bardzo często w trakcie tych barbarzyńskich zawodów, polegających na przebijaniu ofiary harpunem, okaleczane są żółwie. Potem dryfują w agonii po morzu, wśród niekończącego się cierpienia, obskubywane przez ptactwo, prażone przez słońce – gdyż po uderzeniu w głowę tracą zdolność do pływania i nurkowania.

IMG_4216

Georgious ofiara rybackiego harpuna – słynne w ośrodku “head injury”.

Roztrzaskana czaszka, uszkodzenie mózgu, martwica kończyn wymagająca ich amputacji, to najczęściej oglądany widok ofiar przybrzeżnych połowów w Ośrodku rehabilitacyjnym.

IMG_3360

Adonia – ofiara przybrzeżnej sieci rybackiej. W wyniku długotrwałego ucisku płetwy, doszło do jej martwicy. Zmiany były tak rozległe, że lekarz weterynarii dokonał amputacji płetwy. Przy odjęciu jednej płetwy przedniej istnieje możliwość odzyskania samodzielności u żółwia.

Częstym problemem są połykane przez żółwie haczyki rybackie z przynętą. Jeżeli wbije się on w gardło lub przełyk żółwia rokowanie jest pomyślne, jeśli natomiast przejdzie przez przełyk trafi do żołądka a potem do jelit, to musi mieć on wiele szczęścia aby wydalić ciało obce z przewodu pokarmowego nie raniąc go. Podczas mojego pobytu trafiła się jedna taka szczęściara. Szczęściara, bowiem około 80% żółwi umiera z powodu pocięcia (dosłownie) przewodu pokarmowego przez hak i linę.

Szczęściara Eva

Szczęściara Eva.  Fot. Maria Kuczkowicz

Kolejną pułapką są ogromne, huczące, przerażające łodzie i statki – rybackie, turystyczne, pasażerskie itd. Jeśli żółw przeżyje ,,spotkanie ze śrubą” to pewnym jest, że wyjdzie  z tego mocno poturbowany. Oderwana płetwa, złamania, roztrzaskane głowy, rozłupane i przecięte skorupy (karapaksy). Czasami takie wypadki nie są przypadkami, atrakcją turystyczną jest otaczanie żółwia przez łodzie z turystami i oczekiwanie na moment, w którym żółw będzie musiał zaczerpnąć powietrza. Wszystko wygląda w miarę przyjemnie, do momentu gdy nie zaczyna to przypominać nagonki na żółwia. Czasem ze strachu próbuje on przepłynąć pod łodzią, co  może kończyć się dla niego tragicznie. Wielką atrakcją są również łodzie ze szklanym dnem, które specjalnie ,,najeżdzają” na żółwia tak, aby  płyną on pod szklaną szybą. Są to kontrowersyjne działania ale prawnie dozwolone, jednak tylko wtedy kiedy zarabiający na tym ludzie przestrzegają pewnych zasad: 1) gdy pod łodzią znajduje się żółw należy wyłączyć śruby łodzi 2) wokół obserwowanego żółwia nie może pływać więcej niż 2 łodzie, tak by żółw  mógł swobodnie odpłynąć. Prawo jednak nie zawsze jest przestrzegane. Wiem to, bo uczestniczyłam w takiej wycieczce w trakcie pobytu na Zakynthos. Wrażenia po obserwacji karetta w ich naturalnym środowisku niezapomniane i cudowne, ale ogromnie stresujące dla tej drugiej strony. Z własnego doświadczenia polecam wypożyczenie rowerka wodnego i wyprawę w poszukiwaniu żółwi. Bardzo przyjemne i satysfakcjonujące dla nas i bezstresowe oraz bezpieczne dla żółwia :).

Zmasakrowana przez śrubę łodzi głowa Adriano

Zmasakrowana przez śrubę łodzi głowa Adriano.  Fot. Maria Kuczkowicz

Żółwica Marija z przeciętym karapaksem

Żółwica Marija z przeciętym karapaksem.  Fot. Maria Kuczkowicz

Drugim ogromnym dramatem dla żółwi obok rybołówstwa, jest nieprzerwanie  rozwijająca się i pochłaniająca coraz to nowsze obszary turystyka. Temat dotyczy Nas wszystkich i wymaga szczególnej uwagi. Każdy, kto wybiera się nad morze do krajów śródziemnomorskich  i nie tylko (sprawdź w występowanie żółwia -“o gatunku”), powinien zaczerpnąć informacji o tym, w jaki sposób może stać się potencjalnym zagrożeniem dla tego ginącego gatunku oraz po prostu (po ludzku) tego unikać.

W niektórych krajach podtrzymywane jest jeszcze kłusownictwo. Caretta caretta są tam  “poławiane” dla mięsa, które stanowi rarytas i atrakcję dla turystów. Ten problem najbardziej dotkliwie kaleczy populację  innego gatunku żółwia morskiego – Zielonego. Jego poławianie jest wręcz masowe. Gatunek ten jest również zagrożony wyginięciem.

Okazuje się, że banalny, niechlujny i jak niezmiernie głupi nawyk pozostawiania śmieci na plaży, decyduje o życiu Caretta caretta. Takie śmieci zawiane do morza, unoszą się na jego powierzchni i mogą tak dryfować bardzo wiele kilometrów. Reklamówki, torebki po słodyczach, folie, torby polietylenowe przypominają żółwiom jedno z ich głównych dań… meduzę. Po zjedzeniu tych tworzyw sztucznych, dochodzi do zatkania przewodu pokarmowego żółwia i jeśli nie otrzyma on pomocy z pewnością umrze. To nie jest jeszcze szczytem głupoty. Żółwie wpadają w podwodne pułapki z krzeseł, opon, sprzętu kuchennego i wielu innych niepotrzebnych rekwizytów, wyrzuconych nie tylko bezpośrednio do morza, ale i rzek znajdujących się miliony kilometrów od niego!

Jak to sie stało ,że morski zółw zaklinował sie w plastikowym krześle???Tak ,się dzieje ,gdy ktoś nie ,wie gdzie jest miejsce na nieużywane rzeczy....

Jak to się stało, że morski żółw zaklinował się w plastikowym krześle???  Tak się dzieje, gdy ktoś nie wie, gdzie jest miejsce na nieużywane rzeczy….

Głównym celem podróży karetta jest zachowanie ciągłości gatunku, a więc złożenie na plażach jaj. W tym celu muszą znaleźć wystarczającą ilość miejsca. Ciągle rozwijająca się turystyka: nowo budowane pensjonaty i hotele, które dla wygody turystów stawiane są jak najbliżej morza, powodują kurczenie się plaż. Wiele samic po wyczerpującej wędrówce nie odnajduje swojego dawnego miejsca “gniazdowania”, automatycznie szukając innego. Duże zagęszczenie na jednej plaży powoduje, że nawet jeśli nie specjalnie to z braku miejsca, podczas kopania własnego gniazda samice wykopują  jaja swoich sąsiadek.

Samice wychodzą na plażę zwykle w nocy, ponieważ kierują się światłem księżyca i gwiazd. Światła latających po zmroku samolotów często dezorientują samice oraz je płoszą. Uciekające i spanikowane gubią po drodze jaja. Podobna sytuacja dotyczy mylących je blasków świateł samochodów i lamp dochodzących z pobliskich miast i obozów turystycznych. Samice biorąc je za światła gwiazd i księżyca – mylą drogę, nie odnajdując miejsc gniazdowania. Turyści którzy pomimo zakazów specjalnie wchodzą na teren chronionych plaż po zmroku i niepokoją samice w czasie gniazdowania stają się przyczyną ucieczki samic z plaż.

Walka o przetrwanie nie kończy się na złożeniu jaj. Wiele zasadzek i pułapek czeka jeszcze na potencjalnie wylęgnięte młode. Potencjalnie, bo zanim się wylęgną muszą jeszcze spokojnie i w odpowiednich warunkach przeleżeć pod piaskiem od 7 do 10 tygodni. W trakcie tego czasu, wiele nieprzyjemnych sytuacji może się jeszcze wydarzyć…

Miejscowa ludność ma w zwyczaju wykopywanie jaj żółwiowych do celów konsumpcyjnych. Gniazda okradane są z jaj również przez lisy i psy.

Wbijane w piasek przez turystów parasole przeciwsłoneczne niszczą gniazda. Przez powstały cień, ograniczają do nich dostęp promieni słonecznych a tym samym możliwość ich nagrzewania się. Doprowadza to do zatrzymania rozwoju zarodków a nawet ich śmierci. Taką samą rolę odgrywają koce, leżaki, stoliki.

Gdy młode szczęśliwie się wyklują i po olbrzymim wysiłku wydostaną z ,,ogromnego dołu”, w którym przeleżały około dwa miesiące, uświadamiają sobie, że czas rozpocząć wędrówkę do morza. Na maleńkie żółwiki w trakcie podróży przez plażę czyha wielu naturalnych wrogów, dla których stanowią one łakomy kąsek (głównie ptactwo). Rozpoczyna się wyścig do morza. Muszą jak najszybciej i w jak największej ilości się tam dostać. To nie jest łatwe, zwłaszcza, że człowiek na plaży pozostawił wiele przeszkód, które trudno będzie pokonać. Parasole, leżaki, budowle z piasku, stanowią nie lada wyzwanie dla młodych żółwi. Często zostają uwięzione w reklamówkach, butelkach, fosach otaczających piaskowe zamki. Minie niespełna kilka godzin, kiedy żywcem usmażą się na piasku. Ofiarami plażowych pułapek padają również samice powracające do morza, lub czołgające się na plażę w trakcie sezonu lęgowego. Pnie drzew, siatki, doły w piasku, kamienie mogą stać się grobowcem żółwic (żółwie potrafią iść tylko do przodu – nie potrafią się cofać, a jeśli nie mają do dyspozycji wystarczającej ilości przestrzeni – nie potrafią też omijać przeszkód (skręcać)).

Każdy maluch jest na wagę złota. Nawet połowa ,,szczęściarzy”, którym uda się dotrzeć do morza, nie przetrwa roku. W morzu zabójcza matka natura rozpocznie kolejną rzeź…

Nieświadomi i współczujący turyści często przenoszą małe żółwiki do morza ,,żeby szybciej znalazły się w wodzie i mniej się męczyły”. To największa krzywda jaką można wyrządzić maluchom. Możemy być pewni tego, że żaden z nich nie przeżyje. Podczas ogromnego wysiłku w wyścigu do morza, żółwiki nabierają sił i rozwijają swoje mięśnie. Jest to niezbędne przygotowanie do oceanicznej podróży.

Młode, podobnie jak żółwie dorosłe kierują się do morza za sprawą odbijającej światło księżyca i gwiazd wody. W ten sposób rozpoznają drogę do morza. Wszelkie sztuczne oświetlenie, dezorientuje młode i zmusza je do zmiany kierunku. Jeśli żółwiki nie dotrą do wody przed wschodem słońca, skończą w dziobie drapieżcy lub uprażone na słońcu.

I tak oto piękna i pełna nadziei podróż może skończyć się dramatem… Na język ciśnie się tylko jedno, krótkie zdanie ,, Biedne żółwie”. Czasem się zastanawiam nad tym, jak udało im się przeżyć do tej pory w tak niełaskawych dla nich warunkach. Prawie niemożliwe, a jednak… Myślę, że odpowiedź jest prosta. ONE PO PROSTU BARDZO CHCĄ PRZETRWAĆ. Nie utrudniajmy im tego. W rozdziale dotyczącym ich ochrony, znajdziecie kilka wskazówek jak im w tym pomóc, chociaż jestem pewna, że po przeczytaniu tego posta  sami doszliście do mądrych wniosków =).

Pomagajmy żółwiom w dokończeniu ich oceanicznej wędrówki !

art. Maria Kuczkowicz

W imieniu trąb słoniowych

Moja współpraca z ,,Surin Project” rozpoczęła się 5 maja 2014 roku. Wtedy dotarłam do wioski Ban Ta Klang. Po drodze do ,,volunteer’s meeting point” mijałam drewniane, zbite w bardzo prosty sposób dwupiętrowe domki. Stały na długich, drewnianych nogach, przypominając bardziej wieże widokowe niż domy mieszkalne. Obok każdej chaty stał co najmniej jeden słoń, przywiązany do dobytku łańcuchem. Zwierzęta okupowały małe, wydeptane skrawki pola, albo tłoczyły się w grupowych zagrodach. Niektóre tkwiły pod zadaszeniem domostw. Nie mogłam powstrzymać zdziwienia widząc to ogromne skupisko słoni, przebywających w tak nienaturalnym środowisku. Stały majestatycznie, nastawiając swoich dużych uszu i węsząc z wyciągniętymi w moją stronę trąbami. Były jak psy stróżujące przy domach, jak strażnicy pełniący całodobową wartę.

s

Trzy słonie, trzymane pod zadaszeniem domu.

s

Pies, kury i SŁOŃ – jako zwierzęta domowe.

s

Trzymana bez zadaszenia samica.

s

Węsząca słonica.

Gdy pojawiłam się na miejscu spotkań, przywitano mnie z wielkim entuzjazmem. Koordynatorzy projektu, mahouci* i inni wolontariusze od razu stali się moją nową – Surinowską familią. Pokazali mi zakwaterowanie. Mieszkałam u bardzo sympatycznej tajskiej rodziny. W drewnianej wieży z dużym balkonem i nieprzeciętnym widokiem, byłam jak disney’owska Roszpunka :). Sami gospodarze zajmowali dolną cześć rezydencji. Pod drewnianym balkonem podtrzymującym górne piętro, zawieszone były koce i prześcieradła. Pełniły one rolę ścian osłaniających ich salony. Podłogi nie mieli. Okazało się to bardzo praktycznym rozwiązaniem. W Tajlandii jest nadzwyczaj gorąco. Pomieszczenia szybko się nagrzewają i wolno chłodzą. Brak podłogi i przewiewne ściany, pomagają utrzymać przez całą dobę odpowiednią temperaturę.

Mój domek. Pod spodem za pięknym białym samochodem sąsiadów, mieszkali gospodarze. Ja miałam do dyspozycji całe górne piętro. Luksus :) Fot. Maria Kuczkowicz

Mój domek. Pod spodem za pięknym samochodem sąsiadów, mieszkali gospodarze. Ja miałam do dyspozycji całe górne piętro. Luksus 🙂
Fot. Maria Kuczkowicz

Drzwi mojego pokoju, podobnie jak ściany były bardzo nieszczelne. Po prawej stronie usytuowano materac. Nad nim rozpościerała się dziurawa moskitiera. Niemalże od razu umieściłam pod nią dwie własne. W skład umeblowania wchodził jeszcze wiatrak, najbardziej niezbędny rekwizyt – szczególnie w nocy.

Kiedy po całym dniu wchodziłam do pokoju miałam wrażenie, że weszłam do piekarnika. Powietrze było bardzo nagrzane. Zagrzebując tułów pod moskitierami czułam, że temperatura podnosi się jeszcze bardziej. Noc bez wiatraka skierowanego wprost na ciało była nie do zniesienia. Kilkakrotnie w trakcie mojego pobytu, z uwagi na to że maj jest miesiącem przejściowym – pory suchej w deszczową, zdarzały się burze. Po tych, wielokrotnie nie mieliśmy prądu, a jego przywracanie trwało nawet kilka dni.

Linie elektroniczne w wiosce są bardzo wrażliwe na uszkodzenia, albo raczej ,,precyzja” z jaką zostały wykonane powoduje, że mają predyspozycje do bardzo szybkiego uszkadzania się 🙂 Miliony drucików poprzywiązywanych do siebie, poodrywanych, poobklejanych taśmami. Czego można się więc spodziewać?

Wtedy dowiedziałam się co oznacza noc w Tajlandii bez wiatraka, doceniając fenomen tego urządzenia :).

Moskitiera zewnętrzna była tak ogromna, że zajmowała cały pokój. Fot. Maria Kuczkowicz

Moskitiera zewnętrzna była tak ogromna, że zajmowała cały pokój :).
Fot. Maria Kuczkowicz

Dwie wewnętrzne miskitiery. Fot. Maria Kuczkowicz

Dwie wewnętrzne miskitiery i nieszczelne ściany mojego pokoju :).
Fot. Maria Kuczkowicz

Codziennie, z powodu nieszczelności drewnianych ścian, drzwi i sufitu, w mojej izdebce można było znaleźć wielu niespodziewanych gości :). Poczynając od milionowych grup tropikalnych komarów, przez ogromne żuki, na skorpionach kończąc. Gościem najczęstszym i najbardziej pożądanym był gekon. Czas w pokoju umilał jego dziwnie nawołujący głos, który rozbrzmiewał w środku nocy, gdy opróżniał pokoje wolontariuszy z owadów.

Mały mieszkaniec :) Fot. Maria Kuczkowicz

Mały mieszkaniec 🙂
Fot. Maria Kuczkowicz

Jadowity sąsiad. Fot. Maria Kuczkowicz

Jadowity sąsiad.
Fot. Maria Kuczkowicz

Łazienka stała samotnie na dworze. W jej wyposażeniu była ubikacja i dwie wielkie beczki z zimną wodą. Jedna służyła do kąpieli, druga do spuszczania wody w toalecie :).

Łazienka w Ban Ta Klang. Fot. Maria Kuczkowicz

Łazienka w Ban Ta Klang.
Fot. Maria Kuczkowicz

Ubikacja i dwie beczki z wodą, prysznic nie działał. Fot. Maria Kuczkowicz

Ubikacja i dwie beczki z wodą, prysznic nie działał.
Fot. Maria Kuczkowicz

W Tajlandii temperatura powietrza w dzień wynosi ponad 40 stopni a jego wilgotność od 70 do 80%. Powoduje to, że odnosi się wrażenie wdychania pary wodnej, z garnka postawionego na gazie. Woda zawarta w powietrzu, ciągle skrapla się na skórze. Wszyscy są mokrzy i śmierdzący :). Nawet bardzo częste kąpiele nie pomagają w utrzymaniu świeżości i czystości ciała. Po prostu – nie możliwe. Jest to pewien dyskomfort, do którego należy przywyknąć.

Dodatkowo czerwona i sucha ziemia Ban Ta Klang, bardzo łatwo unosi się w powietrzu. Często można najeść się piasku i zmienić barwę, jak kameleon. Zwłaszcza, gdy nosi się jasne stroje. 🙂

Dlatego wiszący na balkonie, metrowy sznurek na pranie, codziennie zdobiły moje lniane koszule i rozciągnięte jak worek spodnie. W dużej czarnej misce pod domem, szorowałam swoją białą garderobę włosianą szczotką.

Podsumowując. Warunki mieszkalne były skromne, aby nie powiedzieć – spartańskie 🙂  Za to idealnie dopasowane do warunków klimatycznych Tajlandii: zimna kąpiel, przewiewny pokój i… słonie dookoła, czego chcieć więcej? 🙂

Widok z okna mojego pokoju. Fot. Maria Kuczkowicz

Widok z okna mojego pokoju. Słonie, słonie, wszędzie słonie…
Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Niedługo po moim przybyciu nastąpiła tradycyjna tajska ceremonia powitalna. Uczestniczyli w niej wszyscy, nowo przybyli wolontariusze. Odprawiana jest ona przez lokalnego szamana. Cała społeczność projektu zasiada po turecku w dużym kole. Szaman zaś usadawia się przed wszystkimi. Recytując dziwne zdania w tajskim języku, oplata nas długą białą nicią i kropi wodą w której wcześniej zatopił paląca się świecę. Mahouci siedzący z tyłu rzucają zaś na nas zielone liście jakiegoś dziwnego gatunku drzewa i ochoczo odśpiewują krótką pieśń. Na końcu Szaman oraz każdy mahout wiąże na ręce wolontariusza białą nić. Powstałą bransoletkę należy nosić przez trzy dni, po czym umieścić wysoko nad głową w pokoju. Ceremonia jest znakiem przyjęcia wolontariusza do społeczności projektu oraz zapewnia według tubylców szczęście i zdrowie podczas całego pobytu. Czy w to wierzę? – nie, ale zdrowie i szczęście baz wątpienia mi dopisywały :). A to raczej zasługa pewnych Trąbalskich przyjaciół, a nie Szamańskich odczynień. Było to dziwne, ale ciekawe doświadczenie, które jednak sami tubylcy traktowali z humorem i nie do końca poważnie.

Odprawiający ceremonię powitalną szaman. Fot. Maria Kuczkowicz

Odprawiający ceremonię powitalną szaman.
Fot. Maria Kuczkowicz

Mija noc, dochodzi godzina 6.00, dzwoni budzik. Leniwie wygrzebuję się spod dwóch moskitier chroniących mnie przed małymi, nakrapianymi, tropikalnymi komarami. Trzecia, usytuowana wysoko, dziurawa, chroni przed większymi owadami, gadami, skorpionami. Termometr wskazuje około 30 stopni, parno i duszno, na czole pojawiają się pierwsze krople potu. Wyłączam wiatrak, ubieram długą, białą, lnianą koszulę i spodnie, szmaciane tenisówki, kapelusz. Taki ubiór ma chronić przed zabójczym słońcem oraz przenoszącymi Dengę komarami. Obowiązkowo spryskuję się deetem i jestem gotowa do pracy.

Dzień zaczyna się od pysznego śniadania na platformie widokowej, gdzie wraz z innymi wolontariuszami posilamy się trzy razy dziennie. Dania przygotowywane są przez tubylców – tradycyjne, ostre. Następnie dzielimy się na trzy grupy i przechodzimy do porannych obowiązków. Jedna część wolontariuszy zagrabia pozostałości bambusów i trzcin cukrowych w zagrodach słoni z projektu. Kolejna sprząta wybiegi z ich odchodów. Grupa trzecia kolekcjonuje pozostałości pożywienia na przyczepie traktora – posłużą one jako nawóz. Drużyna ostatnia ścina i kolekcjonuje trzcinę cukrową dla słoni. W wiosce zwierzęta karmi się liśćmi i łodygami trzciny cukrowej, trawą słoniową, liśćmi bambusa, liśćmi ananasa. Od czasu do czasu dostają też owoce i warzywa w postaci bananów, ogórków, dyni, ananasów, czy arbuzów.

Pozostałości liści bambusa i ananasa wywożone na pola uprawne. Fot. Maria Kuczkowicz

Pozostałości liści trzciny i ananasa wywożone na pola uprawne.
Fot. Maria Kuczkowicz

Poranne kolekcjonowanie i ścinanie trzciny cukrowej dla słoni, maczetami. Fot. Maria Kuczkowicz

Poranne kolekcjonowanie i ścinanie maczetami trzciny cukrowej dla słoni.
Fot. Maria Kuczkowicz

Liście bambusa. Fot. Maria Kuczkowicz

Liście drzewa bambusowego.
Fot. Maria Kuczkowicz

 

Liście ananasa. Fot. Maria Kuczkowicz

Liście ananasa.
Fot. Maria Kuczkowicz

 

Trawa słoniowa. Fot. Maria Kuczkowicz

Trawa słoniowa.
Fot. Maria Kuczkowicz

Następnie przychodzi czas na słoniowe śniadanie. Karmienie zwierząt owocami i warzywami odbywa się na drewnianej platformie pod którą podchodzą podopieczni. Jest to pierwsza okazja do bezpośredniego kontaktu ze słoniem. Karmienie owocami może odbywać się w dwojaki sposób. Owoce podajemy bezpośrednio do pyska, albo do trąby. Karmienie do pyska zaleca się tylko u słoni starych, chorych i słabych. W ,,Surin Project” podawanie owoców następuje do trąby, ponieważ wszystkie zwierzęta są w dobrym stanie fizycznym i kondycji. Jeśli ktoś miał okazję zobaczyć z bliska zachowanie słonia Afrykańskiego i Azjatyckiego, to już na tym etapie zauważy jedną z kilku podstawowych różnic w ich sposobie chwytania pokarmu. Wiąże się to z anatomią ich trąby. Wierzchołek trąby słonia Afrykańskiego zakończony jest dwoma palcami (górnym i dolnym). Zwierze to z łatwością odbierze kawałek owocu samym jej wierzchołkiem, łapiąc go palcami. U słonia Azjatyckiego trąba zakończona jest tylko palcem górnym, palec dolny zastępuje umięśniony ,,wał”. Gatunkowi temu łatwiej odebrać kawałki pożywienia umiejscawiając je na trąbie tuż pod wałem, charakterystycznie zawijając trąbę. Karmiąc słonie Azjatyckie należy umiejscawiać owoce i warzywa właśnie w tym miejscu.

Miejsce podawania słoniowi kawałków pożywienia - trąba tuż pod wałem.

Miejsce podawania słoniowi kawałków pożywienia – trąba tuż pod wałem.

Słonica Fah Sai, charakterystycznie zawijajaca trabę.

Słonica Fah Sai, charakterystycznie zawijająca trąbę.

Uwielbiająca dostawac do pyska orzeszki, Nong Lek.

Uwielbiająca dostawać do pyska orzeszki, Nong Lek.

Pożywienie bardziej objętościowe, takie jak trzcina cukrowa czy liście ananasa, podawane są im w zagrodzie bezpośrednio na ziemię. Okolice zagród porasta trawa słoniowa, z tego względu nie trzeba jej ścinać. Słonie same są w stanie po nią sięgnąć. W taki sam sposób można byłoby podać owoce, ale karmienie nimi słoni jest doskonałą okazją do nawiązania pierwszego kontaktu słoń – wolontariusz.

Dorosłe zwierzę zjada dziennie około 150 kg (100 -200 kg) roślin. Ze względu na to, że jego przewód pokarmowy jest bardzo słabo wydajny (jednorazowo pobrany pokarm trawi się tylko w 40%), należy słoniom zapewnić praktycznie całodobowy dostęp do pokarmu (muszą one zjeść codziennie od 5 do 10% swojej wagi). Pojenie odbywa się z węża ogrodowego. Słonie same chwytają jego nasadę i wciągają wodę do trąby, po czym wpompowują ją do jamy ustnej, bądź za jej pomocą wkładają koniec węża do ust. Zwierzęta projektu mają też codziennie okazję do pobierania wody w jeziorze czy rzece, podczas kąpieli. Słonie potrzebują około 100 litrów wody na dzień (od 80 do 150 litrów). Jednorazowo do trąby potrafią pobrać od 5 do 10 litrów.

Zajadające trawę słoniową i trzcinę cukrową (od lewej) Euang Luang, Fah Sai, Nong Nun

Zajadające trawę słoniową i trzcinę cukrową (od lewej) Euang Luang, Fah Sai, Nong Nun                          Fot. Maria Kuczkowicz

Pojąca się Nong Lek Fot. Maria Kuczkowicz

Pojąca się Nong Lek.
Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Traba wciągająca wodę.         Fot. Maria Kuczkowicz

Pojenie słonicy Ploy.

Pojenie słonicy Ploy.

Po podaniu bomby witaminowej, słonie zabierane są na pierwszy spacer. Najczęściej jest to przechadzka po lesie, gdzie mogą swobodnie się poruszać wyszukując najsmaczniejszych liści drzew. Kończy ją chłodząca kąpiel w jeziorze lub rzece.

Słoń Azjatycki w lesie czuje się jak ryba w wodzie. Fot. Maria Kuczkowicz

Słoń Azjatycki w lesie czuje się jak ryba w wodzie.
Fot. Maria Kuczkowicz

Ponoć najsmaczniejsze liście drzew znajdują sie na samej górze...

Ponoć najsmaczniejsze liście drzew znajdują sie na samej górze…

Słonica Jeab gołocąca drzewo bambusowe. Fot. Maria Kuczkowicz

Słonica Jeab gołocąca drzewo bambusowe.
Fot. Maria Kuczkowicz

Euang Luang. Fot. Maria Kuczkowicz

Euang Luang w lesie.
Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Jeab i Nong lek         Fot. Maria Kuczkowicz

Podczas przebywania i spacerowania w towarzystwie gigantów, należy zapoznać się z zasadami bezpieczeństwa. Podstawą staje się wiedza o sposobach zachowań słoni w grupie, umiejętność rozpoznawania ich nastrojów, zamiarów oraz zrozumienie słoniowego języka i systemu porozumiewania się. W trakcie codziennych obserwacji i przebywania wśród tych zwierząt, z dnia na dzień zauważasz coraz więcej. Rozumiesz je coraz bardziej. Czasem nawet stajesz się jednym z nich, by ułatwić wzajemny kontakt.

Przytulaśna Nong lek.

Przytulaśna Nong lek.

Słoń zainteresowany człowiekiem podejdzie sam. Nigdy, w żaden sposób nie należy się ,,narzucać”. Gestem podania ręki i przywitania się jest obwąchanie trąbą. Słoń równocześnie sprawdzi czy Twoja ręka nie znalazła się przypadkiem w posiadaniu jakiegoś pysznego kąska. Dlatego najprawdopodobniej w pierwszej kolejności skieruje swoją trąbę ku dłoni. Bardzo często obwąchuje też twarz, pochłaniając zapach z ust. Wydmuchując powietrze w stronę trąby słoniowej, zauważa się ogromne zainteresowanie ze strony zwierzęcia. Przytrzymuje ono trąbę w pozycji ,,wyłapującej” wydmuch, tj. przez dłuższy czas trzyma swoją trąbę przed ustami. W ten sposób pobiera informację na temat właściwości zapachowych dopływającego powietrza. Z pewnością go zapamięta oraz będzie kojarzył z daną osobą :). Wcześniejsze umycie zębów na pewno utrudni słoniowi rozpoznawanie zapachu, gdyż zamaskuje specyficzną i indywidualną woń dla każdego z osobna :). W taki sposób słonie obwąchują również siebie wzajemnie. Dlatego jeżeli chce się nawiązać ze słoniem relację, należy mu na to pozwolić i jak najbardziej ułatwić dostęp do miejsca które chce obwąchać.

Nigdy nie należy unieruchamiać trąby ani głowy słoniowej poprzez obejmowanie, przytulanie, czy mocny chwyt. Wywołuje to najczęściej gwałtowne i silne odwrócenie głowy przez słonia, który chce się  wyrwać z objęcia. Dotyk musi być tak delikatny, że po każdym wyczuciu oporu czy chęci uwolnienia się, ręce same, bez trudu i natychmiastowo oddadzą słoniowi swobodę. W naturze wzajemne kontakty tych zwierząt polegają na bardzo delikatnym dotykaniu się i obwąchiwaniu. Słonie nie lubią głaskania, nagłe i gwałtowne ruchy dłoni które poczują na swojej skórze zwykle doprowadzają do wycofania się. Jeśli chcemy by słoń zaakceptował dotyk, musi być to bardzo delikatne przyłożenie ręki. Dłoń powinna  pozostawać w tym samym miejscu, nie poruszać się lub przemieszczać bardzo powoli, bez odrywania jej od powierzchni skóry. Miejscami najbardziej akceptowalnymi przez zwierzę jest nasada trąby, poniżej miejsca wyznaczającego środek między oczami lub masywny policzek. Wszystkie inne, bardziej inwazyjne rodzaje kontaktu słonie traktują jak zło konieczne. Generalnie zwierzęta te nie czerpią żadnej przyjemności z dotyku człowieka. Albo jest on dla nich nie przyjemny, albo kompletnie obojętny. Z całą pewnością najlepszym rozwiązaniem jest zaniechanie jakichkolwiek działań i pozostawienie słoniowi wolnej woli. Nie wykluczonym jest, że sam zacznie poszukiwać kontaktu z człowiekiem. Zaś w sytuacjach konieczności zainicjowania bliższego spotkania, wybiera się sposoby najmniej inwazyjne tak, by słoń czuł się jak najbardziej swobodnie.

Przyłożenie ręki u nasady trąby, raczej spowoduje akceptację ze strony słonia. Fot. Z Nong lek.

Przyłożenie ręki u nasady trąby, raczej spowoduje akceptację ze strony słonia.      Fot. Z Nong lek.

W towarzystwie słonia należy przebywać w pobliżu jego głowy, najlepiej z boku. Oczy zwierzęcia są ułożone po bokach głowy, dlatego łatwiej jest mu obserwować nasze ruchy oraz zorientować się o naszym położeniu. Nigdy nie wolno stać pomiędzy dwoma słoniami, czy pomiędzy słoniem a dużym i twardym przedmiotem tj. drzewo, głaz czy słup. Zwierzę nie zauważając człowieka może bardzo łatwo go zmiażdżyć. Twierdzi się, że najbezpieczniej stać za zwierzęciem. Wtedy łatwo dostrzec zmianę jego nastrojów (zmiana położenia uszu czy ogona, gwałtowne ruchy).

W terenie wszystkie słonie projektu spotykają się i mogą bez ograniczeń cieszyć swoją obecnością. Byłam tam świadkiem przyjacielskich pieszczot i rozmów, kumpelskich przysług i nowo rodzących się sympatii. Jednak wśród pozytywnych emocji, obecnych w Surinowskim klanie, nie zabrakło też kłótni i nieporozumień. Urażony słoń odwraca się na kopycie i biegnie. Dosłownie – gna przed siebie nie patrząc pod nogi, za siebie, właściwie to nigdzie. Zdenerwowany słoń – to niebezpieczny słoń. Mający ochotę rozpoczęcia pogoni podnosi bardzo wysoko ogon, wydaje głośne, długie, wysoko tonowe dźwięki. Trąba oraz głowa są opuszczone w dół a uszy ustawione bardzo blisko powierzchni szyi. Taka mowa ciała oznacza ,, Uwaga! Spanikowałem, będę pędził przed siebie i nic mnie nie zatrzyma”, poczym rozpoczyna gonitwę, a w ślad za nim bardzo często wyrusza całe stado :). Spanikowany słoń z pewnością się nie zatrzyma. Lepiej zejść mu z drogi, schować się za pokaźnym drzewem i obserwować sytuację. Gdy ten sam się uspokoi, podchodzi się do niego z boku i łapie za koniec ucha, lub za nasadę trąby 4 palcami u jej wewnętrznej strony. Czasem wystarczy położenie ręki na policzku.

Jedna z dróg w kierunku rzeki była, drogą ruchu samochodowego. Aby zapobiec wybiegnięciu zwierzęcia na drogę, stara się iść obok niego, po wewnętrznej stronie drogi, aby ,,wyprzeć" słonia na stronę zewnętrzną.

Jedna z dróg w kierunku rzeki była drogą ruchu samochodowego. Aby zapobiec wybiegnięciu zwierzęcia na drogę, stara się iść obok niego, po wewnętrznej stronie drogi, aby ,,wyprzeć” słonia na stronę zewnętrzną.    Fot. Z Fah Sai.

Ideą projektu jest jak najmniejsza ingerencja człowieka w zachowanie słonia. Dlatego do pokazywania słoniowi kierunku używa się tylko ręki, która łapie go za koniec ucha lub policzek. Sterując uchem lub delikatne uciskając policzek, słoń wie w którą stronę należy pójść.

Gęsiego do w kierunku rzeki. Fot. Maria Kuczkowicz

Słonie z projektu podążają w kierunku rzeki.
Fot. Maria Kuczkowicz

Gęsiego do rzeki.

Gęsiego do rzeki.

Zbiorowa kąpiel :)

Zbiorowa kąpiel 🙂

Najbardziej wyczekiwanym momentem dnia jest kąpiel. Obowiązują dwie podczas których słonie same wchodzą do wody chlapiąc się, nurkując i bawiąc ze sobą oraz dodatkowa w której uczestniczą wolontariusze. Dwa razy dziennie słonie w jeziorze mają czas tylko dla siebie. Można wtedy obserwować ich naturalne zachowania i urzekające międzysłoniowe relacje i zabawy.

Słonice Fah Sai i Euang Luang w błotnej kąpieli. Fot. Maria Kuczkowicz

Słonice Fah Sai i Euang Luang w błotnej kąpieli.
Fot. Maria Kuczkowicz

Nurkowanie w jeziorze. Fot. Maria Kuczkowicz

Nurkowanie w jeziorze.
Fot. Maria Kuczkowicz

Fah Sai zainteresowana aparatem fotograficznym.

Fah Sai zainteresowana aparatem fotograficznym.

Każdy wolontariusz na czas kąpieli bierze pod opiekę jednego słonia i ma za zadanie porządnie go umyć. Zwierzęta uwielbiają skrobanie szczotką, to najbardziej przyjemny sposób poskromienia :). Nic się wtedy nie liczy, tylko woda i delikatnie szorujące skórę zgrzebło. Jest to sytuacja w której wolontariusz i słoń są najbliżej ze sobą. Stworzenie w wodzie jest bardzo spokojne, można sobie wtedy pozwolić na częstszy dotyk i bardzo bliski kontakt ze zwierzęciem. Woda działa na nie jakby kojąco, uspokajająco, ich ruchy są jeszcze bardziej spowolnione i flegmatyczne, słoń zdaje się mówić ,,róbcie ze mną co chcecie, nic mnie stąd nie wyciągnie”. Wreszcie jest mu chłodniej, nie gryzą go muchy, nie swędzi sucha skóra. Bliskie spotkanie w wodzie nie jest tylko inicjatywą wolontariusza. Słonie same wyrażają aprobatę i godzą się na bardzo bliski kontakt. Znika bariera dzikie zwierzę – człowiek. To niesamowite przeżycie.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Euang Luang w kąpieli :) Fot. By Wills Surin Project coordinator.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

Pomimo pełnej swobody w wodzie, należy zwracać uwagę na to czy przypadkowo nasze ciało nie znalazło się pomiędzy dwoma słoniami. Pamiętam jak pewnego razu czyściłam słonicę Fah Sai, zaczęła się ona bardzo powolnym ruchem kłaść w moją stronę. Naturalnie cofnęłam się do tyłu. Po kilku krokach poczułam opór. Moje plecy zetknęły się z brzuchem drugiego słonia. Słonica Fah Sai zaczęła dociskać mnie do słonia leżącego za mną coraz bardziej. Zrozumiałam, że sytuacja nabrała powagi. Zdecydowanym ruchem wspięłam się na nogę znajdującej się za mną Euang Luang i w taki sposób uratowałam się przed zgnieceniem :).

Słoniowi łatwiej jest poczuć nogę drugiego słonia niż ciało człowieka. Ze względu na grubą skórę, receptory czucia mają niższy próg pobudliwości niż u innych zwierząt. Poza tym nie ma on pojęcia o tym, jak kruche i delikatne jest ciało człowieka. Czując za sobą Euang Luang, Fah Sai postanowiła zaprzestać dalszego napierania, a ja stałam na nodze słonicy i zastanawiałam się w jaki sposób z niej zejść :). Na szczęście zawsze swoją pomocną dłonią służył bardziej doświadczony kompan – mahout* :).

Fot. By Wills Surin Project coordinator.

Fot. By Wills Surin Project coordinator.

W godzinach południowych nadchodzi czas na pikantny lunch. Po godzinnej przerwie rozpoczynają się prace projektowe. Dzień kończy spacer ze słoniami i sprzątanie zagród.
Prace projektowe polegają na budowaniu składów na słoniowe odchody ze ściętych łodyg bambusa, naprawianiu ogrodzeń, czy kolekcjonowaniu odchodów.

Kolekcjonowanie i składaowanie pni bambusów na budowę ogrodzenia dla słoniowego łajna. ;)

Kolekcjonowanie i składaowanie pni bambusów na budowę ogrodzenia dla słoniowego łajna. 😉

Zwożenie pni bambusów.

Zwożenie pni bambusów.

Budowanie ogrodzenia na słoniowy kał.

Budowanie ogrodzenia na słoniowy kał.

Wykopywany dół na nową belkę ogrodzenia dla słoni.

Wykopywany dół na nową belkę ogrodzenia dla słoni.

Odchody słonia są bardzo zbite, możecie wierzyć lub nie, ale wysuszone nie mają praktycznie żadnego zapachu. Ze względu na słabą wydajność przewodu pokarmowego słonia, ponad 60% masy kałowej stanowią niestarwione włókna roślin. Słoń wydala kał w postaci litych kul (jednorazowo od 5 do 8) kilka razy dziennie (około 5) co daje ponad 100 kilogramów odchodów na dzień.

Świeże odchody słonia w postaci kul. fot. Maria Kuczkowicz

Świeże odchody słonia w postaci kul.
fot. Maria Kuczkowicz

Pierwszym sposobem wykorzystania słoniowej kupy 🙂 jest produkcja odżywczego nawozu dla pól uprawnych. Wolontariusze rękoma rozdrabniają grudy kału i wysypują na przyczepę, na której nastąpi wymieszanie go z trocinami, owocowym kompostem i czarną ziemią.

Produkcja nawozu. Fot. Maria Kuczkowicz

Produkcja nawozu.
Fot. Maria Kuczkowicz

Dowodem na to, że słoniowy kał jest bardzo odżywczy a zarazem ciekawostką, jest fakt, że słynne w Tajlandii ,,magiczne grzybki” wyrastają właśnie na słoniowej kupie :). Podobno mają one właściwości halucynogenne, chociaż sama nie mogę tego potwierdzić :). Mieszkańcom Tajlandii zdarza się jednak korzystać z tych dobrodziejstw, dlatego śmiem twierdzić, że ich opowieści są prawdziwe :).

Grzybek halucynek na słoniowej kupie :)

Grzybek halucynek na słoniowej kupie 🙂

Świetną inicjatywą i koncepcją jest produkowanie papieru oraz papierowych pamiątek ze słoniowego kału. Pomysł pokazuje alternatywny sposób pozyskiwania tego produktu. W przyszłości może przyczynić się to do zmniejszenia ilości drzew wycinanych na papier. Jest to inicjatywa wspierająca program ochrony i oszczędzania roślinności leśnej dla słoni Azjatyckich dziko żyjących, oraz tych które kiedyś dzięki takiemu działaniu będą mogły powrócić do lasów.
Ze stu kilogramów słoniowego kału otrzymuje się około 250 kartek papieru. Proces produkcji jest kilku etapowy. Rozdrobniony kał miesza się z wodą i gotuje 24 godziny w specjalnych piecach. Ma to na celu zabicie wszelkich drobnoustrojów i pasożytów.

Wysuszony, rozdrobniony słoniowy kał. Fot. Maria Kuczkowicz

Wysuszony, rozdrobniony słoniowy kał.
Fot. Maria Kuczkowicz

Piece do prażenia słoniowego kału.

Piece do prażenia słoniowego kału.   Fot. Maria Kuczkowicz

Podczas wielogodzinnego procesu prażenia odchodów całkowicie zabijany jest również delikatny zapach słoniowego łajna. Po tym procesie kał, a raczej to co z niego pozostało – niestrawione włókna roślin, są wielokrotnie płukane, przecierane i odsączane w metalowej wannie z tarką, w celu ich wybielenia. Czasem dodaje się na tym etapie rozdrobnionej białej kory specyficznego gatunku drzewa oraz farby.

Metalowa wanna z tarką. Fot. Maria Kuczkowicz

Metalowa wanna z tarką.
Fot. Maria Kuczkowicz

Gdy włókna są już ,,czyste”, przenosi się powstałą papkę do cementowego koryta wypełnionego wodą. Tam jeszcze raz płucze i nakłada na ramki z drobną siatką, po czym ugniata w celu odsączenia wody, nadając pożądany kształt potencjalnej kartce. Ostatnim etapem jest suszenie na słońcu.

Ramki do formowania kartek. Fot. Maria Kuczkowicz

Ramki do formowania kartek.
Fot. Maria Kuczkowicz

Wyławianie papki z koryta. Fot. Maria Kuczkowicz

Wyławianie papki z koryta.
Fot. Maria Kuczkowicz

Suszenie papki. Fot. Maria Kuczkowicz

Suszenie papki.
Fot. Maria Kuczkowicz

Powstała kartka. Fot. Maria Kuczkowicz

Powstała kartka.
Fot. Maria Kuczkowicz

Papierowa szafka na biżuterię.

Papierowa szafka na biżuterię.   Fot. Maria Kuczkowicz

Inną ideą ,,Surin Project” jest przeciwstawianie się sprzedaży słoniowych części ciała. W gronie wolontariuszy i turystów organizowane są aukcje na których można licytować się i kupować produkty takie jak: odbicia stóp słoniowych, figury słoni tworzone przez mahoutów, księgi pamiątkowe ze zdjęciami i opisem słoni czy obrazy przedstawiające słonie. Wspiera się tym samym projekt, a nie kłusownictwo czy nielegalny handel.

Odbicie słoniowej stopy. Fot. Maria Kuczkowicz

Odbicie słoniowej stopy.
Fot. Maria Kuczkowicz

Bardzo ważnym działaniem projektu jest też przełamywanie barier miedzy tubylcami a wolontariuszami. Dzięki temu możliwe jest wpływanie na ich świadomość i zmiana ich nastawienia w stosunku do turystyki ekologicznej. W tym celu organizowane są codzienne spotkania z mahoutami, rozmowy, gry, pokazy filmów dokumentalnych i prezentacji, oraz wspólna nauka języków.

Imię Maria po tajsku.

Imię Maria po tajsku :).

Przez okres wolontariatu z Surin Project uczestniczyłam nie tylko w życiu słoni, ale byłam również obserwatorem bytowania mieszkańców wsi Ban Ta Klang. Słyszałam codzienne modlitwy przepasanych rudym prześcieradłem mnichów, widziałam rolników pielęgnujących ryż na polach uprawnych, farmerów prowadzących na wypas swoje bydło, poznałam ich upodobania kulinarne, lokalne przysmaki i przyprawy.

Rolnik na polu ryżowym

Rolnik na polu ryżowym.   Fot. Maria Kuczkowicz

Tajskie bydło.

Tajskie bydło.    Fot. Maria Kuczkowicz

W Tajlandii hoduje się Bawoły wodne.

W Tajlandii hoduje się Bawoły wodne.  Fot. Maria Kuczkowicz

Owoc Mangostinu na kolację.

Owoc Mangostanu na kolację.    Fot. Maria Kuczkowicz

Owoc Palmy Salacca.

Owoc Palmy Salacca.    Fot. Maria Kuczkowicz

Owoc Rambutanu.

Owoc Rambutanu.    Fot. Maria Kuczkowicz

 

Smażone owady.

Smażone świerszcze.   Fot. Maria Kuczkowicz

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, dowiedziałam się, że słoń jest symbolem narodowym Tajlandii, nieodłączną częścią jej kultury i religii. Obiektem kultów i wierzeń. Jeden z Bogów Indyjskiej mitologii ,,Genesha” przedstawiany jest jako postać z głową słonia. Na wszystkich najważniejszych świątyniach Tajlandzkich widnieją figury słoniowe. Po śmierci słonie grzebane są uroczyście na cmentarzach słoniowych. Wydawać by sie mogło, że słoń powinien być traktowany jak Święta krowa w Indiach. Tymczasem paradoksalnie, traktuje sie je gorzej niż psy, które swobodnie mogą przemieszczać się po miastach i wsiach. Zupełnie nie zrozumiałym dla mnie jest fakt kompletnego braku szacunku dla tego zwierzęcia za życia, a uwielbienie jego duszy i ciała po śmierci. Być może w ten sposób człowiek chce wynagrodzić wszystkie krzywdy i niegodziwości, które zgotował mu najpierw na ziemi?

Słoniowy cmentarz.

Słoniowy cmentarz.   Fot. Maria Kuczkowicz

Tym ludziom potrzebna jest edukacja. Ich świadomość ekologiczna jest nieznaczna a wiedza na temat humanitarnego traktowania zwierząt ograniczona. Dla nich istoty żyjące to te, które przynoszą zysk. Nie należny jest im szacunek i wdzięczność. Potrzebny jest tam Surin Project, który będzie się rozwijał, docierał do coraz większego grona osób, i przekonywał o słuszności walki o lepszą przyszłość dla zwierząt żyjących nie tylko w Tajlandii, ale w całej Azji.

Z Organizacją ,,Save Elepant Foundation” współpracowałam 4 tygodnie, w tym 3 tygodnie w projekcie ,, working to improve the living conditions of elephants in captivity” (Surin Project). W obliczu dramatycznych scen wykorzystywania i zniewalania wspaniałych gigantów Azji, stałam się ich czynnym obrońcą świadczącym o ich potrzebie i prawie do wolności. Razem z innymi wolontariuszami oddawałam całą energię i byłam w pełni zaangażowana w walkę o lepsze jutro dla Tajlandzkich słoni żyjących w niewoli. Doświadczyłam cudownej możliwości uczestniczenia w ich życiu każdego dnia. Stawiałam razem z nimi ciężkie kroki gdy pokonywały leśne gęstwiny, chlapałam razem z nimi wodą podczas popołudniowych kąpieli, wybierałam najsmaczniejsze owoce w trakcie porannych degustacji, uczestniczyłam w długich rozmowach o najlepszych leśnych liściach, o największych pniach drzew do ocierania i sposobach drapania. Słonie Azjatyckie swoimi trąbami wciągnęły mnie w swój świat. I to dosłownie :).

IMG_7947

Z Mahoutem Thong Di i słonicą Fah Sai

IMG_7805

Z podopieczną Fah Sai

Nigdy nie zapomnę sytuacji, gdy podczas słoniowych kąpieli podążałam w kierunku słonicy Fah Sai i z powodu bardzo mulastego dna zapadła mi się w podłożu jedna stopa, nie mogłam jej wyciągnąć. Rękami szukałam równowagi wyciągając je do przodu. Nagle w swojej dłoni poczułam koniec słoniowej trąby. Chwyciłam ją, podciągnęłam się i znalazłam pod ogromnym łbem słonicy. To był moment dla którego warto było szamotać się w wodzie :). Dla mnie to niezbity dowód na to, że słonie mają w sobie tyle wrażliwości i inteligencji ile mierzy ich ciało. To było jak ludzki odruch, podanie ręki ,,chwyć, pomogę Ci”. Zadałam sobie wtedy pytanie: ,,Czy Fah Sai zachowała się jak zwierzę?”

Myśląc sobie o tym, że te pojętne giganty masowo giną i poddawane są bolesnym torturom dla zaspokajania potrzeb człowieka, stwierdzam, że zwierzęta i ludzie zamienili się chyba rolami. Ale czy one kiedykolwiek były aż tak ,,nieludzkie”? Co to znaczy zachowujesz się jak zwierzę? Co oznacza zachowuj się jak człowiek? Czy traktowanie po ludzku ma wytyczone granice gatunkowe? Po ludzku, czyli z szacunkiem, z podziwem i zachwytem w stosunku do wszystkiego co żyje, bez wyjątku. Czasem bardziej po ludzku traktujemy martwą, jeżdżącą kupę blachy, czy przeceniony miedziak, niż stworzenie któremu bije spragnione życia serce. Nasza wyższość to CZŁOWIECZEŃSTWO, a człowieczeństwo NIE JEST ZASPOKAJANIEM INSTYNKTÓW I PORZĄDAŃ KOSZTEM INNYCH ISTNIEŃ. Być człowiekiem, oznacza kochać i cenić życie, a życie to nie tylko ludzie…

Fot. By Wills,  Surin Project coordinator.

Fot. By Wills, Surin Project coordinator.

 

 

Autor filmu Maria Kuczkowicz, na podstawie 3 tygodni współpracy z Surin Project.             Muzyka ,,Desert City” Kevin MacLeod, incompetech.com.

 

Więcej informacji o projekcie ,,Surin Project”:

http://www.elephantnaturepark.org/enp/en/21-surin-project-weekly-volunteer oraz http://www.surinproject.org/

s

 art. Maria Kuczkowicz

 

Mahout – osoba opiekująca się słoniem, będąca w posiadaniu słonia, hodująca go.

Ile potrzeba by uratować żółwia…

Dzień w ośrodku rehabilitacyjnym dla Caretta caretta zaczyna się o szóstej rano. Już wtedy temperatura powietrza osiąga 25 stopni Celsjusza. Jest sierpień. Około 40 żółwi w ośrodku. Osoba na którą przypada dzień dyżuru, zaczyna od wpisywania na listę wyników monitorowania ciepłoty wody w basenach oraz wniosków z porannej obserwacji żółwi. Na wspomnianej liście widnieją numery basenów wraz z imionami ich lokatorów. We wnioskach dotyczących zachowania się żółwi, zawarte są informacje na temat tego czym zajmują się one w danej chwili tj. żółw pływa po powierzchni, na dnie, odpoczywa na dnie bądź na powierzchni, nie reaguje na bodźce, jest osowiały bądź energiczny, zainteresowany otoczeniem. W uwagach nanosi się spostrzeżenia odnośnie przejrzystości wody w basenie oraz obecności ewentualnych zanieczyszczeń i ich rodzajów.

IMG_3319

Po wypełnieniu listy następuje podział obowiązków pomiędzy wszystkich wolontariuszy. Na liście wywieszonej na tablicy obok pomieszczenia gospodarczego, wpisujemy swoje imiona obok imion żółwi,  za które jesteśmy w danym dniu odpowiedzialni. Potem, przystępujemy do  wymiany wody w basenach, czyszczenia ich oraz do czyszczenia żółwi. Aby możliwym było wyczyszczenie basenu, należy wyciągnąć zwierzę na zewnątrz. Zawsze robi się to w parach, ponieważ są to stworzenia duże i sporo ważą (w ośrodku mieliśmy żółwie ważące 25 kg, ale były i takie, które ważyły około 90 kg). Jedna osoba staje po jednej stronie zwierzęcia a druga po drugiej. Następnie chwyta się pancerz tak, aby żółwiowa głowa zawsze była skierowana w tą samą stronę co głowy trzymających. Pancerz chwyta się tuż nad płetwami.

IMG_3502

Następnie zwierzę ląduje w plastikowym pudle (dno klatki dla psów i kotów), wyścielonym czystym ręcznikiem. Ręczniki są codziennie prane. Jeśli jest to duży basen zewnętrzny, żółw na czas wszystkich zabiegów pozostaje w tym basenie. Aby zwierzę się nie stresowało, na oczy nakładamy gazę nasączoną płynem fizjologicznym. Niestety bardzo często ląduje ona na podłodze :). Powolne żółwie potrafią czasem bardzo energicznie zaprotestować :). Jeśli żółw przebywa w boksie bardzo długo, przykrywa się go dodatkowo mokrym ręcznikiem. Każdy żółw posiada swoją gąbkę do mycia pancerza i płetw, oraz szczoteczkę do czyszczenia głowy. Używa się specjalnych, nie szkodzących żółwiom mydeł z betadyną (środek dezynfekujący), rozcieńczanych z wodą i po wyszorowaniu żółwia, zmywa się mydło wodą z węża ogrodowego :). Baseny czyści sie oddzielnymi szczotkami, ale tym samym mydłem co żółwie.

IMG_4016

IMG_4112

IMG_3578

Nadchodzą godziny południowe, temperatura sięga ponad 35 stopni Celsjusza. Świat “topi się wokół” a my z nim. Za ogrodzeniem Ośrodka chłodzące fale odbijają się od skał, mamy jedno marzenie, rzucić się w morze :).

Przed nami jednak najbardziej wyczerpująca część dnia… wynoszenie żółwi w  boksach do karmienia z tubostrzykawek, podania leków, oraz wykonania zabiegów leczniczych. Większość z tych czynności wykonuje się na zewnątrz, poza basenami. Najpierw karmienie z tubostrzykawek. Około połowa żółwi w ośrodku nie jest w stanie sama pobierać pokarmu. Dlatego, karmi się je co drugi dzień przez sondę. W pomieszczeniu gospodarczym dokładnie, według indywidualnego dla każdego żółwia przepisu, przygotowuje się odpowiednia ilość papki z kałamarnic z dodatkiem wapnia, oraz elektrolitów i glukozy. Wszystko dokładnie miksuje się blenderem i wypełnia strzykawki z umocowaną do nich końcówką plastikowej sondy, pokrytą olejem parafinowym. Do karmienia żółwia, również niezbędne są dwie osoby. Jedna musi utrzymywać za pomocą dwóch kawałków gazy, otwarty dziób żółwia. Druga, wprowadza do przełyku sondę i wtłacza powoli zawartość strzykawek, zwracając przy tym uwagę na odruchy połykania (jeśli nie przełyka, czekamy, nie wtłaczamy dalej). Jest to zajęcie najbardziej skomplikowane i wymagające dużej wprawy. Ja podczas mojego pierwszego karmienia przez sondę, zostałam ugryziona przez  jednego z moich podopiecznych :).

Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

IMG_3403

IMG_3400

IMG_3661

IMG_3381 IMG_3357

Do dzisiejszego dnia, noszę na swoim prawym palcu wskazującym znamienną bliznę :). Ona z pewnością, nigdy nie pozwoli mi zapomnieć o pięknych chwilach w ośrodku i cudownym doświadczeniu bliskiego kontaktu z tymi wspaniałymi zwierzętami :).

Kolejnym zadaniem jest podanie leków. Zawsze drogą iniekcyjną. W iniekcjach domięśniowych podaje się witaminy z grupy B (1 – 2 razy w miesiącu) oraz antybiotyki. Miejscem iniekcji jest zgięcie, znajdujące się pomiędzy podstawą szyi a podstawą ramienia. Codziennie zwierzętom podawane są również kroplówki. Podaje się elektrolity i glukozę. W zależności od stanu zdrowia żółwia ustala się częstość wlewów. Wkłuwamy się w skórę szyi żółwia, tam, gdzie ma ona kolor żółty, gdyż jest to miejsce najcieńsze. Czynności te wykonujemy po uprzedniej dezynfekcji skóry.

IMG_3510

IMG_3538

IMG_3621                      IMG_3361

Razem z podawaniem leków, wykonuje się wszystkie pozostałe zalecane przez lekarza weterynarii zabiegi lecznicze. Czyszczenie i dezynfekcja ran, nakładanie kremów z antybiotykiem, kremów wzmagających wzrost skóry itp.

IMG_3611

IMG_3618

Wybija 15.00 kolejna pora monitorowania temperatur w basenach i zachowań żółwi. Jeżeli w którymś z basenów odnotuje się temperaturę wyższą niż 24 stopnie Celsjusza, należy zapewnić danemu basenowi cień. Czasem wystarczy przewiesić nad  basenem ciemny ręcznik lub przykryć basen drewnianą deską. Jeśli temperatura jest bardzo wysoka, (dochodzi nawet do 30 stopni) należy wymienić  w basenie wodę. Dzień w ośrodku kończy karmienie żółwi. Niektóre zwierzęta karmi się z ręki, za pomocą metalowych kleszczy chirurgicznych. Tym, które nie mają problemów z nurkowaniem, po prostu wrzuca się pożywienie do basenów. Żółwiom, które są karmione z tubostrzykawek, codziennie próbuje się podawać pożywienie z ręki i obserwuje reakcje żółwia (zainteresowanie bądź jego brak). Czynność ta jest niezbędna do tego, aby w porę zauważyć, że dany żółw zaczyna pobierać pokarm samodzielnie. Zdarza się to stosunkowo często, co oznacza, że rehabilitacja w ośrodku jest skuteczna :). Wiele żółwi wychodzi na prostą i wraca do morza. Zwierzęta karmione są kałamarnicami i kawałkami ryb. Ich ilość dobierana jest dla każdego żółwia indywidualnie, zależnie od wagi osobnika.

IMG_3556

IMG_3543

Nadchodzi koniec dnia. Jeszcze tylko porcjowanie ostatnich kalmarów, mycie ostatnich gąbek, misek i wreszcie będzie można odetchnąć. Nad Ośrodkiem pięknie zachodzi słońce. Odbija się od morskiej tafli tysiącem refleksów. Niebo za wyspą staje się czerwone, by wyżej przejść w pomarańcz co gubi się jeszcze w żółtych promieniach słońca, które nad nim delikatnym różem podkreślają cudowny błękit znikającego stopniowo sklepienia. Żółwie zapadają w sen. Plaża przed ośrodkiem robi się pusta. Taki spokój… Słychać tylko cyrkulującą w basenach wodę i delikatny szum przypływowych fal.

Fot. Maria Kuczkowicz

Fot. Maria Kuczkowicz

Błogi relaks przerywa zdanie “wiozą kolejnego żółwia”. To jak alarm. Ubieramy koszulki wolontariuszy, rękawice, zabieramy boks, płyn fizjologiczny i gazę. Jedziemy ośrodkowym samochodem w umówione miejsce.

Przez cały mój miesięczny pobyt zostaje przywiezionych piętnaście nowych, potrzebujących żółwi. To tylko namiastka tych, które potrzebowały pomocy, ale nigdy jej nie otrzymały…

Nowy pacjent po przybyciu na miejsce zastaje ważony, mierzony, oglądany, czyszczony po czym dokładnie opisywany i wstępnie diagnozowany. Następnie nadajemy mu imię. Po włożeniu do boksu z ręcznikiem i nałożeniu na oczy gazy, wnosimy nowego podopiecznego do ciemnego pomieszczenia “przechowalni nowych żółwi”, gdzie pod mokrym ręcznikiem będzie obserwowany przez 24 godziny. Po tym czasie, zostanie włożony do nowego basenu. Zanim to jednak nastąpi, otrzyma od razu pierwszą dawkę kroplówek i leków.

Kolejnego dnia wykonane zostanie badanie RTG żółwia, w celu ustalenia drożności przewodu pokarmowego (ewentualnej liny, haku, reklamówki). Jeśli przewód pokarmowy jest drożny, można rozpocząć karmienie z tubostrzykawek. Jeśli jest nie drożny,  rezygnuje się z karmienia a w zależności od umiejscowienia ciała obcego, wykonuje się zabieg mający na celu jego usunięcie. Jeśli zabieg staje się niemożliwy do wykonania, bądź jest bardziej niebezpieczny od potencjalnego ciała obcego (niekorzystne ułożenie przedmiotu np. w niedostępnych odcinkach jelit), podaje się olej parafinowy i czeka z nadzieją, że zwierzę samo wydali ciało obce. W przypadku haków jest to jednak nie możliwe. Przywiezione żółwie mają już tak zniszczony przewód pokarmowy, że nie udaje się ich uratować. Jest to najczęstsza przyczyna śmierci żółwi w ośrodku.

Badanie RTG

Badanie RTG.  Fot. Maria Kuczkowicz

Kolejnym bardzo dużym problemem są głębokie rany głowy, po uderzeniach z harpunów rybackich. Wiele żółwi, albo ginie od razu w wyniku rozległego uszkodzenia mózgu, albo w wyniku pourazowego zapalenia mózgu, zwierzę umiera powoli. Ciągnie się to nawet miesiącami w napadach szału (uderza płetwami o głowę), spowodowanymi okropnym bólem. Dni te przeplatają się z dniami całkowitego otępienia zwierzęcia (unosi się na wodzie, ze skrzywioną w jedną stronę głową i podkurczonymi płetwami). Po przybyciu do ośrodka takiego żółwia, rana zostaje oczyszczona z kawałków kości i przemyta płynem fizjologicznym rozcieńczonym z betadyną, po czym  natychmiast wprowadza się antybiotykoterapię. Wiele zwierząt przeżywa a rana się zabliźnia, dla niektórych jednak okazuje się, że pomoc nadeszła zbyt późno. Większość z tych, które przeżyło nie wróci do morza, gdyż zawsze będą miały problemy z nurkowaniem i koordynacją ruchów, niektóre nawet tracą wzrok.

Niewidomy Paris, podczas karmienia łapie dziobem metalowe kleszcze zamiast kalmara...karmienie wymagało wiele cierpliwości i wysiłku..

Niewidomy Paris, podczas karmienia łapie dziobem metalowe kleszcze zamiast kalmara. Karmienie wymagało wiele cierpliwości i wysiłku.

Unoszenie się żółwia na powierzchni wody zawsze świadczy o tym, że  nie jest on w stanie wykonywać swojej podstawowej funkcji życiowej, którą jest nurkowanie. Tak dzieje się z żółwiami, które przeszły uraz głowy oraz pancerza. Niektóre mają problem z zanurzeniem połowy karapaksu(np. przednia część ciała żółwia znajduje się pod wodą a tylna nad nią bądź na odwrót, u innych  jeden bok karapaksu nad wodą a drugi pod wodą). W część pancerza, która nie może się zanurzyć, umocowuje się (należy wwiercić) śruby obciążające. Mają one na celu ustabilizowanie ciała i umożliwienie nurkowania. Czynność tą wykonuje się tylko wtedy, gdy żółw nie ma uszkodzonej głowy!

Marija ze śrubami obciążającymi

Marija ze śrubami obciążającymi.  Fot. Maria Kuczkowicz

Niektóre żółwie w wyniku zaplątania się w sieć rybacką, tracą wiosła (płetwy). Ich amputacja staje się niestety koniecznością w przypadku wdania się martwicy w niedokrwioną kończynę. Nie jest to jednak wyrokiem dla żółwi. Żółwie morskie doskonale sobie radzą bez jednej płetwy. Problemem staje się konieczność amputacji obydwu wioseł.

Pewnemu żółwiowi z gatunku Caretta caretta w Azji, pomimo amputacji obydwu płetw, dana została druga szansa. Może kiedyś, będzie to możliwe również w Europie..?

Okazuje się, że w Ośrodku rehabilitacyjnym o pomoc może się zwrócić nie tylko gatunek Caretta caretta. Choć jest tu głównym pacjentem, wśród naszych podopiecznych znalazły się również dwa żółwie morskie innego gatunku. Nie gniazdują one na Greckich plażach, ale są częstymi gośćmi w tutejszych morzach. Mówię o żółwiach zielonych. W  ośrodku w trakcie mojego pobytu, rehabilitowały się: Kiara, dorosła samica żółwia zielonego oraz wypuszczony już na wolność Danaos, nasz “Baby G” czyli mały żółw zielony.

Nasze Baby G

Nasz Baby G =).  Fot. Maria Kuczkowicz

Kiara =)

Kiara =).  Fot. Maria Kuczkowicz

Któregoś dnia otrzymaliśmy przesyłkę. Był to Nasz nowy podopieczny, na którego wszyscy czekaliśmy. Ku Naszemu zdziwieniu, faktycznie, okazał się on żółwiem… ale, trochę mało morskim :). Był to żółwik lądowy. Natychmiast stał się on maskotką ośrodka :).

IMG_3593

W Ośrodku rehabilitacyjnym Archelonu, przez cały rok toczy się nieustępliwa walka o życie tych cudownych stworzeń, jakimi są Caretta caratta. Jako były wolontariusz wiem, jak wiele wysiłku i zaangażowania kosztuje codzienne utrzymywanie przy życiużółwia, jak wiele rozczarowania i żalu niesie za sobą jego śmierć. Ale wiem też, jak wiele nadziei, satysfakcji i radości, daje każdy kolejny, samodzielnie złowiony podczas karmienia kalmar, każde kolejne pięć minut jego nurkowania a wreszcie, powrót do morza…

Podczas mojego pobytu straciliśmy wiele zwierząt. Codziennie je czyściliśmy, karmiliśmy, podawaliśmy leki, każdego znaliśmy po imieniu, każdy miał swoją osobowość. Ciężko było wyciągać je martwe z basenów, w których jeszcze rano pływały. Czasami przychodziły nawet myśli, o bezsensowności naszych starań.

Ale świadomość tego, że od września tego roku została wypuszczona ponad połowa żółwi, którymi się zajmowałam, jest ogromnym dowodem na to, że ten wolontariat ma WIELKI SENS I JEST SKUTECZNY. A bez chętnych do pomocy ludzi niemożliwy…

Dajemy wspólnie żółwiom nadzieję na to, że kiedyś mogą dokończyć swoją wędrówkę…

Kanella =)

Kanella =)   Fot. Maria Kuczkowicz

Wszystkim wypuszczonym żółwiom tym, którymi się zajmowałam oraz tym, których nigdy nie poznałam, życzę szerokiego morza i bezpiecznej podróży!

 

art. Maria Kuczkowicz

O tych, dla których powstał projekt

Cóż można o nich napisać…

Na pewno to, że nigdy się nie skarżą, nie narzekają, nie kłócą się. Nigdy nie powiedzą jak bardzo im źle i smutno, bo wczoraj w nocy ktoś obdarł z futerka jej dziecko, o którego czystość tak dbała. Ktoś inny odciął  pół głowy jego mamie razem z trąbą, która tak czule się o niego troszczyła. Nigdy nie powiedzą jak bardzo boją się jutra, bo ktoś zrównał z ziemią ich dom, który z takim trudem zbudowały, bo codziennie ktoś w nie mierzy, atakuje w momencie gdy one są przekonane, że nie mają się już czego bać. Nigdy nie powiedzą jak bardzo je boli… Ten śrut, który utkwił tak głęboko w mięśniu, ten drut, który z każdym krokiem rozdziera jego nogę, ten odcięty róg, ta dziura w głowie… Nigdy nie usłyszysz od nich prośby: ,,Proszę Cię nie krzywdź mnie, tak bardzo mnie to boli i tak bardzo się boję, nie zabijaj, jest Nas już tak mało…”

Dlaczego?

Pewnie dlatego, że nie potrafią mówić. Ale czy to oznacza, że nie mają uczuć? Że nie cierpią? Czy to ma usprawiedliwiać i aprobować rzeź, której się dopuszczamy względem ZWIERZĄT? Czy nas, jako ten wyższy, bardziej inteligentny gatunek, naprawdę nie stać na głębsze przemyślenia?

Jesteśmy zaślepieni egocentryzmem i nieustanną chęcią konsumowania wszystkiego.

Ciągle idziemy za postępem. Rozwijamy się bez granic i bez umiaru… zaliczamy człowieka do najmądrzejszego gatunku na ziemi, a podczas odkrywania tych ,,naszych mądrości” unicestwiamy to, co na ziemi pozostało jeszcze wartościowe i piękne. Czy to jest mądrość? Gdybyśmy byli mądrzy, wiedzielibyśmy w którym momencie należy się zatrzymać, umielibyśmy żyć w zgodzie z tym, co istnieje wokół, znaleźlibyśmy rozwiązania alternatywne, nie niosące śmierci i zniszczenia. Ale w naszej mądrości nie ma umiaru, jest pycha i zachłanność. Wydaliśmy wyrok na wszystkie stworzenia na naszej planecie…

Ktoś powie, że zwierzęta zawsze umierały… prawda, ale nie w tak dużej ilości jak obecnie. Selekcja naturalna od wieków wprowadzała równowagę w przyrodzie. Słabsze i starsze osobniki padały z wycieńczenia, albo były zabijane przez naturalnych wrogów. I wszystko byłoby w porządku, gdyby do tej zaciętej walki o przetrwanie nie wmieszał się CZŁOWIEK. Od momentu kiedy zaczęliśmy bezmyślnie, bez umiaru i często niepotrzebnie działać w świecie zwierząt, ginąć zaczęły również te osobniki, których ,,matka natura” nie podjęłaby się eliminacji. Osobniki zdrowe, mające przedłużać w dalszym ciągu egzystencję gatunku, umierały… W taki oto sposób odwieczna równowaga przestała istnieć. Dzisiaj większość żyjących gatunków jest zagrożonych wyginięciem. Oznacza to, że większa ilość osobników umiera niż się rodzi. Selekcja naturalna, jak sama nazwa wskazuje, jest naturalnym procesem eliminacji z przyrody. Nie jest nią więc piła mechaniczna powalająca miliony drzew na ziemię, nie jest nią też człowiek siejący postrach i śmierć ze strzelbą w ręku, nie jest nią ogromna sieć mieszcząca w sobie tony życia…

Czas zdać sobie sprawę z tego, że wszyscy mamy wpływ na przyszłość zagrożonych. Śmierci zwierząt nie są winni tylko ludzie wykonujący egzekucję! Ale przede wszystkim Ci, którzy na to zezwalają, kupując ,,rarytasy” będące częściami ciała dzikich zwierząt. Każda kolejna kupiona  kość słoniowa, róg nosorożca, futro z foki, olej z wątroby rekina, tłuszcz wielorybi, bransoletka z ogona żyrafy, popielniczka z ręki goryla, mięso z dzikiego, jeszcze najlepiej rzadko spotykanego zwierzęcia i wiele innych ,,absurdalnych wymysłów”, nakręcają koło śmierci i są wyrokiem dla kolejnych osobników. Bo skoro się sprzedaje, to znaczy, że ludzie chcą więcej… Czy te absurdy są nam niezbędne do życia? Ile zwierząt zostanie jeszcze zabitych dla głupich kaprysów?

Nie szukając daleko – Polska. Wydawać się może, że nasze dzikie zwierzęta nie mają problemów. Nic bardziej mylnego. W swoim kraju posiadamy wystarczającą ilość znieczulonych i bezmyślnych ludzi, aby zacząć wpisywać i nasze gatunki na listę zagrożonych wyginięciem. Hobbystycznie urządzane ,,strzelanki” na ptactwo dzikie, palenie bobrowych żeremi, często z młodymi w środku, kłusownictwo na futro i ogony bobrowe, poroże jeleni, danieli, łosi. Dziwne porachunki człowiek – zwierzę za skradzione jagnię, powalone drzewo, porwaną kurę. Łupem absurdalnej wiary w uzdrawiającą siłę medycyny niekonwencjonalnej, padają borsuki, bobry czy świstaki (sadło).

Myślisz, że jesteś daleki od opisanej wyżej rzeczywistości?

A co z rozrzutnie i kompletnie nie świadomie wykorzystywanymi plastikowymi tworzywami? Milionami niepotrzebnie zabranych ze sklepu reklamówek, pozostawionymi w lesie śmieciami, na próżno zużywanymi prądem, paliwem i wodą, tysiącami zmarnowanych kartek papieru, spalonych opon i nieposegregowanych odpadków? Wyobraź sobie, że ilekroć byłeś odpowiedzialny za któryś z tych wyżej wymienionych, małych, codziennych grzeszków, popełniłeś też jeden ogromny – zabiłeś jakieś życie na ziemi…

Wydaje Ci się, że Ty jeden nie masz na to wpływu? Pomyśl, że są miliony myślących tak samo jak Ty…

Przyszłość naszych mniejszych braci zależy od nas. Przestańmy być egoistami. Nie żyjemy sami, a co najważniejsze, wiele gatunków pojawiło się na ziemi tysiące lat przed nami. Oznacza to, że w jakiś sposób człowiek jest od nich zależny. Zwierzęta nie żyją dzięki ludziom, ale to ludzie żyją dzięki zwierzętom. Dotyczy to między innymi zwierząt dziko żyjących.

Chcemy rządzić  słabszymi – zwierzętami, równocześnie pożądając sprawiedliwości i zrozumienia wśród władzy panującej nad nami, tymczasem podczas naszego rządzenia sami nie potrafimy się nią kierować. ,,Nie ma rządzenia bez służenia” i dopóki tego nie zrozumiemy nie będziemy ludźmi. Władza i osiągnięcia nie czynią z nas człowieka. Słowo człowieczeństwo zobowiązuje do bardziej złożonych wniosków, do szacunku i miłości względem każdego życia na ziemi. Człowieczeństwo to bycie ludzkim bez względu na granice gatunkowe. Każdy z nas ma zdolność tworzenia nowych rzeczy i możliwość ocalania, więc wykorzystajmy to mądrze i przestańmy niszczyć.

Jesteśmy ich ostatnią nadzieją. Tylko my możemy wypowiedzieć się w ich imieniu…

,,Zarozumiałością oraz bezczelnością człowieka jest mówienie, że zwierzęta są nieme, tylko dlatego że są nieme dla jego tępej percepcji.” — Mark Twain

art. Maria Kuczkowicz